piątek, 25 marca 2016

Czerń. Tylko czemu? [P05]

Z dedykacją dla Deatheater Potterhead za motywujący komentarz. : ]
♦•♦•♦•♦
`I jak na Ceremonii Wtajemniczenia z myślą, że już nie jesteś w pełni sobą? - Usłyszała głos Ksawerego w swojej głowie. No tak. Połączenie Umysłów. Uśmiechnęła się lekko.
`Kretyński tekst, ale ogólnie bez żadnych zmian. Lastrange mnie lubi...
`Oho, wreszcie ktoś kto jest tak samo stuknięty jak ty. - Odezwał się z rozbawieniem.
`Śmichowe to to nie było. Jak mam ci przypomnieć śmieszniejszą rzecz to mogę to zrobić teraz.
`...
`Pamiętasz ten piękny dzień, kiedy na twojej... - Zerwał połączenie. Alyss roześmiała się triumfalnie wiedząc, że wygrała. Ułożyła się wygodniej na łóżku i wzięła książkę do ręki. Zerknęła na okładkę ,,Czarne Moce i ich zastosowanie w walce''. Wzruszyła ramionami i wzięła się do czytania. Po chwili znikąd pojawił się jej kot. Wskoczył na łóżko z kilkoma książkami w zębach i na grzbiecie. Wskazał jeden wers. Jednak gdy go zignorowała powtórzył ten gest zrzucając jej książkę na podłogę. Westchnęła i zerknęła na kota.
-O co ci chodzi? - Zapytała a kot po raz trzeci niecierpliwie wskazał wers w książce i rzucił jej mordercze spojrzenie żółtych ślepi. Przysunęła się bliżej i przeczytała na głos:
-,,Wyciągnął pistolet i wymierzył w okno, strzelił i wskoczył do środka namierzając na krwawiącą dziewczynę.'' O co ci chodzi? Chcesz kogoś zabić? - Zapytała nie bardzo rozumiejąc. Ten plasnął otwartą łapką w swój łebek i wskazał na kilka wersów niżej, miał za dużą łapkę.
-A o to ci chodzi? - Skinięcie - ,,-Muszę ci coś powiedzieć. Coś ważnego, nie mów tego nikomu innemu." Nadal nie bardzo rozumiem. - Prychnięcie i niecierpliwie otwieranie kolejnych stron. Po chwili zatrzymał się i zaczął czytać, po chwili wskazał dokładnie kolejny wers.
-,,Spojrzał na obraz na ścianie, a po chwili na jego żonę. - Mogę to zrobić? - Zapytał" - Popatrzyła na niego, a ten wskazał inny wers - ,,Muszę ci coś pokazać, to bardzo ważne." - Zamilkła - Proszę. Zrób coś jak chcesz. - Odparła z wahaniem. Kot skinął i zeskoczył z łóżka okręcając się wokół własnej osi. Po chwili przed nią stanął widocznie Wampir z żółtymi oczami. Ukłonił się nisko do zdrętwiałej Alyss.
-Witaj, Alyss. - Odparł trochę ochryple - Jestem Tymoteusz Prymus Cezar Sherman. - Powiedział - Pozwolisz jednak, że przejdę do Meritum, a ty nikomu o naszym spotkaniu nie powiesz. Może to grozić i mi, jak i Tobie. Zrozumiałaś?
-Tak, ale jeżeli mogę wiedzieć czy Cezar to Pan? - Zapytała, a ten machnął ręką.
-Oczywiście, musiałem to zrobić i wiedzieć, że jesteś bezpieczna. - Odparł i usiadł na kanapie nie odrywając od niej wzroku - I nie zwracaj się do mnie per Pan, proszę. Zwą mnie Myionme, możesz tak do mnie mówić.
-Dobrze. - Odpowiedziała - I dlaczego tobie zależało, abym to ja była bezpieczna? Nie przypominam sobie, abym zrobiła coś ponad przeciętnego.
-Owszem, nie pamiętasz, ale odpowiem Ci, że zrobiłaś. Samo przeciwstawienie się Ogromie Czarnej Magii i Czarnej Róży wymaga ogromu silnej woli i mocy czarodziejskiej. - Powiedział i uśmiechnął się - Jestem z Tobą od urodzenia. Widzę co się dzieje, a ty mimo to potrafisz wyczarować Patronusa, co mnie fascynuje i ciekawi. - Dodał przyglądając się jej - Oczywiście, nie mów Ksaweremu, że jestem kimś innym, gdyż to nie pomoże w misji, którą obrałem.
-Jakiej misji?
-Nie mogę ci powiedzieć, - Pokręcił głową - jednak wiedz, że jestem zawsze tam, gdzie mnie potrzebujesz. Mój czas się kończy. - Powiedział i zamienił się na powrót w kota wychodząc z pokoju.
-Miałam spotkanie z własnym kotem, który okazał się być Cezarym, a Cezar okazał się być wampirem, który jest jednym z potężniejszych, a ten okazał się moim ochroniarzem. - Pomyślała - Świetny łańcuszek nie ma co. - Prychnęła i wyszła z łóżka ubierając przygotowane dla siebie ubrania. Wszystkie czarne, gdyż nie miała chęci, ani pomysłu na jakiś kolorowy strój. Włosy splotła w kitkę i musiała przyznać, że wygląda dość dobrze.
Wyszła z pokoju kierując się do kuchni. Wezwała skrzata i gdy tylko zjadła korzystając z okazji deportowała się na Śmiertelny Nokturn. Była tutaj już znana pośród śmierciożerców i każdy z nich widząc ją kiwał lekko głową. Już z tych gestów mogła się domyślić, że jej rodzice byli wysoko w hierarchii. Nie mogła uwierzyć, że minął już prawie cały czas do przyjęcia Mrocznego Znaku, zostały jej zaledwie trzy dni. Podczas tego trenowała oklumencję, czarnomagiczne zaklęcia i ulepszała swój styl walki oraz mimikę twarzy. Bez zgody i wiedzy Snape'a, Uważała, że ma w głębokim poważaniu jego zdanie i wraz z Ksawerym ćwiczyli po nocach w Pokoju Życzeń, tak, aby nikt się nie dowiedział. Dzisiaj miał być kolejny z treningów, a jak zauważyła, jej ,,kot'' chyba również je polubił, gdyż przychodził na nie coraz częściej. Po drodze zobaczyła Młodszego Malfoya. Ten wyglądał na wystraszonego, ale zdeterminowanego. Wiedziała, że już wcześniej przyjął Znak, gdyż jego rodzina wyraziła jednogłośny sprzeciw, aby czekać. W końcu i Lucjusz miał wpływy w hierarchii Czarnego Pana. Przechodząc obok niego szepnęła:
-Nie wyglądasz jak prawdziwy śmierciożerca ze strachem na twarzy. - Uśmiechnęła się wrednie odchodząc. Ostatnio kupiła specjalne szaty, mocno podobne do tych śmierciożercy, gdyż uznała, że takie jej pasują, na co oczywiście rodzice się w pełni zgodzili. Prychnęła w myślach, jakby ich zdanie ją obchodziło. Kontem oka zauważyła jak Malfoy idzie za nią do odosobnionej alejki wyciągając różdżkę. Postanowiła go zaskoczyć.
Zatrzymała się i momentalnie przeskoczyła dystans dzielący ją i Dracona, strach na jego twarzy pogłębił się kiedy wytrąciła mu różdżkę z ręki bez wyciągania swojej i powaliła go bez zaklęć na podłogę.
-Mówię przecież, że z tym strachem nie wyglądasz jak prawdziwy śmierciożerca. - Odezwała się zimno odrzucając mu różdżkę.
-Nie poznaję ciebie, Blackeagle. - Powiedział, a ta zatrzymała się w połowie kroku.
-Oczywiście, że mnie nie poznajesz, bo z tą pieprzoną Ceremonią Wtajemniczenia umarła część mojej duszy, - Odwróciła się i pustym wzrokiem spojrzała na niego - tak samo jak twoja. Tyle, że twoja jest bardziej uszkodzona, gdyż już byłeś na kilku ,,akcjach." - Podsumowała i odpychając się od ziemi wskoczyła na parapet okna. Podskoczyła ponad zaklęciem Malfoya, który chwilę potem odzyskał chęć walki. Wyciągnęła własną różdżkę i zeskoczyła na dół za młodszego od niej chłopaka powalając go kilkoma zaklęciami i przebijając jego barierę. Po chwili stała nad nim z wycelowaną w niego różdżką, a z jej przeciętego policzka ciekła krew. Uśmiechnęła się ironicznie i odeszła bez słowa. Czuła, że zmieniła się od Ceremonii. Czuła to we krwi, czuła jak coś w niej walczy o wydostanie się na światło dzienne. Będzie musiała się zapytać Snape'a o co w tym wszystkim chodzi. Westchnęła i deportowała się do swojego pokoju. Zapowiadał się niezbyt przyjemny dzień.

-----------------------------------------------------
Przepraszam, że tak krótko i beznadziejnie, ale tutaj przekierowuje was do posta ,,Przepraszam!!!". Tam znajdziecie wyjaśnienie tego, niezbyt długiego, tekstu. x.x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz