poniedziałek, 14 marca 2016

Hogwart - Szkoła Magii i Czarodziejstwa. [P01]

   -Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek tu wróciłem. - Mruknął Nicholas dopalając papierosa i trzymając lejce czarnego konia. Patrzył z daleka na zniszczony Hogwart. Minął tydzień po Bitwie o Hogwart, wszyscy zajmowali się odbudową zamku z wielkim entuzjazmem, zaś on miał uzupełniać ich zapasy eliksirów. Jak na razie przez tydzień zdołał zrobić ogrom Eliksirów Energetyzujących, pozwalających zostać dłużej w pełni sił i energii. Wszystkie, oczywiście, na poziomie Mistrzowskim. Westchnął i ruszył powoli polną ścieżką rozmyślając. Severus, jego kuzyn, jest martwy. Niemożliwe, ale jednak.
 -Mam sposób, aby to zmienić. - Pomyślał - Dajcie mi tylko dostęp do pracowni. - Uśmiechnął się do tych myśli. To prawda, spędził całe dwadzieścia lat w poszukiwaniu możliwości zrobienia Eliksiru Wskrzeszenia, udało mu się to za co jego imię i nazwisko wspomniane zostało w wielu księgach. Był coś typu znany. Parsknął na to określenie, raczej osobą publiczną nie był, a media unikały wywiadów z nim z powodu mało ciekawego życia. Dodatkowo jego małomówność i wygląd również ich od tego odpychał. Mu to nigdy nie przeszkadzało, lubił siedzieć gdzieś u siebie i robić co mu się żywnie podoba. Chociaż szczerze powiedziawszy miał wielkie uznanie u wszystkich Mistrzów Eliksirów i często był zapraszany do różnych miejsc, nigdy nie odrzucał zaproszeń. Sam również czasami organizował dużo imprez i różnych innych w wielu swoich posiadłościach. Był osobą dość bogatą, ale za arystokratę on nie uchodził. Powoli dojeżdżał do bram Hogwartu. Tam zszedł z konia oddając go w opiekę Filcha i długimi krokami skierował się w stronę zamku. Ignorując wszystkie ciekawskie spojrzenia i szepty przeszedł do gabinetu McGonnagall - obecnego dyrektora i zapukał czekając.
-Wejść. - Usłyszał i pchnął drzwi, Minerwa siedziała za biurkiem uzupełniając dużą stertę dokumentów - Witaj, Nicholasie, cieszę się, że przyjąłeś moją ofertę. - Powiedziała, a ten machnął lekceważąco ręką.
-Minerwo, dla tego zamku wszystko bym zrobił. - Odparł i usiadł w krześle naprzeciw - Nie chcę żadnej zapłaty, gdyż robię to z własnej, nieprzymuszonej woli, ty, Minerwo, tylko uświadomiłaś mi waszą sytuację. - Spojrzała na niego pytająco, ale nie przerywała - Proszę tylko, abyście płacili za składniki do eliksirów, wszystko. - Powiedział.
-W porządku. Cieszę się z tego powodu. - Zamyśliła się - A jakie eliksiry udało ci się zrobić podczas tego tygodnia? - Zapytała po chwili. Nicholas wyciągnął czarną walizkę i otworzył ją. W środku znajdowało się dużo Eliksirów Energetyzujących, Uzupełniających Krew, Regenerujących, Szkiele- Wzro oraz trochę Felix Felicis i Veritaserum, jednak nie dużo.
-Błagam, nie pytaj się skąd miałem tyle krwi dziewicy do Regenerującego. - Powiedział kiedy zobaczył minę dyrektorki. Ta skinęła głową.
-Jak możesz to zanieś je do Skrzydła Szpitalnego, dobrze? - Uśmiechnęła się - I raz jeszcze dziękuję.
-Nie masz za co, Minerwo. Na prawdę robię to tylko z powodu Hogwartu, który uratował mnie od paprania się w Czarnej Magii. - Powiedział - Miałem wybór pomiędzy Durmstrang'iem i Hogwartem. - Dodał tajemniczo na jej pytające spojrzenie - Do widzenia, Minerwo. - Powiedział wstając i kierując się do wyjścia. Zszedł spiralnymi schodami i skierował się w stronę Skrzydła Szpitalnego. Wchodząc po schodach nadal rozmyślał i przypominał sobie wiele receptur potrzebnych eliksirów. Pchnął drzwi i wszedł do środka. Promfey uganiała się od łóżka do łóżka z pomocą Hermiony Granger, Ginny Weasley i Luny Lovegood. Granger spojrzała na niego:
-Pan to Nicholas Greevile? - Zapytała, ten skinął głową i podał czarną walizkę Poppy.
-Dlaczego pan to wszystko robi? - Zapytała Ginny bandażując ranę choremu.
-Błagam, nie jestem zbytnio rozmowny i nie próbujcie mnie wciągnąć w rozmowę. - Jęknął - Odpowiadając jednak na twoje pytanie, Panno Weasley, robię to aby wam pomóc, z własnej woli. - Powiedział oddzielając fiolki od siebie i biorąc ze sobą Eliksiry Energetyzujące, Veritaserum i Felix Felicis. Skinął do pielęgniarki i rzucił jeszcze spojrzenie za okno przez chwilę myśląc. Zaraz potem poprawił szatę i zatrzasnął walizkę.
-Dziękuję, Nicholasie, obawiam się jednak, że będzie potrzebne ich jeszcze więcej za jakiś tydzień. - Uprzedziła jego wyjście Promfey. Ten zatrzymał się i machnął lekceważąco ręką.
-Da się zrobić, zapewniam cię, że nie ma się czym martwić. Eliksiry zostaw mnie. - Odparł otwierając drzwi - Proszę tylko, abyś zrobiła listę niezbędnych Eliksirów. - Rzucił jeszcze znikając za drzwiami. Dziewczyny rozmawiały między sobą trochę obgadując, jednak najbardziej zainteresowały się postacią Nicholasa Greevile.
-A jak myślicie. Dlaczego ma tak niski i zachrypnięty głos? - Zapytała Ginny.
-Jak to dlaczego? - Oburzyła się Hermiona - Gdybyś czytała jego najnowszą biografię wiedziałabyś, że jest Starożytnym Alchemikiem. Oznacza to, że nie mógł się odezwać przez cały swój staż, czyli w jego przypadku dwadzieścia trzy lata.
-Ojej, to faktycznie dużo. - Odparła Luna zamyślając się na chwilę.
-Ale tak zmieniając temat, co myślicie o pomyśle na Bal Bożonarodzeniowy, a zaraz później Walentynkowy? Osobiście sądzę, że to genialny pomysł! - Powiedziała z entuzjazmem ruda.
-Chyba nie spodziewasz się księcia z bajki na białym koniu i z czerwoną różą? - Zapytała rozbawiona Granger przecierając ranę jednego z ludzi w skrzydle szpitalnym specjalnym eliksirem.
-Oczywiście, że nie. - Stwierdziła po chwili po czym całą trójką wybuchły śmiechem na co kręcąc głową patrzyła Promfey. Było dużo roboty, a te dziewczyny robiły sobie za dużo wolnego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz