sobota, 12 marca 2016

Nowe konto Google na ,,specjalnego" bloga.

Specjalny blog: hpbycoyotespecial.blogspot.com
Specjalne konto: CoyoteSenpai Special (Identyczny avatar)
Zaglądajcie, ale jeżeli ktoś woli główne serie, które zwykle są akcją (Tam zachęcenie, że będą romansidła) to lepiej, żeby został tutaj.

PS:Blog w budowie, nadal pierwszy szablon, szukam w mojej głowie ciekawych pomysłów. I dodatkowo zapowiadam lekką zmianę na głównym blogu Magii Słów. Tamten nazywa się Magia Słów by Coyote -SPECIAL.
Zapraszam,
Coyote.

piątek, 11 marca 2016

To english people what read.

Hi!
Sadly im from Poland and i cannot do a blog in english langue.
But always you can translate it and try to read.
Of course it won't be perfect, im sure about that. :/
But it's a way too, right?
Im hopefull that you will enjoy.
Thanks,
Coyote Senpai.


175 wyświetleń jednego dnia?! Wtf?! :D

Wow. Wow. Wow. - Tak mogę to skomentować. Nie wiem co napisać. 175 wyświetleń jednego dnia... Wow. No to macie zagwarantowaną nową serię, którą zadedykuję każdemu obserwatorowi (oprócz Eibisu, bo to moje drugie konto...). Wow. Nadal jestem w szoku.
DZIĘKUJĘ! <3
Coyote Senpai.

Bonus~! 700 wyświetleń~!

,,Przyjaźnić się z Jokerem".
By Coyote Senpai.

Karty...
Te niby z pozoru niegroźne zabawki wydają się nadawać jedynie do gry.
Nie.
Potrafią być idealną bronią dla każdego Jokera.
Każdy unika ich bojąc się zdrady, albo braku poparcia i śmierci.
Joker, to osoba, która jest szaleńcem i ma smykałkę do kart, pokera i innych gier hazardowych.
Właśnie jednym z nich był Luciel Cracvey.
Miał długie, białe włosy i śniadą twarz o mocnych rysach.
Fioletowe oczy zawsze pozostawały zagadką dla wielu jego znajomych.
Wspominał i zawsze był nieobecny.
Mimo wszelkich rozmów.
Zawsze w swoim świecie.
Potrafił przerzucać się w tempie błyskawicznym.
Raz szczęśliwy,
raz smutny,
raz zły,
raz dobry i przyjacielski,
raz chłodny i okropny,
raz ciepły i wesoły.
Nigdy nie zdradzał co robi.
Nigdy,
Zawsze siedział przygnębiony, ale szybko zmieniał nastroje.
I tej nocy wymknął się.
I wspominał.
I siedział...
Aż do północy i jeszcze dłużej.
Tyle, że po raz pierwszy od dłuższego czasu pojedyncza łza spłynęła po jego policzku:
-Judith... Tęsknie za Tobą...
Chwilę potem podszedł do niego jego przyjaciel.
-Luciel, nie łam się. Każdy z nas miło wspominał Judith. - Odzywa się.
-Wiem, Felke. Nie chciałaby abym ją wspomniał tylko żył dalej. -Wzdycha.
-Tak, przyjacielu. Właśnie dlatego.
-Jak mnie nakryłeś?... - Odezwał się po dłuższym czasie.
-Co? - Zapytał rozkojarzony.
-Przecież nikomu nie mówię, gdzie chodzę nocami. - Mówi rozbawiony i uderza go barkiem.
Tamten upada na ziemię pokrytą rosą.
-Auć. - Rozciera bolący łokieć - Podczas nocy szedłem po jakiś napój. Wracałem z Misji... I zobaczyłem Ciebie patrzącego w gwiazdy. Domyśliłem się.
-Aha. - Odpiera.
-Baaardzo oryginalna odpowiedź by Mister MadHatter. - Mówi.
Razem siedzą aż do trzeciej w nocy.
Wspominają.
Śmieją się.
I cieszą się życiem...
Bo przyjaźń to największa magia.
Większa od tej, co robią w Hogwarcie.
O wiele większa.

Bonus za 118 wyświetleń jednego dnia. I co tu pisać?...

Idę ciemnymi korytarzami zniszczonej szkoły.
Wszyscy cofają się i uciekają z pola widzenia.
Przegrali Bitwę o Hogwart.
Rzucone na mnie zaklęcie tarczy jest o wiele silniejsze od ich zwykłych zaklęć, przez co nie przebijają jej.
Przyśpieszam kroku a za mną idzie kilka śmierciożerców. 
Kierujemy się na Wieżę Astronomiczną.
Tam, gdzie wreszcie zginie Albus Dumbledore.
Za pierwszym razem przeżył.
Jednak nie uda mu się to tym razem.
Nie używam różdżki.
Kolejny mój ruch ma zakończyć jego życie.
Nie kogoś.
Jego.
Chwytam ich za szaty i odrzucam na kolejne grupki. 
Unikam zaklęć silniejszych od mojej tarczy i poruszam się z niebywałą gracją.
Moje oczy - Widać w nich żądzę mordu.
Wreszcie wyciągam różdżkę blokując silniejsze zaklęcie w ostatniej chwili.
Jednym smagnięciem odrzucam zaklęcie w rzucającego i zabija się.
Sam.
Swoim zaklęciem.
Ignoruje pełne wiwatów i śmiechów wypowiedzi śmierciożerców dookoła mnie.
Jedynym moim celem jest Albus Dumbledore.
Tylko on.
Nikt więcej.
Poruszam się bardzo szybko i płynnie.
Nikt nie może mnie zatrzymać, zaś resztę zabijają z ogromną łatwością.
Wchodzę w grupkę z Zakonu i odrzucam ich zaklęciem.
Wbiegam na górę po schodach w ostatniej chwili.
Ten tchórz wołał Faweksa aby zniknąć.
-Avada Kedavra. - Mówię bez zająknięcia i jego ciało upada na posadzkę. 
Jego twarz wyraża zdumienie i smutek.
Mam to wszystko w poważaniu.
Nie obchodzi mnie los innych.
Wyczarowuję Mroczny Znak nad Wieżą Astronomiczną.
Wdycham nieświeże powietrze przepełnione żalem, strachem, krwią i przerażeniem.
Chwilę potem na Wieżę wchodzi reszta śmierciożerców.
Idealnie żeby zobaczyć jak jednym kopnięciem zrzucam bezwładne ciało Albusa Dumbledore z Wieży Astronomicznej.
Wiwaty i śmiechy oraz wyzwiska unoszą się w powietrzu.
Bella tańczy taniec uradowanych kanibali śmiejąc się najgłośniej.
Jednak ja bez słowa przechodzę obok nich.
Chciałem tę szkołę prowadzić.
Za zabicie Dumbledore Czarny Pan obiecał mnie ogłosić jej dyrektorem.
Wychodzę z Wieży i aportuję się do Czarnego Pana.
Momentalnie klękam z uniżoną głową czekając na przyzwolenie.
-Widziałem Mroczny Znak nad Wieżą Astronomiczną. Nad miejscem gdzie wreszcie zginął Albus Dumbledore. Ten nieudacznik i parszywy miłośnik mugoli i szlam. - Wymawiał te słowa z pogardą patrząc jak z zielonej czaszki wydobywa się wąż i żyje własnym życiem na niebie. Wreszcie skierował swój wzrok na mnie.
-Wstań, Jack. - Mówi i bez mrugnięcia okiem wykonuję jego polecenie - Podejdź do mnie - Znów mechanicznie wykonuje polecenie. 
Ten przykłada mi różdżkę do Mrocznego Znaku pod szatami i szepcze zaklęcia.
Czuję niewyobrażalny ból, ale moja twarz zostaje obojętna.
-Właśnie zostałeś moją Prawą Ręką i Dyrektorem Hogwartu. Rządź nim mądrze. I wytrenuj nasze armie.
-Dzięki Ci, Mój Panie. - Mówię kłaniając się nisko. 
-Idź. Pilnuj swojej szkoły. Już jutro będzie odbudowana.
-Dziękuję, Panie. - Powtarzam i znikam.

-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-•-

Wyciągam głowę z myśloodlewni, a jednak Dumbledore przeżył i do nich dołączyłem. 

83 wyświetlenia w jeden dzień. Wow. Bonus!

Całe 83 wyświetlenia w jeden dzień?! Wow! :D No i jak tu nie napisać kolejnego bonusu? Jeżeli jeszcze dziś wbije się 100 w jeden dzień to będzie prawie 3 bonusy! (Tak za 100 jeszcze dziś kolejny...) Głowa eksploduje! No to nie przedłużam! Zapraszam na bonus!

*•-•*•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•**•-•*•-•*•-•*•-•**•-•*•-•*

Chodzę dookoła niezbyt zainteresowany rozmową prowadzoną za drzwiami pokoju. 
Czekam tylko na to, aż Dumbledore ogłosi, że jestem po ich stronie. 
Wzdycham wreszcie zirytowany i zrezygnowany i siadam na krześle w pokoiku. 
Chowam twarz w dłonie. 
Moja zmęczona, śniada twarz odznacza się na tle długich, brązowych włosów związanych z tyłu w kitę.
Mam mocne rysy i podkreślone oczy.
Jestem cwany i sprytny. 
Mam również tęgi umysł, przez co rozwiązywałem plany Zakonu.
Tym razem ma się to zmienić.
Kim jestem?
Nazywam się Jack Sherman.
Byłem najlojalniejszym śmierciożercą w szeregach Czarnego Pana.
Wyrządziłem Zakonowi wielką krzywdę, pokrzyżowałem wiele planów.
Ale mimo tego chcę się zmienić i do nich dołączyć.
Ubrany jestem w szaty mocno podobne do tych śmierciożercy.
Nie mogłem się pojawić na Pokątnej ani na Nokturnie bo byłem poszukiwany.
Dopiero dzisiaj, zaraz po zebraniu Zakonu miałem dobrowolnie stawić się w Ministerstwie.
Dumbledore był za mną, ale musiał jeszcze przekonać Zakon.
Po chwili do pokoju wchodzi sam Albus i mówi do mnie:
-Jestem zmuszony zabrać ci różdżkę i związać ręce. -Wzdycha - To warunki, które postawili na rozmowę z Tobą.
-Rozumiem. -Mówię i wyciągam drewienko przesiąknięte Czarną Magią. 
Wyciągam przed siebie ręce, nadal zachowując maskę obojętnego śmierciożercy.
Dumbledore rzuca zaklęcie wiążące na nie i kieruję się z nim do wyjścia z pokoju.
Patrze na całkowicie zdziwione twarze Feniksów czarnymi, pustymi oczyma. 
Milczę czekając aż dyrektor się odezwie. 
Mam lekko spuszczoną głowę w rozmyślaniu.
-Chciałbym wam przedstawić, a raczej przypomnieć, gdyż za pewne każdy go zna, nowego członka Zakonu. Był to były śmierciożerca, który był najbardziej oddany Tomowi. -Usłyszałem wiele wyzwisk i przekleństw a nawet w moją stronę poleciało jedno zaklęcie, nie unikałem go.
Pozwoliłem, aby trafiło mnie i zrobiło sporą ranę od zaczęcia policzka aż do początku szyi. 
Krew skapywała na podłogę, ale nie przejąłem się tym.
-Harry, on NA PRAWDĘ jest po naszej stronie. Jak mu nie ufasz mogę mu zaaplikować Veritaserum. - Powiedział Dumbledore.
-Bardzo proszę, Profesorze. -Odparł i spojrzałem na niego krótko zerkając na jego bliznę i twarz. 
Chwilę potem odwróciłem wzrok.
Albus chwilę potem stał nade mną i podał mi Veritaserum, które ku zszokowaniu wszystkich przełknąłem bez słowa. 
Spojrzałem na Pottera czekając na pytania.
-Dlaczego do nas dołączyłeś? -Zapytał wprost. 
-Ja... - Odwróciłem wzrok - Po wielu latach służby u Czarnego Pana poczułem, że robię źle. Jestem jego Prawą Ręką, ale czułem się spaczony, wiem, że to się nie zmieni dołączając do Was, Feniksów, ale czuję się winny chociaż takiej formy pomocy. -Mówiłem zachrypniętym głosem nadal w ledwo wyczuwalnym szaleństwie i faktycznej skruchy - Czarny Pan... Przygotował plany, które są zbyt silne dla was. Musicie zacząć działać teraz, aby móc przetrwać i wygrać. -Skrzywiłem się czując jak Veritaserum wymusza na mnie mówienie. 
Krew, która spływała z lewego policzka spłynęła mi do ust.
Przez chwilę poczułem się silniejszy i żądny krwi, ale zapanowałem nad tym odrzucając to uczucie.
-Potrafisz wyczarować Patronusa? -Pyta analizując informacje.
-Oczywiście. - Mówię zgodnie z prawdą - Przez wiele lat nie mogłem rzucić nawet mgiełki z powodu służby, ale kiedy poczułem skruchę mój Patronus zaczął przybierać formę Hipogryfa. -Odpowiedziałem czując, jak więzy zaciskają się zbyt mocno. 
-Wierzę ci. -Odparł po namyśle. Tym razem rudzielec zapytał:
-Skąd możemy być pewni, że nas nie opuścisz?
-Wieczysta Przysięga w formie podobnej do Mrocznego Znaku. -Odparłem i nadal związanymi dłoniami odsłoniłem kołnierz koszuli. 
Na mojej szyi widniała czerwona wstęga z napisem: Vivere per sempre, fino a quando non ci tradirà. Il tradimento sarà punito. Co oznaczało po włosku: Żyj wiecznie, dopóki nas nie zdradzisz. Zdrada zostanie ukarana. Zasłoniłem z powrotem kołnierz. 
-Wszyscy? -Pyta się Dumbledore po dłuższym czasie milczenia, nikt nie odpowiedział, co oznaczało, że są za. Veritaserum minęło i zamiast zamglonego wzroku znowu moje oczy stały się puste.
-Nie cierpię skutków ubocznych Mrocznego Znaku. -Mruknąłem - Po zażyciu Veritaserum zaczyna ci pulsować bólem głowa i wszystko nagle się chwieje. -Wzdycham i prawie upadam - Możecie mnie już rozwiązać i oddać moją własność? Czy nadal macie wątpliwości co do mojej osoby? -Mruknąłem. 
Albus kiwnął i machnął, po czym więzy zniknęły. Następnie oddał mi moją różdżkę i sprawnym ruchem wyczarowałem fotel. Usiadłem na nim ponieważ kręciło mi się w głowie. Następnie wyczarowałem kilka rolek pergaminu i zapełniłem je słowami skopiowanego z moich myśli. Następnie przekazałem rolki Dumbledore i poczułem, że tracę przytomność.
Nic dziwnego, w końcu przekazywanie myśli na papier jest wyczerpujące.
Po chwili jednak obudziłem się i oznajmiłem:
-Wracam do siebie bo zaraz zemdleje. -Mruknąłem i ruszyłem lekko chwiejnym krokiem do drzwi.
-Przygotuj się na wizytę do Wizegamontu. -Powiedział Dumbledore - Za pół godziny zjaw się u mnie w gabinecie, tymczasem masz do użytkowania puste komnaty zaraz obok. 
Kiwam głową i wchodzę do pokoju. 
•♦•♦•

Wchodzę w stroju śmierciożercy bez maski z związanymi rękami wraz z dwójką dementorów do Sali Rozpraw. 
Widzę wzdrygnięcia i pełne pogardy spojrzenia, jednak po takim wykładzie co im zrobił Dumbledore raczej trudno mnie wsadzić do Azkabanu. 
Podają mi papier i uwalniają z więzów.
Wreszcie.


Haaaaaaaaaaaaaa??????

No nie. :D Niedawno napisałam bonus za 600 wyświetleń i już niedługo za 700! :D Nie żeby mi to przeszkadzało, ale zwolnij kowboju! :D

Czerń. Tylko czemu? [P04]

Informuje, że nie ma już napisanych rozdziałów. Kolejny pojawi się za pewne niedługo. Zapraszam!
♦•♦•♦•♦

    Spróbował się podnieść, po chwili jednak poczuł okropny ból na plecach i przodzie i momentalnie się położył. Skrzywił się lekko i zobaczył, że jest środek nocy. Na szczęście nie było już pełni. Westchnął i usiadł na łóżku szpitalnym opierając się plecami o ścianę. Do środka weszły dwie osoby i po chwili rozpoznał ich twarze - Ksawery i Alyss. Uśmiechnął się do nich blado kiedy podeszli. Alyss uściskała go.
-Wszystko w porządku? -Zapytała z widoczną troską na twarzy.
-No... Jest, raczej okej. -Uśmiechnął się do niej.
-I jak? -Zapytał Ksawery, zobaczył winę w jego oczach, ale nic nie powiedział tylko przytulił go mówiąc;
-Nie przejmuj się tym. To ja byłem głupi nie ty. 
-Wiem, ale to nadal była moja wi-
-Żadna twoja! To ja za tobą polazłem nie ty! -Wtrącił się i roześmiał szczerze. 
-Koniec odwiedzin! Cezar musi odpocząć! -Wrzasnęła Promfey. 
Alyss przewróciła teatralnie oczami i wyszła szybkim krokiem nie chcąc się narażać na jej furię.
-Do zobaczenia jak już wyzdrowiejesz. -Powiedział, Poppy spojrzała się na niego spod byka i ten zwiał zanim zdążyła na niego nawrzeszczeć. Następnie poszła do swojego pokoiku w Skrzydle Szpitalnym. Szybkie zerknięcie na zegarek powiedziało mu, że jest ostro po północy. Westchnął i rzucił ostatnie spojrzenie na księżyc. Zaraz potem zsunął się ze ściany i zapadł w głęboki sen.

♦•♦•♦•♦

    Wyszła szybkim krokiem by nie narażać się pielęgniarce. Schodziła szybko po schodach przeskakując po dwa stopnie. Była niespokojna, już jutro o północy miała odbyć się Ceremonia Wtajemniczenia. Na szczęście, bez udziału Czarnego Pana. Weszła do Lochów i szybkim krokiem skierowała się do komnat Mistrza Eliksirów. Weszła i skinęła krótko do Severusa, następnie poszła do swojego pokoju zamykając drzwi zaklęciem. Zrzuciła z siebie płaszcz, który ubrała aby ukryć pidżamę i rzuciła się na łóżko. Sen nie nadchodził przez długi czas, cały czas myślami zwrócona była do Ceremonii Wtajemniczenia. Wiadomo było jej, że zabawa śmierciożerców* miała odbyć się dzień po jej przyjęciu Mrocznego Znaku. Skrzywiła się na samą myśl. Najgorszy był fakt, że będzie musiała w niej uczestniczyć, ale nie w tym co będą robić. Zabawa polegała na tym, aby każdy ze strony męskiej zabrał ze sobą jedną szlamowatą lub mugolską dziewczynę lub kobietę po to, aby ją zgwałcić. Niektórzy usuwali pamięć swoim ofiarom, ale niektórzy lubili żyć z myślą, że to pamiętają. Wzdrygnęła się i kontynuowała rozmyślania. Nie mogła zasnąć jeszcze przez długi czas, dopiero około trzeciej nad ranem udało jej się zasnąć na kilka godzin - w końcu musiała wstać według własnej rutyny około 6.
   Wstała na krótko przed Mistrzem Eliksirów. Ten wstał dziesięć minut później kiedy przywołała skrzata.
-Dzień dobry, idziesz na śniadanie do Wielkiej Sali, czy dla ciebie też wziąć? -Zapytała.
-Dzień dobry. Niestety, ale muszę tam iść. -Tu skrzywił się - Obowiązki nauczycielskie.
-Rozumiem. -Powiedziała i wróciła do lektury ,,Eliksiry i ich zastosowanie w Czarnej Magii". Zauważyła zdziwione spojrzenie profesora i odłożyła książkę na bok splatając palce - W końcu i tak będę musiała być pomiędzy stronami. -Odparła.
  Skinął głową, że rozumie i wychodząc zapinał ostatnie guziki nietoperzej szaty. Roześmiała się na samą myśl o tym. Zaraz po tym wróciła do książki.

  Dziesięć minut przed północą miała na sobie ubrania śmierciożercy. Sam wygląd podobał się jej, ale obrzydzała ją myśl, że będzie je nosić, kiedy będzie zmuszona krzywdzić innych. Zauważyła spojrzenie Snape'a i odwróciła się do niego.
-Gotowa? -Zapytał.
-Tak, ale mimo wszystko się denerwuję. -Westchnęła i skierowała swoje spojrzenie gdzieś na bok.
-To normalne, w końcu niedługo będziesz musiała jako śmierciożerca robić dość... Nieprzyjemne rzeczy. - Był słaby w pocieszaniu i wykryła to w jego głosie. Uśmiechnęła się do niego blado. Następnie deportowali się do umówionego z wszystkimi miejsca - piwnicy pod sklepem Borgina i Burkesa. Spotkała tam swoich rodziców pękających z dumy, Bellatricks i Malfoyów bez Dracona. Snape niezauważalnie kiwnął do niej głową i odszedł na swoje miejsce. Podeszła do Bellatricks, która miała wykonać Ceremonię, gdyż Czarny Pan nie miał jak się zjawić.
-Wszyscy są. -Ogłosił Severus, Bella skinęła mu i rozpoczęła. Stanęła przed Eliksirem Sprawdzającym Czarną Magię w ciele i poczekała aż Alyss uklęknie i schyli głowę.

-Czy ty, Alyss Blackeagle, przysięgasz służyć Naszemu Panu z lojalnością i dożywotnim oddaniem? 
-Przysięgam służyć lojalnie i oddanie do mej śmierci. 
-Czy przysięgasz Czarnemu Panu, że nigdy go nie opuścisz, ani nie stchórzysz?
-Przysięgam nie opuszczać ani nie tchórzyć. 
-Czy przysięgasz wykonywać polecenia Czarnego Pana bez najmniejszego zawahania? 
-Przysięgam je wykonywać bez żadnych zawahań. 
-Czy przysięgasz służyć mu z dumą i bez strachu okazywania tego?
-Przysięgam służyć z dumą i bez strachu.
-Wstań i podejdź tutaj. Będzie trzeba sprawdzić poziom zaawansowania w Czarnej Magii.
Alyss wykonała żądanie Belli i ta podała jej fiolkę z eliksirem. Wypiła ją i dookoła niej objawiła się czarna aura składająca się z płomieni. Z przerażeniem pod kamienną twarzą Snape stwierdził, że aura jest pokaźna i śmiało może konkurować z samym Czarnym Panem. Szybko ukrył swoje zdziwienie. Bellatricks pozbierała się po szoku i powiedziała:
-Ceremonia Wtajemniczenia zakończyła się, dwudziestego szóstego lipca przyjęcie znaku odbędzie się w Malfoy Manor. Dzisiaj Alyss Blackeagle została wtajemniczona w moc Czarnej Magii. -Tu zamilkła na chwilę.
- I tak uważam, że to kretyńskie Wtajemniczenie jest po nic, ale to nie ja to ustanowiłam.
-Bella. Już nawet pod koniec nie możesz się opanować? -Zapytał Snape lekko rozbawionym głosem.
-No a co poradzę na kretynizm tej całej 'Ceremonii Wtajemniczenia', w której nic się na prawdę nie dzieje. Zero zabawy. -Odparła Bella wzruszając ramionami.
-Mogę się z tobą zgodzić. -Powiedziała Alyss a rodzice rzucili jej krytyczne spojrzenie - Już nie mam siedemnastu lat, nie możecie już mi rozkazywać. -Uśmiechnęła się do nich, Bella skwitowała to krótkim śmiechem.
-Podobasz mi się, Alyss. Byłam podobna. -Odparła przechodząc przez pokój i zanim się deportowała z trzaskiem, poklepała ją po plecach. Rzuciła pytające spojrzenie Severusowi, ten lekko skinął głową. Okręciła się i deportowała się do Komnat Severusa. Ten pojawił się chwilę później z trzepotem szat.
-Pierwsza rzecz za tobą, jak widzę Bella cię polubiła?
-Spotkałam ją wcześniej na Nokturnie. Rozmawiałyśmy chwilę i już wtedy zauważyłam, że mnie polubiła.
-To może być problematyczne z twoją stronnością. -Westchnął i usiadł w fotelu pocierając zaspane oczy - Polecam abyś się wyspała bo czeka cię ciężkie życie. Od teraz będziesz często spotykać śmierciożerców.
-Tak chyba zrobię. Branoc.
-Dobranoc. -Mruknął znad książki o dziwnym tytule
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
*zabawa śmierciożerców - pomysł zaczerpnięty z bloxa mrocznej88 - Snape x Granger - Zabawa

Czerń. Tylko czemu? [P00] Prolog!

Kilka słów przed prologiem:
Nie będzie to żadne Sevmione, Dramione ani inne. Będzie to moje własne wyobrażenie odbiegające od książki. Główne postacie będą moimi tworami wyobraźni, oczywiście pojawią się postacie z książek, ale nie będzie to w ich towarzystwie. Raczej przeciwko nim i w innym miejscu. Pod sumując moje wyobrażenie serii o Harrym Potterze, ale z innej strony. Zapraszam!
PS: Przeniesione z mojego zupełnie innego bloga. 
♦•♦•♦•♦
Punktualnie o wyznaczonej godzinie zapukała w drzwi gabinetu mistrza eliksirów. Jej czarne włosy z płomiennymi pasemkami odbijały się na bladej cerze. Czarne oczy jak zawsze chłodne i opanowane.
-Wejść. -Usłyszała warknięcie i popchnęła drzwi zamykając je cicho za sobą. Snape wskazał jej miejsce przed sobą. Zajęła je czekając aż się odezwie. Po chwili milczenia zaczął:
-Wie pani, co jest celem tej wizyty. Jako Opiekun mam za zadanie pani pomóc. A więc. Kim pani chciałaby zostać w dalszym życiu, panno Blackeagle?
-Może to zabrzmieć głupio, Profesorze, ale myślałam nad Eliksirami. Fascynuje mnie ich tworzenie i ich właściwości, więc chciałabym zostać Mistrzynią Eliksirów. -Odezwała się patrząc spokojnie w jego czarne oczy bez cienia strachu. Nastała chwila milczenia a profesor myślał nad jej słowami:
-Jak pani, za pewne wie, panno Blackeagle, nie przyjmuję na praktyki.
-Tak, sir. Wiem, o tym.
-Jednak dla pani mógłbym zrobić wyjątek. Widzę, że pani oceny są wybitne w tej dziedzinie i chętnie pani pomogę brnąć dalej. Jednak musi być pani przygotowana na dużą ilość pracy.
-Jestem na to przygotowana, sir, jednak czy nie będzie mi to przeszkadzało w treningach Quidditcha?
-Postaram się, aby nie przeszkadzało i aby pani mogła uczęszczać na oby dwie rzeczy.
-Dziękuję, Profesorze.
-Oczekuje pani w sobotę o ósmej wieczorem w moim gabinecie. -Zakończył.
-Dziękuję, raz jeszcze Profesorze i do widzenia. -Powiedziała wstając. Już miała wychodzić kiedy profesor odezwał się.
-Panno Blackeagle? -Odwróciła się.
-Tak, Profesorze? -Zapytała.
-Proszę aby pani spróbowała namówić do nauki Daniela i Ksawerego.
-Zrobię wszystko, co będę w stanie, Profesorze.
-Dziękuje, możesz wyjść. -Powiedział odwracając się do niej plecami. Zawahała się przez moment i wyszła. Severus stał jeszcze przez chwilę nieruchomo. Właśnie przyjął kogoś na praktyki, na które nie przyjmował od ponad dziesięciu lat. Widział w niej talent, ale nie od niego zależy jak go wykorzysta. Była ostatnia na jego liście, westchnął i opadł na fotel bezmyślnie patrząc się w płomienie przypominające jej włosy. Zaraz, czy on się zakochuje? Nie. Niemożliwe. A jednak ona ma już osiemaście lat... Nie. Ty jesteś jej nauczycielem. Koniec. Kropka.
♦•♦•♦•♦
Alyss właśnie wróciła z rozmowy z Opiekunem. Westchnęła ciężko z myślą, że niedługo ma pójść do Daniela i Ksawerego żeby zmusić ich do nauki. Usiadła w jednym z foteli w Pokoju Prefektów Naczelnych. Ksawery już spał o czym znaczyły zabezpieczenia na drzwiach od jego pokoju. W pokoju panowały barwy Slytherinu, panował również półmrok rozświetlany przez ogień w kamiennym kominku. Stały przy nim dwa, czarne fotele i kanapa tego samego koloru. Na ścianach wisiały gobeliny i wstęgi. Ściany były czarne, przy nich stały regały zapełnione książkami.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta trzecia a jednak nie czuła potrzeby, aby zasnąć. Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła parę żółtych oczu.
-Prymus! Nie strasz mnie więcej. -Powiedziała do czarnego kota z miłym wyrazem pyszczka. Ten wskoczył na fotel, na którym siedziała i zwinął się w kłębek wpatrując się w nią przepraszająco. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła głaskać pomrukującego kota zastanawiając się nad praktykami. Po paru minutach poczuła się senna i z kotem ruszyła do jej sypialni. Odstawiła go na jego koc a sama poszła do łazienki przebrać się i ogarnąć. Następnie złożyła ubrania i zostawiła na komodzie obok, zapadła w sen myśląc o wielu rzeczach naraz.

600 Wyświetleń~! Bonus~! #Miniaturka2

,,Kolory"
By Coyote Senpai.

Nic nie widzę.
Nic.
Zero.
Pustka.
Widzę tylko biały kolor dookoła mnie.
Nic więcej.
Zauważam, że wszystko dookoła jest białe - łącznie z drzewami i zwierzętami.
Widzę Białego Wilka.
Idzie w moją stronę.
Jako jedyny ma niebieskie oczy.
Patrzy na mnie przechylając łebek.
Co to za stworzenie?
Gdzie ja jestem?
Wilk wyje do księżyca i spogląda na mnie.
Rzuca się.
Upadam nieprzytomny.
Ciemność...
Ciemność...
Ciemność...
I znów Biel.
Nieskazitelna.
Jednak po chwili zza rogu wyskakuje wilk.
Ten sam.
Biały.
Nieskazitelny.
Siada na środku i czeka niecierpliwie.
Czeka aż podejdę?
Niepewnie idę za nim.
Prowadzi mnie i chwilę potem czuję się dziwnie.
Widzę, że patrzy na mnie.
Czeka.
Czeka, aż będę w stanie iść dalej.
Kładzie się i pomiędzy przednimi łapami kładzie głowę.
Czeka.
Krzywię się z bólu, ale wstaję.
Wilk idzie dalej, a ja już ostrożniej idę za nim.
Chwilę potem wprowadza mnie do dziwnego miejsca.
Zamyka łbem drzwi i pcha mnie na fotel.
Chwilę potem odzywa się.
Normalnie.
Ludzkim głosem.
Ale trochę innym.
Echo odbija się milionem głosów.
-Witaj Elfiasie. Czekaliśmy na Ciebie.
-O co tu chodzi?... Co się ze mną stało... Tam...  Na ścieżce?
-Ludzie... -Wzdycha - Nie myśl, że coś Ci jest. Nie. Zostałeś wybrany.
-Ja?! Do czego?! -Wołam i nie dowierzam.
-Będziesz moim następcą. Białym Wilkiem.
-Ja nie mogę. -Mówię a czarne włosy spadają mi na twarz. - Nie ma takiej możliwości.
-Ależ jest. I tak zrobię. - Mówi spokojnie - Elfiasie Whitepaw. Moja śmierć jest blisko.
-Zgadzam się. - Mówię niepewnie.
Wilk kiwa głową i skacze na mnie.
Patrzy się w moje oczy.
Po chwili wyczuwam dziwną zmianę.
Podchodzę chwiejnym krokiem do lustra.
Niebieskie, wręcz błękitne oczy.
Białe, krótkie włosy.
I ten głos...
To...
Jestem...
Ja.
Elfias Whitepaw.

czwartek, 10 marca 2016

Mały poradnik - Jak dodać muzykę na bloga???

Cześć!
Wiem, że może większość osób o tym wie, ale piszę to ze względów raczej wiadomych.

Jak się dodaje muzykę do bloga?

To jest bardzo proste. Wystarczy do Wujka Google wpisać: ,,Scm Music Player" i kliknąć pierwszy link. Wybieramy wygląd naszego odtwarzacza i na dole po prawej klikamy ,,Next". Następnie nazywamy naszą piosenkę na ,,Song Title" np. ,, Twilight Meadow - The World We Discovered" i wchodzimy na youtuba i wyszukujemy muzykę. Kopiujemy link do piosenki i wklejamy do ,,Song Url". Jeżeli mamy wszystkie muzyki klikamy ,,Next", następnie w zależności co chcemy zaznaczamy np. ,,Auto Play" czyli włącza się gdy tylko blog zostanie wczytany. Można wziąć ,,Repeat mode" i ,,Repeat playlist" co będzie powtarzać naszą muzykę w kółko. Oczywiście, ten, który jej słucha może ją zatrzymać. Wybieramy ,,Apperance" i bierzemy ,,Placement of Player Bar" najlepiej na ,,Top" czyli na górze strony. Następnie klikamy ,,Done" i kopiujemy wszystko, co nam wyświetli aż do
,,<!-- SCM Music Player script end -->''. Następnie wchodzimy na naszego bloga, klikamy układ i ,,Dodaj Gadżet" następnie wyszukujemy HTML Java script i klikamy. Nazywamy nasz Gadżet i wklejamy wszystko, co skopiowaliśmy. Następnie klikamy zatwierdź i gotowe! Masz na blogu muzykę, która zaczyna irytować tych, którzy to czytają! ;D

Pozdrawia,
Coyote Senpai.

środa, 9 marca 2016

Informacyjnie.

Uwaga, uwaga!
Zmieniam ,,Hogwart. Magię Słów"!
Mam lepszy pomysł i ta seria nadal będzie kontynuowana, ale pod inną wersją.
Biały wilczurek i Czarny Kotełek.
Wszystko co mogę wam powiedzieć. :P

Pozdrawia,
Coyote.

PS: Mam nadzieję, że w ogóle ktoś to czyta, pomimo braku komentarzy nie zniechęcam się i staram się jakoś wybrnąć z tego bagna. Aha. I usuwam inne blogi. Jak już zaczynam jeden to go będę ciągnąć.

500 wyświetleń~! Bonus~! #Miniaturka.

Miniaturka by Coyote Senpai.
,,Dwa Słowa".

Stoję pośrodku ciemnego pokoju.
Jest oświetlony jedynie mizerną świecą, która i tak powoli wygasa.
Przełykam ślinę i rzucam na drzwi zaklęcia, aby je zamknąć i uniemożliwić próby zatrzymania mnie.
Teraz nie ma odwrotu.
Przykładam różdżkę do skroni i zaciskam zęby tak mocno, że aż czuję smak krwi.
Dwa słowa.
Dwa słowa i byłbym nareszcie wolny.
Dwa słowa.
Dwa słowa i odkupiłbym swoje winy.
Dwa słowa...
Dwa słowa i zobaczyłbym wreszcie wszystkich.
Poprosił o wybaczenie...
Ale czy ze skutkiem?
Dwa słowa.
Dwa słowa i uwolniłbym się od tego piekła.
Słyszę kroki i po chwili ktoś dobija się do drzwi.
-Otwórz to! Tobias! Otwórz te drzwi!!! - Słyszę jej wrzaski pełne łez.
Wie co chcę zrobić.
Widziała list.
Dwa słowa...
Ale... Czy mam dość odwagi?...
Czy ja tego chcę?...
-Tobias!... Błagam przestań! Nie rób tego! - Krzyczy.
Ale... Dlaczego?
Przecież to ja byłem potworem.
To ja cię torturowałem.
Ja cię o mało nie zabiłem.
Nie! Przestań! Posłuchaj dziewczyny!
Dlaczego? Przecież mogę teraz się uwolnić!
Ona dobrze mówi! I nie mów, że jest ci obojętna!
Ucisk w gardle.
Nie wytrzymuję i upadam na ziemię odrzucając różdżkę.
Łapię się za głowę i krew z warg wycieka na podłogę.
-Tobias!!! - Słyszę wrzask.
No odpowiedz jej!
ODPOWIEDZ!
ODPOWIEDZ!!!
Słyszę jak szepcze zaklęcia i zamki powoli puszczają.
Niechciane łzy nabierają mi się do oczu.
Dlaczego?!
Ona NIE DA rady CI POMÓC!
Jesteś potworem!
Nienawidzi cię!
-NIE! - Szamoczę się na podłodze - MAM DOŚĆ TEGO SZALEŃSTWA!!! - Wrzeszczę i ostatkiem sił podchodzę i łapię drewienko w rękę.
Zablokowałem drzwi i jednym zaklęciem odrzuciłem ją.
-TOBIAS!!! NIE!!!
Dwa słowa.
Dwa słowa...
Dwa słowa...
Dwa słowa?...
Uspakajam się i przykładam różdżkę do skroni.
-Avada...
-NIEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
-...Kedavra...
Zielony błysk wypełnia pokój i wszystkie zaklęcia nałożone na drzwi puszczają.
Do pokoju wbiega zdyszana Rita i klęka przy mnie.
Potrząsa mną.
Zależy jej na mnie...
Słyszę jak płacze...
Adrenalina jednak zaczyna pokazywać wszystkie moje wspomnienia.
Całe życie.
Od początku...
...Do końca.

Siedzę na ławce i przecieram zmęczone oczy...
Podchodzi do mnie dziewczyna...
Rozmawiamy...

Błysk!

Hogwart.
Zostaje przydzielona do innego Domu...
Patrzę zamyślony przed siebie...

Błysk!

Ratuje ją przed bandą śmierciożerców...
Ukrywam ją...
Daję jej szansę...

Błysk!

Dwa lata później na ślubie uśmiecha się do mnie...

Błysk!

Zaczynam widzieć sens życia...

Błysk!

Spotkanie z Czarnym Panem...
Torturowanie Rity na oczach wszystkich...
Okazanie obojętności na jej krzyki...

Błysk!

-Obiecałeś mnie chronić! - Mówi głosem grubym od łez.
-Rita... Posłuchaj! - Krzyczę za nią, ale ściąga obrączkę i rzuca ją za siebie...

Błysk!

Wczoraj...
Siedzę na łóżku w depresji...
Torturowałeś ją!...
Jak mogłeś!...

Błysk!

Ustawiam się, ale na mojej twarzy widoczne jest przerażenie...
Przykładam różdżkę do skroni...
Słyszę jej krzyki...
Upadam, ale podnoszę się...
-Avada... Kedavra... 
Moje bezwładne ciało upada...

Łza spada po moim policzku.
-R-Rita... P- Prze- prasz -am... -Udaje mi się wyjąkać i spoglądam na nią...
Po raz ostatni się uśmiecham...
I chwilę potem moje oczy stają się puste...
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! TOBIAS!... -Krzyczy i przyciska mnie do siebie płacząc...
Chwilę potem czuję jak coś się we mnie budzi.
Ciemność...
Ciemność...
Nagle otwieram oczy...
Widzę czarne ścianki trumny?!...
Otwieram szerzej oczy z przerażenia.
-Nie! Stop! Stop! STOP! - Wołam wstając i zeskakując z trumny.
-Tobias?... -Pyta Rita. Kiwam głową i bez słowa zaciągam ją daleko stąd. Nadal w pogrzebowych szatach.
Aportuje nas do lasu blisko naszego domu.
-Po pierwsze. Mówiłem, że nawet jeżeli pogrzeb to bez róż! - Wołam, ale po chwili śmiejąc się zaciągam ją do domu.
Ta bez słowa rzuca mi się na szyję, opieram się na jej głowie i uśmiecham się.
Jakim ja jestem kretynem, aby nie docenić takiego życia...

•*•*•*•*KONIEC.*•*•*•*•

I jak? :D 

wtorek, 8 marca 2016

Hogwart - Szkoła Magii i Czarodziejstwa. [P00]

Czasy Powojenne.

Zdziwiłem się otrzymując wiadomość o śmierci mojego kuzyna i Postrachu Hogwartu - Severusa Snape'a. Siedziałem na czarnym fotelu w oświetlonym jedną świeczką pokoju. W ręku trzymałem butelkę bursztynowego płynu, kojącego i pozwalającego zostać w błogiej nieświadomości.
-Dziwne. Severus nigdy nie dałby się zabić. - To mówiąc westchnąłem ciężko i wstałem z fotela kierując się do mojej pracowni. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że Filius Flitwick i Albus Dumbledore również - Muszę się wreszcie wynieś stąd. - Wyjrzałem za okno widząc wesołe uliczki w Hiszpanii. Właśnie tam spędzałem swój czas wolny i miałem wykupione mieszkanie, co prawda w mugolskiej części, ale na szczęście nikt nie interweniował - Minerwa dyrektorem. Dodatkowo prosi mnie o zastąpienie mojego kuzyna, który poległ na bitwie. Zdumiewające. - Mruknąłem rozglądając się po wesoło skaczących dzieciach i po szczęśliwych rodzicach o czymś rozmawiających. Madryt był na prawdę pięknym miastem, a dodatkowo stolicą Hiszpanii - Gdybym kiedyś otrzymał taki list, pomyślałbym, że Minerwa upadła na głowę i się jej ostro poprzestawiało. Roześmiałem się ponuro do tych myśli i usiadłem na parapecie opierając głowę o framugę okna. Raz jeszcze przeczytałem list, napisany zgrabnym, pochyłym pismem:

Panie Greevile,
piszę do Pana z prośbą. Mianowicie, pod czas Bitwy o Hogwart
nasz jedyny Mistrz Eliksirów i jeżeli dobrze kojarzę Pański kuzyn
został zabity. Zwracam się do Pana z prośbą o przyjęcie stanowiska
Nauczyciela Eliksirów, wiem również, że ukończył Pan dwudziestoletni
staż u Starożytnego Alchemika, co również by bardzo pomogło. 
Po wojnie wiele osób umarło, w tym Filius Flitwick oraz 
Albus Dumbledore. Jeżeli zna Pan osobę, która nadawałaby się na
Nauczyciela Zaklęć i Uroków, proszę o poinformowanie mnie. 
                        
                               Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie,
                                                                                   Minerwa McGonnagall.

Nie mogłem w to uwierzyć, że wygrali Bitwę, pomimo wielu strat i zniszczeń. No tak, jak to się mówi? W końcu wszystko ma swój ,,Happy End". Parsknąłem i pociągnąłem spory łyk z butelki z trunkiem. Właśnie, że nie wszystko. Na samym przykładzie mojego kuzyna, mogę temu zaprzeczyć.
Podszedłem do jednego z kociołków. Zastanawiałem się jaki eliksir zrobić, aby choć na chwilę zapomnieć o przykrym zdarzeniu. Po chwili namysłu zacząłem robić silniejszą wersję Eliksiru Zapomnienia. Przywołałem niezbędne składniki w tym samym czasie wyczarowując wodę w kociołku. Wszystko to robiłem magią bezróżdżkową, przywołałem nóż i mieszając w kociołku pierwsze składniki zacząłem przygotowywać kolejne miażdżąc, tnąc i rozcierając. Nie przerywa się mi w pracy, gdyż zwykle jeden najdrobniejszy błąd wystarczył, aby cały eliksir się zniszczył i nie był zdatny do użytku. Nie byłem również rozmowną osobą, co zostawiło po sobie papranie się w Starożytnej Alchemii. Podczas stażu nie mogłem odezwać się nawet słowem, gdyż nawet to, przeszkadzało w tworzeniu ich. Dodając ostatni składnik zamieszałem cztery razy w lewo za każdym razem poprzedzając to ruchem w prawo. Eliksir uzyskał fioletową barwę i jego powierzchnia lśniła.
Zadowolony z efektu przeciągnąłem się spoglądając na zegar. Była 16:26. Westchnąłem i zabrałem się za pisanie listu.

Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

Nie. :-( Ja się nie nadaje do zawieszania i mam dla was informacje, że jestem. Będę i już nie odejdę. :-D Dość zawieszeń i usuwania.