sobota, 19 marca 2016
Kretynizm w sieci.
Dlaczego? Z powodu tego, że ktoś, nijaki diCk przegrał ze mną pojedynek. Nasłał na mnie całą drużynę, a teraz cieszy się byciem w top 500. Nie powiem, nie jest to sprawiedliwe i, prawdopodobnie, gdyby nie to nie udałoby mu się nigdy tam dojść. Ale jak to się mówi?
Świat bywa niesprawiedliwy, ale nie można się poddawać. Żyje się tylko raz. Teraz nie gram już dla bycia gdzieś w topce, tylko dla totalnej zabawy. Blisterzy, to jest moja pierwsza drużyna, z którą doskonale się bawię. Nie mam najmniejszej ochoty, aby widzieć 11 ataków dziennie, i to WSZYSTKIE po -100 coś honoru. Weźcie ludzie miejcie serce, gdyż właśnie tego wam brakuje. Jeden atak i gościu od razu od szmat i dziwek, wypraszam sobie. Nie jestem osobą, która jest wykorzystywana seksualnie ani nie jestem osobą, która jest ciamajdą, ani nic z tych rzeczy. Coraz więcej dzieci odwiedza strony www. Jak dla mnie, niektórzy powinni mieć dożywotni zakaz na internet. Dlaczego? To proste, gdyż w internecie WYMAGANE JEST myślenie i postępowanie zgodnie z netykietą. Jednak nie wszyscy tego używają. Szare komórki się przemęczają? To nie graj, ani nie odwiedzaj stron www. Ułatwisz innym życie i nie będziesz wyśmiewany na forach, ani na czacie w grze. Jak na razie ze znajomymi mam niezły ubaw w denerwowaniu dzieci, które, niestety, nie zawsze używają jednego narządu, który siedzi w ich głowach. Stworzyłam konto w Hero Zero dla beki i dla zabawy ze znajomymi, co zastaliśmy? Bandy kretynów i dzieci, które myślą, że są pępkami świata. A dlaczego? Bo po wychowywaniu rodziców myślą, że im wszystko wolno. To wszystko zaczyna się robić po prostu śmieszne, wypraszam sobie, że dziecko nazywa mnie ,,dziwką" albo ,,szmatą". Nie jestem kimś kogo on zna. A co by było, gdybym nie wiem, była kimś ważnym? Też odważyłby się ze mną kłócić i wyzywać?
Moje słowa:
Niektóre osobniki na tej ziemi mają zbyt mały iloraz inteligencji, aby zrozumieć o co chodzi powszechnemu, choć ostatnio zanikającemu, myślącemu człowiekowi. Ich egzystencja wiele razy dowiodła o tym, że są bezużyteczni, a porozumiewanie się z nimi jest o tyle bezpieczne, co dziabnięcie smoka w oko podczas walki ze stadem hipogryfów i przeganiania dementorów. Choć pewnie nie wiesz co to jest, gdyż za pewne nie czytałeś, wątpię również czy w ogóle potrafisz czytać, najlepszej serii książek, twojej zmory życiowej, którą kiedykolwiek można by było przeczytać, a ty śmiesz twierdzić, że jesteś lepszy?!
Należy teraz odejść i dać mu czas na przyswojenie sobie zbyt inteligentnej wypowiedzi, a na następny dzień wziąć siekierę, albo coś w tym stylu. : ]
piątek, 18 marca 2016
Czerń. Tylko czemu? [P03]
Severus był pod wrażeniem zdeterminowania tej dziewczyny. Pytanie wisiało w powietrzu. Uznała, że nie usłyszał i powtórzyła czym wyrwała go z zamyślenia.
-Przygotuj składniki i jak będziesz chciała coś zmienić albo dodać to mi od razu mów. - Skinęła głową i zajrzała do jego notatek marszcząc czoło.
-A czy, tutaj - Powiedziała wskazując na przepis, Snape podszedł i czekał na to, aż kontynuuje - zamiast skórki Boomslanga można dodać mięty, co ustabilizuje cały eliskir. -Spojrzała się na niego pytająco i musiał przyznać, dość niechętnie, że ma rację.
-Tutaj masz rację. Tylko pamiętaj aby pokroić ją pod kątem 40 stopni.
Skinęła głową i wzięła potrzebne składniki. Mistrz Eliksirów zaczął już przygotowywać podstawę do eliksiru. Po chwili Alyss wróciła i zaczęła przygotowywać pierwszy składnik. Rzuciła zaklęcie odmierzające kąty i zaczęła ciąć miętę.
Tak wyglądała ich praca, pracowali w milczeniu od czasu do czasu wymieniając się uwagami lub spostrzeżeniami. Po paru godzinach Alyss zaczęła przysypiać i zaproponowała koniec na dziś. Ten niechętnie się zgodził.
-Czy moglibyśmy już skończyć na dziś? Zaczynam zasypiać na stojąco. -Powiedziała patrząc na niego pytająco. Odwrócił wzrok z kociołka na nią i odpowiedział krótko:
-W porządku.
-Dziękuję. -Odparła wzdychając z ulgą. Odłożyła składniki i zabezpieczyła eliksiry i odeszła.
Snape usiadł w fotelu i przetarł oczy. Ona na prawdę ma zamiar zostać Mistrzynią Eliksirów i to było widać. Jej ruchy... Płynność i elegancja.... Co? Nie. Wróć! Uspokój się, chyba nie masz zamiaru zakochać się po uszy jak pierwszoroczny szczeniak?! Tak lepiej. Westchnął i poszedł do kuchni. Zobaczył tam Alyss robiącą sobie herbatę. Odwróciła się słysząc kroki.
-Tobie też zrobić herbatę?
-Lepiej kawę. Czekają mnie jeszcze sprawdziany pierwszych klas. - Powiedział i skrzywił się na samo wspomnienie. Ta uśmiechnęła się i wróciła do robienia napojów.
-Rozumiem, aż tak źle?
-Nawet gorzej niż idzie pomyśleć. - Westchnął - Możesz mi zanieść kawę do gabinetu? -Powiedział stając jeszcze w drzwiach.
-W porządku i powodzenia życzę. -Powiedziała rozbawiona. Ten tylko rzucił jej mordercze spojrzenie i wyszedł do swojego gabinetu po drodze ubierając pelerynę, z którą każdy go kojarzył jako przerośniętego nietoperza z Lochów. Westchnął i zabrał się za pierwszą pracę. Gryffindor. Jak pięknie, będzie miał okazję się wyżyć.
♦•♦•♦•♦
Chwilę potem Alyss uporała się z napojami i wzięła kubek z kawą i skierowała się do gabinetu Mistrza Eliksirów. Pchnęła lekko drzwi i zobaczyła go - siedział tam kreśląc coś i mrucząc pod nosem. Na sobie miał swoją nieśmiertelną pelerynę. Uśmiechnęła się na ten widok i machnięciem odesłała kawę na jego biurko, ostatnio prawie wszystkie zaklęcia wychodziły jej bez użycia różdżki. Następnie zamknęła drzwi i poszła do swojego pokoju. Wzięła czarno - zieloną, prostą piżamę i ruszyła do łazienki. Wzięła, krótki, zimny prysznic i wysuszyła się zaklęciem. Rozpuściła włosy i założyła gumkę na rękę, następnie piżamę i czarne kapcie. Wzięła swoje ubrania i poszła do swojego pokoju. Prostym zaklęciem złożyła je w kostkę i ułożyła w kufrze. Już miała kłaść się spać, kiedy z błyskiem pojawiło się pióro feniksa i kartka obok. Westchnęła i wstała z łóżka. Następnie schyliła się po to by zobaczyć pochylone pismo Dumbledore.
Jutro z rana macie otwarte Połączenie Umysłów z Ksawerym.
Uśmiechnęła się, odwróciła kartkę i z tyłu napisała krótkie 'Dziękuję'. Zaraz potem szepnęła zaklęcie przenoszące i kartka znalazła się w gabinecie dyrektora. Zadowolona weszła na łóżko i położyła się gasząc machnięciem lampkę nocną. Zamknęła powieki i chwilę później głównym dźwiękiem w pokoju był jej równy oddech.
♦•♦•♦•♦
Nie wiedzieć czemu bolało go trochę, że Alyss nie przyszła sama aby postawić ten kubek na jego biurku. Nie wiedział jak tę myśl usprawiedliwić aż wreszcie poddał się i wrócił do kreślenia na esejach i sprawdzianach. Dawno zniósł wszystkie zaklęcia, żeby Ślizgoni, jakby chcieli, mogli z nim porozmawiać. Wcale się więc nie zdziwił jak chwilę potem do jego gabinetu wpadła Minerwa - w końcu nie było zaklęć zabezpieczających. Mruknął pod nosem przekleństwo i przeniósł na nią pytający wzrok zachowując kamienną twarz. Ta uśmiechnęła się tylko.
-Też się cieszę, że cię widzę, Severusie, ale to nie pora na fochy. Dzisiaj wieczorem znaleziono mocno pokaleczonego Cezara Sherman. Poppy mówi, że został pogryziony przez wilkołaka.
-Chcesz o tym powiedzieć Alyss?
-Ona tutaj?
-Tak, tak. Niby jest baaaardzo chora i nie może uczestniczyć w lekcjach. Nie, to tylko pogłoska. Jest tutaj w moich komnatach i ukrywa się przed jej rodzicami, którzy chcą aby została śmierciożercą. -Przewrócił teatralnie oczami i wrócił do sprawdzania bardzo źle zrobionego eseju - Oczywiście, zrobię zaraz Eliksiry, które mogą pomóc Cezarowi. Nie wiem, czemu Ksawery go nie przypilnował. -Westchnął.
-Sama tego nie wiem, ale już dobrze, idę do Alyss, który to pokój?
-Od salonu na lewo. -Mruknął i przekreślił kolejne zdanie.
♦•♦•♦•♦
-Co ja zrobiłem?! Co ja najlepszego zrobiłem?! -Myślał chodząc niecierpliwie po korytarzu naprzeciw Skrzydła Szpitalnego. Wspomnienia napływały i doprowadzały go do szału. Przecież ZAWSZE mówił mu, żeby za nim za nic w świecie nie szedł! To nie miało tak wyglądać! Merlinie, co ja najlepszego zrobiłem?! Właśnie o mało nie zabiłem swojego przyjaciela!
Myśli toczyły walkę w jego głowie. Wreszcie zrezygnowany usiadł na ławce i przeczesał nerwowo włosy. Pozwolił myślą wrócić do tamtej chwili.
Jak zawsze szedł wraz z Promfey do Zakazanego Lasu. Nie zorientował się jednak, że Cezar idzie w cieniu za nimi zainteresowany gdzie znika podczas pełni. Wchodzi za nimi do lasu i idzie powoli za nimi ukrywając się za drzewami. Skinął Poppy, ta odeszła i zostawiła go sama z Cezarem pomiędzy drzewami. Stał na polanie głęboko w Zakazanym Lesie niedaleko miejsca Akromantul, z którymi dawno się zapoznał i nie atakowały go. Miał na sobie stare ubrania w czarnym kolorze jak większość jego ubrań. Przeczesał nerwowo czarne włosy i złote oczy błysnęły w kontakcie z światłem księżyca. Potrafił kontrolować wilkołactwo, ale nie mógł nie wyczuć strachu kogoś. Czyjś strach to przynęta na wilkołaki i nie mógł się wtedy kontrolować. Wyczuł czyjś strach, ale już było za późno. Zaczął się przemieniać. Jego ręce i nogi wydłużyły się i zmieniły w łapy. Przemiana zamieniła jego twarz w pysk i wyrósł mu ogon, chwilę potem na czterech nogach stanął rudy wilkołak. Przekrzywił głowę szukając wzrokiem źródła tego zapachu jakim był strach. Wyczuł człowieka i zaczął się wycofywać, ale było za późno. Jego wilkołacza forma wzięła górę i jego oczy rozszerzyły się i zaświeciły. Następnie rzucił się biegiem na swojego przyjaciela. Ten widział co się dzieje, ale nie mógł się ruszyć - strach przyczepił go do podłoża. Wilkołak skoczył na niego i drapał wściekle pazurami po jego torsie. Nagle ten zawył z bólu i upadł na bok. Przez chwilę jego oczy błyszczały a reszta ciała na zmianę próbowała się przemienić. Wreszcie udało mu się i obok niego leżał zasapany Ksawery we wcześniejszych ubraniach już w pełni zdrowia.
-Exepcto Patronum! - Zawołał i z końca różdżki wybiegł wilk. Myślami przekazał mu wiadomość do Promfey i podszedł do Cezara, który był jeszcze przytomny. Uklęknął przy nim i zachowując zimną krew zaczął rzucać na niego zaklęcia uleczające. Wszystko się zagoiło oprócz blizn od pazurów na jego piersi. Westchnął i skierował wzrok na twarz przyjaciela.
-Ile razy mam ci powtarzać, abyś zrozumiał? -Zapytał cicho drapiąc się po dwu dniowym zaroście.
-Nie... Nie wiem. -Wychrypiał.
-Nic lepiej nie mów. Zaraz zjawi się Promfey i zdiagnozuje cię. Obyś nie został wilkołakiem... To jest męka...
Ten tylko uśmiechnął się i zemdlał. Ksawery westchnął i wziął go na plecy.
Usłyszał kroki i obrócił się w tamtą stronę, po chwili zobaczył profesora Snape'a w swoich nieśmiertelnych szatach. Popatrzył się na niego i powiedział:
-Jak bardzo jest poraniony?
-Udało mi się wyleczyć większość obrażeń, ale Promfey mówi, że na jego torsie już do końca życia będą blizny po... - Tu rozglądnął się szukając winowajcy hałasu, znów odwrócił wzrok na Opiekuna - Wiesz-Czym.
-Czemu nie kontynuowałeś od razu? -Zapytał patrząc się lekko podejrzliwie.
-Raz - dlatego, że mnie męczy ten temat. Dwa - ktoś tu był przed chwilą...
-Jak widzę instynkty zostają.
-Tak. -Westchnął - Ale mimo wszystko to jest okropna męka. -Przetarł zmęczone oczy.
-Ile już tu jesteś, Ksawery?
-Dobre dwie - trzy godziny. I nie, profesorze, nie mam zamiaru iść. To mój przyjaciel...
Przerwał kiedy usłyszał kroki. Po chwili wbiegła Alyss już w zwykłym ubraniu i rozpuszczonych, nie jak zwykle, włosach.
-Co się stało? Była u mnie profesor McGonnagall. -Zwróciła się do Ksawerego.
-Znasz fakt, że jestem wilkołakiem, no nie?
-Wspominałeś. -Powiedziała krzywiąc się na samo wspomnienie.
-To o mało nie zaatakowałem i przemieniłem Cezarego, który za mną polazł. -Westchnął i schował twarz w dłoniach.
-No, to faktycznie niezbyt ciekawa rzecz.
♦•♦•♦•♦
Po paru godzinach wybudził się, leżał pół przytomny na łóżku w Skrzydle Szpitalnym.
wtorek, 15 marca 2016
Takiego mam Pomysła #1
Taki pomysł teraz to: ,,Przeszłość, przyszłość, a co to za różnica? by Coyote Senpai."
Link to: http://przyszloscprzeszloscbycoyote.blogspot.com/
Co znajdziecie na tym blogu?
Ekscytujące opisy (mam nadzieję, choć mistrzynią nie jestem, ale starać się będę :P) walk i starć średniowiecznych. Epickie walki na morzu i oceanie, pirackie opowieści, skarby, mapy i pieśni. Wiele ciekawych postaci i mój własny świat zawarty w jednej z opowieści. Trochę romansu, ale w głównej mierze akcja, akcja i raz jeszcze akcja! :)
poniedziałek, 14 marca 2016
Hogwart - Szkoła Magii i Czarodziejstwa. [P01]
-Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek tu wróciłem. - Mruknął Nicholas dopalając papierosa i trzymając lejce czarnego konia. Patrzył z daleka na zniszczony Hogwart. Minął tydzień po Bitwie o Hogwart, wszyscy zajmowali się odbudową zamku z wielkim entuzjazmem, zaś on miał uzupełniać ich zapasy eliksirów. Jak na razie przez tydzień zdołał zrobić ogrom Eliksirów Energetyzujących, pozwalających zostać dłużej w pełni sił i energii. Wszystkie, oczywiście, na poziomie Mistrzowskim. Westchnął i ruszył powoli polną ścieżką rozmyślając. Severus, jego kuzyn, jest martwy. Niemożliwe, ale jednak.
-Mam sposób, aby to zmienić. - Pomyślał - Dajcie mi tylko dostęp do pracowni. - Uśmiechnął się do tych myśli. To prawda, spędził całe dwadzieścia lat w poszukiwaniu możliwości zrobienia Eliksiru Wskrzeszenia, udało mu się to za co jego imię i nazwisko wspomniane zostało w wielu księgach. Był coś typu znany. Parsknął na to określenie, raczej osobą publiczną nie był, a media unikały wywiadów z nim z powodu mało ciekawego życia. Dodatkowo jego małomówność i wygląd również ich od tego odpychał. Mu to nigdy nie przeszkadzało, lubił siedzieć gdzieś u siebie i robić co mu się żywnie podoba. Chociaż szczerze powiedziawszy miał wielkie uznanie u wszystkich Mistrzów Eliksirów i często był zapraszany do różnych miejsc, nigdy nie odrzucał zaproszeń. Sam również czasami organizował dużo imprez i różnych innych w wielu swoich posiadłościach. Był osobą dość bogatą, ale za arystokratę on nie uchodził. Powoli dojeżdżał do bram Hogwartu. Tam zszedł z konia oddając go w opiekę Filcha i długimi krokami skierował się w stronę zamku. Ignorując wszystkie ciekawskie spojrzenia i szepty przeszedł do gabinetu McGonnagall - obecnego dyrektora i zapukał czekając.
-Wejść. - Usłyszał i pchnął drzwi, Minerwa siedziała za biurkiem uzupełniając dużą stertę dokumentów - Witaj, Nicholasie, cieszę się, że przyjąłeś moją ofertę. - Powiedziała, a ten machnął lekceważąco ręką.
-Minerwo, dla tego zamku wszystko bym zrobił. - Odparł i usiadł w krześle naprzeciw - Nie chcę żadnej zapłaty, gdyż robię to z własnej, nieprzymuszonej woli, ty, Minerwo, tylko uświadomiłaś mi waszą sytuację. - Spojrzała na niego pytająco, ale nie przerywała - Proszę tylko, abyście płacili za składniki do eliksirów, wszystko. - Powiedział.
-W porządku. Cieszę się z tego powodu. - Zamyśliła się - A jakie eliksiry udało ci się zrobić podczas tego tygodnia? - Zapytała po chwili. Nicholas wyciągnął czarną walizkę i otworzył ją. W środku znajdowało się dużo Eliksirów Energetyzujących, Uzupełniających Krew, Regenerujących, Szkiele- Wzro oraz trochę Felix Felicis i Veritaserum, jednak nie dużo.
-Błagam, nie pytaj się skąd miałem tyle krwi dziewicy do Regenerującego. - Powiedział kiedy zobaczył minę dyrektorki. Ta skinęła głową.
-Jak możesz to zanieś je do Skrzydła Szpitalnego, dobrze? - Uśmiechnęła się - I raz jeszcze dziękuję.
-Nie masz za co, Minerwo. Na prawdę robię to tylko z powodu Hogwartu, który uratował mnie od paprania się w Czarnej Magii. - Powiedział - Miałem wybór pomiędzy Durmstrang'iem i Hogwartem. - Dodał tajemniczo na jej pytające spojrzenie - Do widzenia, Minerwo. - Powiedział wstając i kierując się do wyjścia. Zszedł spiralnymi schodami i skierował się w stronę Skrzydła Szpitalnego. Wchodząc po schodach nadal rozmyślał i przypominał sobie wiele receptur potrzebnych eliksirów. Pchnął drzwi i wszedł do środka. Promfey uganiała się od łóżka do łóżka z pomocą Hermiony Granger, Ginny Weasley i Luny Lovegood. Granger spojrzała na niego:
-Pan to Nicholas Greevile? - Zapytała, ten skinął głową i podał czarną walizkę Poppy.
-Dlaczego pan to wszystko robi? - Zapytała Ginny bandażując ranę choremu.
-Błagam, nie jestem zbytnio rozmowny i nie próbujcie mnie wciągnąć w rozmowę. - Jęknął - Odpowiadając jednak na twoje pytanie, Panno Weasley, robię to aby wam pomóc, z własnej woli. - Powiedział oddzielając fiolki od siebie i biorąc ze sobą Eliksiry Energetyzujące, Veritaserum i Felix Felicis. Skinął do pielęgniarki i rzucił jeszcze spojrzenie za okno przez chwilę myśląc. Zaraz potem poprawił szatę i zatrzasnął walizkę.
-Dziękuję, Nicholasie, obawiam się jednak, że będzie potrzebne ich jeszcze więcej za jakiś tydzień. - Uprzedziła jego wyjście Promfey. Ten zatrzymał się i machnął lekceważąco ręką.
-Da się zrobić, zapewniam cię, że nie ma się czym martwić. Eliksiry zostaw mnie. - Odparł otwierając drzwi - Proszę tylko, abyś zrobiła listę niezbędnych Eliksirów. - Rzucił jeszcze znikając za drzwiami. Dziewczyny rozmawiały między sobą trochę obgadując, jednak najbardziej zainteresowały się postacią Nicholasa Greevile.
-A jak myślicie. Dlaczego ma tak niski i zachrypnięty głos? - Zapytała Ginny.
-Jak to dlaczego? - Oburzyła się Hermiona - Gdybyś czytała jego najnowszą biografię wiedziałabyś, że jest Starożytnym Alchemikiem. Oznacza to, że nie mógł się odezwać przez cały swój staż, czyli w jego przypadku dwadzieścia trzy lata.
-Ojej, to faktycznie dużo. - Odparła Luna zamyślając się na chwilę.
-Ale tak zmieniając temat, co myślicie o pomyśle na Bal Bożonarodzeniowy, a zaraz później Walentynkowy? Osobiście sądzę, że to genialny pomysł! - Powiedziała z entuzjazmem ruda.
-Chyba nie spodziewasz się księcia z bajki na białym koniu i z czerwoną różą? - Zapytała rozbawiona Granger przecierając ranę jednego z ludzi w skrzydle szpitalnym specjalnym eliksirem.
-Oczywiście, że nie. - Stwierdziła po chwili po czym całą trójką wybuchły śmiechem na co kręcąc głową patrzyła Promfey. Było dużo roboty, a te dziewczyny robiły sobie za dużo wolnego.
Czerń. Tylko czemu? [P01]
zrzuciła wszystkie jego mizerne zaklęcia obronne i weszła do środka. Tak jak myślała Ksawery spał.
Uśmiechnęła się szatańsko i wyczarowała kubeł z zimną wodą. Następnie oddaliła się i zaklęciem przechyliła go uciekając za drzwi i śmiejąc się.
-Alyyyyssssss! -Wrzasnął i wymacał szybko różdżkę aby wysuszyć zimną wodę. Machnął myśląc o zaklęciu i po chwili zimna woda zniknęła z niego.
-Wstawaj śpiochu! Siódma! -Zawołała, wychodząc związała włosy w kitkę i ruszyła jeszcze na chwilę do biblioteki. Wybrała jedną książkę i zaczęła czytać.
Trzydzieści po siódmej spotkała Ksawerego na korytarzu.
-Przysięgam, że kiedyś osobiście wstanę o trzeciej i zrobię to samo. -Mruknął a ta zaśmiała się.
-Przygotuj się na zaklęcia odpychające. -Powiedziała odchodząc. Ruszyła przez korytarze sprawdzając jeszcze, czy nikt się z nikim nie wdał w bójkę. Po drodze wpadła na grupkę osób, które ciskały w siebie zaklęciami a prefekt z Ravenclawu próbował ich oddzielić.
-Depulso. -Mruknęła a ci odlecieli na ściany. Następnie złapała w powietrzu różdżki, które wypuścili po niespodziewanym ataku - Wynocha stąd i nie bić się więcej. Ty tam idź do Skrzydła Szpitalnego bo wda ci się zakażenie i będzie gorzej. -Powiedziała rzucając im różdżki i czekając aż od siebie odejdą. Przyglądał im się profesor Snape, wreszcie wyszedł z cienia.
-Gratuluję zapanowania nad sytuacją, panno Blackeagle.
-Dziękuje, profesorze. -Odpowiedziała i ruszyła do Wielkiej Sali.
Pchnęła drzwi i jako jedna z pierwszych usiadła przy stole Slytherinu. Zaraz za nią wszedł profesor Snape w towarzystwie McGonnagall a za nimi kilku innych Ślizgonów w tym Ksawery. Ten usiadł obok niej jak zwykle.
-Coś się działo, gdy nie patrolowałem? -Zapytał.
-A nic tam, banda kretynów z Gryffindoru się biła z Ravenclawem. -Odparła znudzona czym zarobiła na mordercze spojrzenie Minerwy McGonnagall, która przechodziła obok i rozbawione spojrzenie Snape'a. Uśmiechnęła się drwiąco do Opiekunki Domu Lwa czym zarobiła firmowe spojrzenie starej gryfonki. Usiadła wygodniej rozmawiając z Ksawerym i czekając na Cezara. W drzwiach Wielkiej Sali pojawiła się również Dewi.
-Hej, Dewa dosiądziesz się? -Zapytała.
-Jasne, Hej Ksawer.
-Siemasz. -Odezwał się robiąc miejsce dla niej. Ta usiadła obok i w drzwiach pojawił się Cezar.
-Cezar!
-O, hej ludziska. - Powiedział siadając obok Alyss.
-Cześć, Cezary. -Odparła uśmiechając się.
-Jakieś plany na wieczór, Al?
-Ta, mam praktyki ze Snape'em.
-Hej? Jak? Przecież nie przyjmuje! -Wypalił Cezar.
-Zrobił wyjątek jak powiedział. -Wzruszyła ramionami.
-No, no. Nie spodziewałem się po nim, że w ogóle kogokolwiek przyjmie przez następne dziesięć lat. -Powiedział Ksawery patrząc się na nią.
-Ha! I tu cię mam. Sam chciałeś chodzić na praktyki! - Uniosła trochę wyżej ręce w triumfie.
