Całe 83 wyświetlenia w jeden dzień?! Wow! :D No i jak tu nie napisać kolejnego bonusu? Jeżeli jeszcze dziś wbije się 100 w jeden dzień to będzie prawie 3 bonusy! (Tak za 100 jeszcze dziś kolejny...) Głowa eksploduje! No to nie przedłużam! Zapraszam na bonus!
*•-•*•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•*•-•*•-•**•-•*•-•*
Chodzę dookoła niezbyt zainteresowany rozmową prowadzoną za drzwiami pokoju.
Czekam tylko na to, aż Dumbledore ogłosi, że jestem po ich stronie.
Wzdycham wreszcie zirytowany i zrezygnowany i siadam na krześle w pokoiku.
Chowam twarz w dłonie.
Moja zmęczona, śniada twarz odznacza się na tle długich, brązowych włosów związanych z tyłu w kitę.
Mam mocne rysy i podkreślone oczy.
Jestem cwany i sprytny.
Mam również tęgi umysł, przez co rozwiązywałem plany Zakonu.
Tym razem ma się to zmienić.
Kim jestem?
Nazywam się Jack Sherman.
Byłem najlojalniejszym śmierciożercą w szeregach Czarnego Pana.
Wyrządziłem Zakonowi wielką krzywdę, pokrzyżowałem wiele planów.
Ale mimo tego chcę się zmienić i do nich dołączyć.
Ubrany jestem w szaty mocno podobne do tych śmierciożercy.
Nie mogłem się pojawić na Pokątnej ani na Nokturnie bo byłem poszukiwany.
Dopiero dzisiaj, zaraz po zebraniu Zakonu miałem dobrowolnie stawić się w Ministerstwie.
Dumbledore był za mną, ale musiał jeszcze przekonać Zakon.
Po chwili do pokoju wchodzi sam Albus i mówi do mnie:
-Jestem zmuszony zabrać ci różdżkę i związać ręce. -Wzdycha - To warunki, które postawili na rozmowę z Tobą.
-Rozumiem. -Mówię i wyciągam drewienko przesiąknięte Czarną Magią.
Wyciągam przed siebie ręce, nadal zachowując maskę obojętnego śmierciożercy.
Dumbledore rzuca zaklęcie wiążące na nie i kieruję się z nim do wyjścia z pokoju.
Patrze na całkowicie zdziwione twarze Feniksów czarnymi, pustymi oczyma.
Milczę czekając aż dyrektor się odezwie.
Mam lekko spuszczoną głowę w rozmyślaniu.
-Chciałbym wam przedstawić, a raczej przypomnieć, gdyż za pewne każdy go zna, nowego członka Zakonu. Był to były śmierciożerca, który był najbardziej oddany Tomowi. -Usłyszałem wiele wyzwisk i przekleństw a nawet w moją stronę poleciało jedno zaklęcie, nie unikałem go.
Pozwoliłem, aby trafiło mnie i zrobiło sporą ranę od zaczęcia policzka aż do początku szyi.
Krew skapywała na podłogę, ale nie przejąłem się tym.
-Harry, on NA PRAWDĘ jest po naszej stronie. Jak mu nie ufasz mogę mu zaaplikować Veritaserum. - Powiedział Dumbledore.
-Bardzo proszę, Profesorze. -Odparł i spojrzałem na niego krótko zerkając na jego bliznę i twarz.
Chwilę potem odwróciłem wzrok.
Albus chwilę potem stał nade mną i podał mi Veritaserum, które ku zszokowaniu wszystkich przełknąłem bez słowa.
Spojrzałem na Pottera czekając na pytania.
-Dlaczego do nas dołączyłeś? -Zapytał wprost.
-Ja... - Odwróciłem wzrok - Po wielu latach służby u Czarnego Pana poczułem, że robię źle. Jestem jego Prawą Ręką, ale czułem się spaczony, wiem, że to się nie zmieni dołączając do Was, Feniksów, ale czuję się winny chociaż takiej formy pomocy. -Mówiłem zachrypniętym głosem nadal w ledwo wyczuwalnym szaleństwie i faktycznej skruchy - Czarny Pan... Przygotował plany, które są zbyt silne dla was. Musicie zacząć działać teraz, aby móc przetrwać i wygrać. -Skrzywiłem się czując jak Veritaserum wymusza na mnie mówienie.
Krew, która spływała z lewego policzka spłynęła mi do ust.
Przez chwilę poczułem się silniejszy i żądny krwi, ale zapanowałem nad tym odrzucając to uczucie.
-Potrafisz wyczarować Patronusa? -Pyta analizując informacje.
-Oczywiście. - Mówię zgodnie z prawdą - Przez wiele lat nie mogłem rzucić nawet mgiełki z powodu służby, ale kiedy poczułem skruchę mój Patronus zaczął przybierać formę Hipogryfa. -Odpowiedziałem czując, jak więzy zaciskają się zbyt mocno.
-Wierzę ci. -Odparł po namyśle. Tym razem rudzielec zapytał:
-Skąd możemy być pewni, że nas nie opuścisz?
-Wieczysta Przysięga w formie podobnej do Mrocznego Znaku. -Odparłem i nadal związanymi dłoniami odsłoniłem kołnierz koszuli.
Na mojej szyi widniała czerwona wstęga z napisem: Vivere per sempre, fino a quando non ci tradirà. Il tradimento sarà punito. Co oznaczało po włosku: Żyj wiecznie, dopóki nas nie zdradzisz. Zdrada zostanie ukarana. Zasłoniłem z powrotem kołnierz.
-Wszyscy? -Pyta się Dumbledore po dłuższym czasie milczenia, nikt nie odpowiedział, co oznaczało, że są za. Veritaserum minęło i zamiast zamglonego wzroku znowu moje oczy stały się puste.
-Nie cierpię skutków ubocznych Mrocznego Znaku. -Mruknąłem - Po zażyciu Veritaserum zaczyna ci pulsować bólem głowa i wszystko nagle się chwieje. -Wzdycham i prawie upadam - Możecie mnie już rozwiązać i oddać moją własność? Czy nadal macie wątpliwości co do mojej osoby? -Mruknąłem.
Albus kiwnął i machnął, po czym więzy zniknęły. Następnie oddał mi moją różdżkę i sprawnym ruchem wyczarowałem fotel. Usiadłem na nim ponieważ kręciło mi się w głowie. Następnie wyczarowałem kilka rolek pergaminu i zapełniłem je słowami skopiowanego z moich myśli. Następnie przekazałem rolki Dumbledore i poczułem, że tracę przytomność.
Nic dziwnego, w końcu przekazywanie myśli na papier jest wyczerpujące.
Po chwili jednak obudziłem się i oznajmiłem:
-Wracam do siebie bo zaraz zemdleje. -Mruknąłem i ruszyłem lekko chwiejnym krokiem do drzwi.
-Przygotuj się na wizytę do Wizegamontu. -Powiedział Dumbledore - Za pół godziny zjaw się u mnie w gabinecie, tymczasem masz do użytkowania puste komnaty zaraz obok.
Kiwam głową i wchodzę do pokoju.
•♦•♦•
Wchodzę w stroju śmierciożercy bez maski z związanymi rękami wraz z dwójką dementorów do Sali Rozpraw.
Widzę wzdrygnięcia i pełne pogardy spojrzenia, jednak po takim wykładzie co im zrobił Dumbledore raczej trudno mnie wsadzić do Azkabanu.
Podają mi papier i uwalniają z więzów.
Wreszcie.