-Wystarczy mi wiadro zimnej wody, Al. -Mruknął.
-Chcesz? -Powiedziała uśmiechając się szatańsko i wyczarowując wiadro z zimną wodą nad jego głową.
-Aly-- Uśmiechnęła się szerzej i przechyliła wiadro, tak, że cała zawartość znalazła się znowu na jego głowie. Akurat chwilę po tym pojawiło się jedzenie na stołach. Wzięła szybko kilka tostów i wybiegła z Wielkiej Sali uciekając przed wściekłym Ksawerym, chwilę potem zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i uciekła do swojego pokoju.
-A jest inaczej? -Udał zdziwienie i uśmiechnął się jadowicie.
-Jest. Nie są bandą kretynów to może po pierwsze. -Odparła obrażona.
-Nie wiedziałem!
-Severusie! Bo będę zmuszona odjąć jej za to punkty i przydzielić szlaban!
-To osobiście zwolnię ją z tego szlabanu z powodu praktyk i odejmę kolejne punkty Gryffindorowi. -Odparł zadowolony z miny McGonnagall, która wyglądała jakby ktoś ją dźgnął w oko.
-Czekaj. Czy ja się nie przesłyszałam? Przyjąłeś ją na praktyki?
-Odkryłaś Amerykę, Minerwo. Brawo za spostrzegawczość. -Powiedział jadowicie i już miał się odezwać kiedy jego uwagę przykuła sama Alyss. Wyczarowała kubeł z zimną wodą i Ksawery protestował. Przechyliła go i uciekła z tostami w ręce. Minerwa wcześniej podążyła za jego spojrzeniem i teraz zwijała się ze śmiechu, kiedy Ksawery zaczął ją gonić. Była niesamowicie szybka i zwinna, uniknęła kilku zaklęć naraz - od galaretowatych nóg po łaskoczące i wybiegła z Wielkiej Sali eleganckim ruchem zamykając mu drzwi przed nosem. Zaraz po tym jak Ksawery wpadł na drzwi Severus parsknął. Ta dziewczyna ma ruchy.
-Wygrałaś, chodź wrócimy na śniadanie, nie ma co.
-Jasne, tylko nie próbuj mi oddać. -Odparła wychylając się lekko zza drzwi, jak się spodziewała.
-Aquimenti! -Strumień zimnej wody oblał ją.
-Ksawer! -Prychnęła ze złością i machnięciem różdżki wysuszyła się następnie chłopak otrzymał kopniaka w łydkę.
-Okej, możemy wracać?
-Ta, chodź. -Powiedziała i ruszyli razem do Wielkiej Sali rozmawiając.
-Słuchaj, Ksawer. Snape prosił, żebyście się trochę wzięli do roboty. Jeżeli będę musiała będę was pilnować.
-No spoko, mnie nie musisz przekonywać. Z Cezarem będzie trudniej.
-Spodziewam się. -Westchnęła i weszli do Wielkiej Sali. Usiedli na zwykłym miejscu i zaczęli rozmawiać z resztą.
-Cezar, słuchaj.
-Słucham, mała. -Odpowiedział.
-Weź się za siebie co? Ksawery może ci pomóc. Wiesz, Snape i te sprawy.
-Aham, rozumiem. -Tu spojrzał na nią znad tosta, którego smarował - I jak wasz bój?
-2:1. -Odparł Ksawer uśmiechając się i czochrając Alyss po włosach. Ta uśmiechnęła się i zaatakowała żebro wyższego od niej chłopaka. Następnie ruchem ręki przygładziła włosy i poprawiła fryzurę.
-Od kiedy masz kolczyk w brwi i tatuaże oraz te trzy kolczyki w jednym uchu? -Zapytała Dewi.
-Na szesnaste urodziny rodzice dali mi pieniądze. Nie miałam co ze sobą zrobić. -Wzruszyła ramionami.
Jeszcze przed końcem śniadania, Alyss pożegnała się z resztą i poszła do swojego pokoju. Wzięła książki z zajęć i poszła do biblioteki aby zająć się pracą domową. Pani Pince jak zawsze powitała ją uśmiechając się na jej widok.
-Szukasz czegoś, Alyss?
-Jestem tutaj aby zrobić prace domowe, dziękuję, pani Pince. -Odpowiedziała i zajęła zwykły stolik, gdzie najczęściej odrabiała prace i czytała książki albo po prostu siedziała rozmawiając przy dobrej lekturze. Teraz główkowała nad esejem z eliksirów i transmutacji. Esej z eliksirów był banalny, gdyż był o Afrodyzjakach. Ich zastosowanie i dlaczego Amortencja działa jak działa i jaki ma dla ciebie zapach. Pierwsze dwa napisała bez problemu, ale żeby się dowiedzieć jak odpowiedzieć na trzeci potrzebowała Amortencję. No nic, Pokój Życzeń.
Napisała jeszcze esej z transmutacji i odrobiła resztę i podziękowała Pani Pince i ruszyła do Pokoju Życzeń. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Myślała przechodząc i pojawiły się srebrne drzwi. Pchnęła je i zajęła miejsce w małej pracowni. Wlała wodę do kociołka i zabrała się za Amortencję. Po dwóch godzinach pracy udało jej się uwarzyć ją.
-Jesienne powietrze, takie po deszczu,... Róże,... Mięta i Kakao. Haha. Ciekawie. -Mruknęła pod nosem i zapisała to na pergaminie. Następnie wyszła z Pokoju Życzeń. Pora obiadowa? Już? Zdziwiła się i ruszyła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce pomiędzy chłopakami i wdała się w rozmowę.
-I jak? Udało wam się uzyskać odpowiedź do trzeciego w eseju z eliksirów? -Zapytał Cezar.
-Ta.
-To może zacznę. Ja czuję drewno, jakieś nie wiem, świeża trawa i chyba lawenda.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, mięta i kakao. -Odparła.
-Ja nie wiem. -Powiedział Ksawer.
-Okej, a ty Dewi?
-Bez, cynamon i kawa.
Porozmawiali jeszcze chwilę i kiedy się najedli znowu się rozdzielili. Siedemnasta powoli mijała i Alyss postanowiła coś porysować. Weszła do Pokoju Wspólnego i następnie do jej własnego. Zrobiła delikatny szkic i poprawiła go czarnym flamastrem nadając kształt cienkopisem. Praca powoli zaczęła nabierać kształtu. Dodała kilka kolorów i odczekała chwilę. Następnie znowu poprawiła kilka rzeczy cienkopisem i flamastrem dodała trochę linii. Kiedy skończyła jej praca była dopracowana w każdym szczególe, biały królik odznaczał się na zielonej trawie, którą wesoło wcinał. Odeszła kawałek aby popatrzeć na efekt. Spojrzała na zegarek. Siódma. W pół do ósmej. Westchnęła i wzięła spakowaną wcześniej torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do Lochów. Z wieży Prefektów Naczelnych był to kawał drogi, ale doszła równo o ósmej. Następnie zapukała w drzwi.
-Wejdź. -Usłyszała i weszła do środka zamykając drzwi za sobą.
-Dobry wieczór, profesorze. -Ten skinął głową.
-Zanim zaczniemy, potrzebny będzie twój podpis. Już zająłem się rejestracją na uczelni, zaraz po siedmiu latach praktyk zdajesz tam test końcowy.
-Dziękuje, profesorze.
-Nie ma za co dziękować, a teraz podpisz tu. -Powiedział wskazując dół pergaminu. Przywołała swoje pióro i złożyła krótki podpis. Zmięła je w palcach a te zniknęło. Następnie oddaliła się i usiadła na krześle przed biurkiem Snape'a. Ten po chwili milczenia zaczął:
-Spędzimy razem kolejne siedem lat, więc proponuję, aby przestać z formułkami grzecznościowymi i po prostu mówić sobie po imieniu, oczywiście, wtedy kiedy jesteś w tym gabinecie na praktykach. A najlepiej abyś nie układała wszystkiego w głowie i mówiła prosto z mostu.
-Akurat to nie będzie trudne. -Odparła.
-Wracając do praktyk, pierwszym eliksirem będzie Szkiele-Wzro.
-Inspiracja zanikiem kości u Pottera? -Zapytała rozbawiona i zabrała się do pracy wcześniej zakładając sweter w białe i szare pasy.
Przeszedł do swojego biurka, na którym stał kociołek z podstawą do tego eliksiru. Jedyne co udało mu się odnaleźć, co by mu nie wybuchało w twarz albo gorzej to właśnie podstawa. Zauważył ciekawskie spojrzenie Alyss i przygotował się na pytanie.
-Co ważysz? -Zapytała.
-Nie mogę cię dopuścić do tego.
-Rozumiem, a mogę chociaż wiedzieć po co to jest? -Tu Snape spojrzał na nią znad kociołka.
-Nie.
-Szkoda. -Uśmiechnęła się i wróciła do pracy nad eliksirem. Zauważył, że dodawała składniki, które pozwalają żeby eliksir był bardziej użyteczny i żeby szybciej działał. Używała również takich, które przyśpieszają proces tworzenia. A sam fakt, że się do niego uśmiechnęła to było już coś. Otrząsnął się z tych myśli i zajął się na powrót eliksirem. Po jakichś piętnastu minutach Alyss oznajmiła, że skończyła. Ten patrzył się przez chwilę przed siebie a potem się otrząsnął i powiedział:
-No to wystarczy ci jeszcze czasu na przyśpieszoną Amortencję. -Odparł uśmiechając się drwiąco. Skinęła głową i bez słowa udała się do magazynu skąd wzięła potrzebne składniki. Przelała Szkiele-Wzro do fiolek, które wyczarowała i położyła je na biurku. Następnie wyczyściła kociołek jednym ruchem różdżki i wlała do niego wodę. Kolejno siekała i przygotowywała składniki zanim woda nabrała odpowiedniej temperatury. Robiła to wszystko dokładnie i już po chwili zabrała się za wywar.
-Skończyłam. -Odparła po chwili, która w rzeczywistości była dwoma godzinami. Snape westchnął i wstał podchodząc aby sprawdzić jej wywar. Ku jego zdziwieniu był zrobiony doskonale.
-Co czujesz? -Zapytał kiedy odchylił się znad kociołka i odszedł kawałek.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, miętę i kakao, a ty?
-Jakiś rodzaj perfum. Sam nie wiem jakich. -Tu spojrzał na zegar - Czas już się skończył. Przelej Amortencję do fiolek i poczekaj. Odprowadzę cię do wieży, mała ilość osób wie, że masz praktyki a jest ostro po ciszy nocnej. -Odparł.
♦•♦•♦•♦
-Dziękuję. -Powiedziała i wyczarowała kolejne fiolki. Następnie sprawnymi ruchami przelała eliksir do nich i odłożyła na biurko profesora. Poczekała chwilę na Snape'a i ruszyła razem z nim do Wieży Prefektów Naczelnych. Po przejściu odległości dzielącej Lochy z wieżą Alyss zapytała się:
-Kiedy kolejne praktyki, profesorze?
-Jutro o tej samej porze, panno Blackeagle. Jak wiem, nie macie treningów w wolne weekendy.
-Tak, nie mamy. Raz jeszcze, dziękuję, profesorze za przyjęcie na te praktyki. Dobranoc. -Powiedziała wchodząc do Pokoju Wspólnego Prefektów. Zastała tam Ksawerego, który ku jej zdziwieniu czytał jakąś książkę.
-Hej, Ksawer. Coś się stało? To nie codzienny widok widzieć cię z nosem w książce.
-Cześć, jak tam na pierwszych praktykach? -Zapytał odkładając książkę.
-Dwa proste eliksiry, a właśnie. -Zaczęła grzebać w torbie i wyciągnęła fiolkę Amortencji - Możesz teraz zrobić zadanie na eliksiry. -Powiedziała.
-Dzięki! Jesteś wspaniała!
-Bez podlizywania się mi tu! -Zawołała i podała mu fiolkę. Ten od razu otworzył ją i powąchał - Co czujesz?
-Trawa, lilie, piwo, szampan i szampon do włosów? Haha. -Powiedział i zapisał to od razu na eseju z eliksirów, zaraz potem zwrócił się do niej: - Jutro też masz praktyki?
-Tak, o tej samej porze i za pewne znowu do północy. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. Branoc.
-Ta, branoc. -Odparł nadal zawzięcie coś czytając.
Ta udała się do swojego pokoju a gdy była już w środku, na wszelki wypadek założyła zaklęcia obronne, o wiele silniejsze od tych, które rzucał Ksawery w tym odpychające i tym podobne. Udała się do łazienki ogarnąć się i przygotowała strój na jutro - turkusowy tank top, czarną, skórzaną kamizelkę, czarne długie spodnie i czarne trampki oraz wiadomo, krawat w barwach Slytherinu. Następnie rzuciła zaklęcie zmieniające kolor na pasemka, te zmieniły się na trzy odcienie niebieskiego. Zadowolona z efektu weszła pod kołdrę i chwilę potem zasnęła.
Obudziła się kolejnego dnia, za oknem była dość ładna pogoda, nie padało był lekki wietrzyk i świeciło słońce przysłonięte kilkoma chmurami - idealna pogoda na wycieczkę do Hogsemade. Wstała w dość dobrym humorze i poszła pod prysznic. Kiedy już się ogarnęła założyła na siebie ubrania i pognała do sypialni Ksawerego, jak zawsze obłożoną mizernymi zaklęciami. Zrzuciła je i weszła do środka budząc go już mniej brutalnie niż ostatnio.
-Ksawer, wstawaj! Piękny dzień a ty leżysz! -Mówiła potrząsając nim. Po chwili wreszcie otworzył oczy i półprzytomny zapytał:
-Alyss?
-Hm?
-Co ty do cholery robisz? Jest ledwo szósta!
-Spójrz za okno. -Powiedziała głową wskazując okno nad jego komodą. Ten spojrzał tam - I? Wychodzisz?
-No, dobra. -Ziewnięcie - Już. A tak nawiasem mówiąc.
-Ha?
-Pójdziesz ze mną do Hogsmeade? Wziąłbym jeszcze Virgo.
-Chodzi ci o kota? Tego tam?
-Ta. -Chwilę przeniósł spojrzenie na kociaka i znów na nią - To idziesz?
-Jasne, wezmę Prymusa, niech sobie połazi.
-Też kot?
-Nie udawaj, że nie wiesz. Nie wychodzi ci to, Ksawer, przecież mam go od pierwszego roku!
-No dobra, dobra. Wyjdź jak możesz.
-Okej. -Powiedziała wychodząc. Zapowiadał się na prawdę cudowny dzień.
♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦
*- W moim opowiadaniu są tylko krawaty i szaliki na zmianę pogody. Uznałam, że mundurki będą zbędne.
niedziela, 13 marca 2016
Czerń. Tylko czemu? [P02]
-Pierogi! -Krzyknęła a następnie zwróciła się do sowy - Ty pierogu ty. Oj, chyba uznał to za imię. No dobra PIEROGU!
Nadal było to dla niego śmieszne. Odwiązał list i zaczął czytać:
Ksawery,
Sprawy się komplikują. Nie mówiłam ci o wielu rzeczach
i chyba pora abyś się dowiedział. Od piątego roku w
Hogwarcie, rodzice uczyli mnie na siłę czarnej magii.
Teraz chcą abym dołączyła do grona śmierciożerców
już tego lata! To niedorzeczne! Przepraszam i mam
nadzieję, że mi wybaczysz. Przekaż Cezarowi to samo.
Moja sowa w Pokoju Wspólnym Slytherinu byłaby dziwnym
okazem. Serio, traktuję was jak braci, ale czeka mnie ciężkie
życie. Proszę was, abyście nie szukali mnie, bo możecie za to
przypłacić życiem. Jeszcze przed opuszczeniem Hogwartu
namówię Dumbledore, aby zrobił Połączenie Umysłów.
Mój co prawda będzie zamknięty przez większość czasu,
ale liczę, że nie zostawicie mnie ani nie rozpowiecie.
Twoja Przyjaciółka,
Alyss.
Westchnął i według prośby Alyss zszedł na śniadanie aby poinformować Cezara i Dewi. Nadal był niespokojny, wiedział, że niedługo może odbyć się wojna. A co jeżeli spotka ją na polu walki i będzie zmuszony ją zabić? Nie. Na pewno by tego nie zrobił! No chyba, że ona sama by zaczęła... Przestań! To niedorzeczne! Myślenie o wojnie jakby to miało być jutro! Szybko odnalazł przyjaciół.
-Ksawer! Coś ty taki smutny? Coś cię gnębi? I gdzie Alyss?
-Spokojnie, spokojnie, już tłumaczę. -Powiedział i kątem oka zobaczył, że Cezar trzyma za rękę Dewi. Pozwolił sobie na uśmieszek i kontynuował: - Dzisiaj przyleciał do mnie Pierog i dostałem list od Alyss. Mówiła w nim, że rodzice uczyli ją czarnej magii przez ostatnie dwa lata i, że ma dołączyć do Śmierciożerców tego lata. To mnie gnębi. A gdzie jest? Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Mówiła tylko, że spróbuje otworzyć Połączenie Umysłów ze mną.
-Połączenie Umysłów?! Przecież to starożytna magia! Ona nie-
-Właśnie od tego mamy Dumbledore czyż nie? -Przerwał mu żeby nie robić większego zamieszania.
-A no... Przepraszam. - Powiedział rozglądając się nie pewnie.
-Nie szkodzi, stary.
♦•♦•♦•♦
Alyss siedziała na kanapie w salonie Mistrza Eliksirów. Minęły prawie dwa tygodnie. Nigdy nie myślała, że się tu znajdzie, ani, że zobaczy trochę życia prywatnego Snape'a. Starała się wymyślić cokolwiek, co by mogło znaleźć się w liście. Zauważyła, że Pierog zdążył już wrócić a Prymus gdzieś łazi jak zwykle poza tym.
Rodzice,
Przepraszam, za całe zamieszanie. nadal uważam, że jeszcze za wcześnie.
Nie wracam do was na wakacje, Severus Snape zgodził się abym u niego
została do tego czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie mnie, po ostatnich
wydarzeniach nie chcę wracać do rodzinnego domu. Zgodnie z Wieczystą
Przysięgą, nigdzie się nie wybieram.
-Chociaż chciałabym, aby było inaczej. -Pomyślała i westchnęła ciężko.
Obiecuję również, że będę po waszej stronie i, że nie ucieknę ani nie będę
próbować. Liczę na to, że mnie zrozumiecie.
Wasza córka,
Alyss.
PS: Żebyście nie myśleli, że pobyt u profesora zmyśliłam proszę oto jego podpis:
Akurat w tym momencie kiedy skończyła pisać wszedł Snape. Popatrzył w jej stronę i zapytał:
-Skończyłaś?
-Tak. -Odpowiedziała i podała mu list aby mógł przeczytać. Po jakimś czasie skinął głową.
-W porządku. -Powiedział i znikąd w jego ręce pojawiło się krucze pióro. Złożył podpis i oddał jej list. Ta machnęła krótko różdżką wyczarowując kopertę. Napisała na niej to co było wymagane i poszła do swojego pokoju. Był to dość mały pokój, ale nie narzekała, był o wiele bardziej przytulny niż jej pokój i nie miał żelaznych drzwi, mogła wychodzić kiedy chciała, ale nie mogła chodzić po Hogwarcie z wiadomych przyczyn. W wersji oficjalnej mocno zachorowała i zabrali ją do szpitala Świętego Munga. Podała list Pierogowi i poczekała aż ten wyleci. Następnie aportowała się na Pokątną aby przejść do Nokturnu.
Mogła wychodzić na Pokątną i w ostateczności na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu, w końcu niedługo to miało być jej miejsce, gdzie nikt nie będzie na nią patrzył jak na dziwaka. Wiedziała, że Zewnętrzny jak i Wewnętrzny Krąg wie o tym, że niedługo ma zostać śmierciożercą. Jej rodzice byli bardzo wysoko w szeregach Czarnego Pana i robili wszystko aby o niej było słychać.Właśnie przechadzała się Ulicą Śmiertelnego Nokturnu rozglądając się po sklepach. Po drodze spotkała Bellatricks, od której odchodzili szybko ci, którzy bali się o swoje życie. Pierwsze co zrobiła to szarpnęła ją i zabrała do alejki pomiędzy uliczkami, przycisnęła do ściany i do podbródka przyłożyła różdżkę. Alyss zachowała kamienną twarz i wpatrywała się w nią.
-Więc to ty jesteś córką Tobiasza i Julie Blackeagle. -Powiedziała głosem szaleńca i uśmiechnęła się.
-Piękne powitanie. -Odpowiedziała patrząc się na różdżkę, którą ta zabrała - Tak, to ja. Alyss.
-Czyli przyjmujesz Znak jak Draco uczestniczy w Ceremonii Wtajemniczenia. A kiedy jest twoja? Przyjdę i popatrzę. -Odparła już normalnym głosem i popatrzyła się na nią.
-Jest dwa tygodnie wcześniej dwunastego lipca.
-Świetnie, mów mi Bella. -Powiedziała z normalnym uśmiechem.
-Al, Bello. -Odparła uśmiechając się lekko.
-No dobra, muszę już iść, do zobaczenia... Al.
-Do zobaczenia, Bello. -Odparła i kiedy ta odeszła aportowała się do swojego pokoju. I rozejrzała się po nim. Był to mały pokój z dużym, czarnym łożem, czarną szafą, dwoma obitymi czarną skórą fotelami stojącymi przy białym, małym stoliku. Naprzeciw foteli był kamienny kominek i obok niego jeden obraz, który ona sama namalowała. Podłoga była z czarnego drewna a ściany w białym kolorze. Obok łóżka stała mała komoda w czarnym kolorze, na niej stała klatka Pieroga i lampka nocna.
Zdążyła się już rozgościć i w szafie były już jej ubrania a przed łóżkiem stał jej kufer z rzeczami. Zmęczona opadła na łóżko myśląc o dzisiejszym dniu.
♦•♦•♦•♦
Severus Snape pracował w swoim laboratorium nad niestabilnym eliksirem na jad Nagini. Nadal nie zdołał znaleźć kolejnych składników i wszystkie, które próbował dodać albo wybuchały, albo eliksir zamieniał się w wodę - był bezużyteczny. Właśnie dodał sproszkowany róg jednorożca aby spróbować według innej receptury. Jak się spodziewał eliksir zamienił się w wodę.
Westchnął zirytowany i opadł na krzesło. Może na prawdę ona powinna mu pomóc? Jak słyszał od niej zapisała się na studia i dąży do bycia Mistrzynią Eliksirów. Co prawda wycofał jej praktyki, ale znalazła innego Mistrza i od niego się w wolnym czasie uczyła. Tylko co ma jej powiedzieć? 'Dobry Wieczór, Alyss. Chciałem cię zapytać czy nie pomogła byś w moim super-mega-tajnym eliksirze, nad którym pracuję ponad pieprzony rok?' Nie. Na pewno nie. A w ogóle co z nią? Westchnął i wstał. Następnie udał się do jej pokoju, który jak zawsze kiedy przychodził, był pusty. Westchnął ciężko po raz kolejny i poszedł do swojej biblioteki, wybrał kilka książek i usiadł na kanapie w salonie. Następnie zagłębił się w lekturze i nawet nie zobaczył jak dziewczyna wychodzi z pokoju i przez chwilę ciekawie mu się przygląda. Wreszcie odwraca wzrok i przechodzi do kuchni by chwilę potem wrócić z kubkiem herbaty. Stanęła w miejscu pociągając łyk i uśmiechnęła się lekko, podeszła od tyłu kanapy i zapytała:
-Co czytasz? -Zaśmiała się na jego reakcję, która była błyskawiczna. Odskoczył aż książka spadła na podłogę i wyciągnął szybko różdżkę by po chwili uświadomić sobie, że to tylko ona i, że się z niego nabija. Westchnął zirytowany i schował ją, następnie zmiażdżył ją spojrzeniem i usiadł z powrotem podnosząc książkę z ziemi.
-Kiedy wróciłaś?
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie. -Powiedziała rozbawiona, ale dodała po chwili - Przed chwilą, ale nadal nie odpowiedziałeś. Myślałam, że znasz te książki na pamięć.
Zawahał się przez chwilę, ale zrezygnował: - Znam, ale... Ostatnio pracuję nad jednym eliksirem. Jest cholernie niestabilny i cały czas albo zamienia się w wodę, albo wybucha, albo nie wiem co jeszcze.
-I potrzebujesz pomocy, ale nigdy się do tego nie przyznasz, ani nie było tematu. -Dokończyła za niego uśmiechając się.
-Tak i nie. Był temat i tak, potrzebuje pomocy, bo tego w życiu nie skończę.
-To ten super-tajny eliksir, nad którym od zawsze pracujesz? -Zapytała rozbawiona.
-Tak. -Odpowiedział lakonicznie.
-A mogę wiedzieć po co ci on?
-Zadajesz za dużo pytań. - Westchnięcie - Widzisz, Czarny Pan, coraz częściej kara swoim wężem, Nagini. Staram się opracować Antidotum na jej truciznę i Eliksir na skutki uboczne Cruciatusa, który po za tym ci też, za pewne, niedługo się przyda.
-Rozumiem, że w pierwszym jest problem, a ten drugi dajesz radę.
-Nie do końca. drugi wymaga dwóch osób i nikogo nie mogłem przekonać, ale pomimo to daję radę. I tak, w pierwszym jest cholerny problem, że nie potrafię zrobić nic więcej stabilnego jak podstawę.
-Zgoda, pomogę ci. -Odparła po chwili namysłu - Teraz, czy później?
-Najlepiej teraz. Nigdy nie wiem, kiedy będzie chciał zwołać zebranie...
-Okej. Nie tłumacz się. Wezmę tylko się przebiorę. -Powiedziała i poszła do swojego pokoju by po chwili wrócić z niego w ubraniu odpornym na eliksiru wszelakiego rodzaju. Spięła włosy w kitkę i Snape stwierdził, że wygląda bardzo... Kurwa mać. Nie! Ty jesteś jej nauczycielem o 16* lat starszym! Dopiero co wrócił Voldemort a ty już szukasz kogoś?! Uspokoił się i skinął do niej aby udać się do laboratorium.
-No to, od czego mam zacząć?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*16 - Czwarty rok Harry'ego w Hogwarcie.