niedziela, 13 marca 2016

Czerń. Tylko czemu? [P02]

  Ksawerego obudziło postukiwanie w szybę. Niechętnie podniósł się i zobaczył czarną sowę. Rozpoznał w tym sowę Alyss - Pieroga. Nadal uważał, że to kiepskie imię. Dosłownie nadała mu to imię przez przypadek kiedy podczas odwiedzin w jego domu jego matka pytała się co na obiad:
-Pierogi! -Krzyknęła a następnie zwróciła się do sowy - Ty pierogu ty. Oj, chyba uznał to za imię. No dobra PIEROGU!
Nadal było to dla niego śmieszne. Odwiązał list i zaczął czytać:

   Ksawery,
   Sprawy się komplikują. Nie mówiłam ci o wielu rzeczach
   i chyba pora abyś się dowiedział. Od piątego roku w 
   Hogwarcie, rodzice uczyli mnie na siłę czarnej magii.
   Teraz chcą abym dołączyła do grona śmierciożerców 
   już tego lata! To niedorzeczne! Przepraszam i mam 
   nadzieję, że mi wybaczysz. Przekaż Cezarowi to samo.
   Moja sowa w Pokoju Wspólnym Slytherinu byłaby dziwnym
   okazem. Serio, traktuję was jak braci, ale czeka mnie ciężkie
   życie. Proszę was, abyście nie szukali mnie, bo możecie za to
   przypłacić życiem. Jeszcze przed opuszczeniem Hogwartu
   namówię Dumbledore, aby zrobił Połączenie Umysłów.
   Mój co prawda będzie zamknięty przez większość czasu, 
   ale liczę, że nie zostawicie mnie ani nie rozpowiecie.
                                           Twoja Przyjaciółka, 
                                                                    Alyss.

   Westchnął i według prośby Alyss zszedł na śniadanie aby poinformować Cezara i Dewi. Nadal był niespokojny, wiedział, że niedługo może odbyć się wojna. A co jeżeli spotka ją na polu walki i będzie zmuszony ją zabić? Nie. Na pewno by tego nie zrobił! No chyba, że ona sama by zaczęła... Przestań! To niedorzeczne! Myślenie o wojnie jakby to miało być jutro! Szybko odnalazł przyjaciół.
-Ksawer! Coś ty taki smutny? Coś cię gnębi? I gdzie Alyss?
-Spokojnie, spokojnie, już tłumaczę. -Powiedział i kątem oka zobaczył, że Cezar trzyma za rękę Dewi. Pozwolił sobie na uśmieszek i kontynuował: - Dzisiaj przyleciał do mnie Pierog i dostałem list od Alyss. Mówiła w nim, że rodzice uczyli ją czarnej magii przez ostatnie dwa lata i, że ma dołączyć do Śmierciożerców tego lata. To mnie gnębi. A gdzie jest? Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Mówiła tylko, że spróbuje otworzyć Połączenie Umysłów ze mną.
-Połączenie Umysłów?! Przecież to starożytna magia! Ona nie-
-Właśnie od tego mamy Dumbledore czyż nie? -Przerwał mu żeby nie robić większego zamieszania.
-A no... Przepraszam. - Powiedział rozglądając się nie pewnie.
-Nie szkodzi, stary.

♦•♦•♦•♦

   Alyss siedziała na kanapie w salonie Mistrza Eliksirów. Minęły prawie dwa tygodnie. Nigdy nie myślała, że się tu znajdzie, ani, że zobaczy trochę życia prywatnego Snape'a. Starała się wymyślić cokolwiek, co by mogło znaleźć się w liście. Zauważyła, że Pierog zdążył już wrócić a Prymus gdzieś łazi jak zwykle poza tym.

   Rodzice,
   Przepraszam, za całe zamieszanie. nadal uważam, że jeszcze za wcześnie.
   Nie wracam do was na wakacje, Severus Snape zgodził się abym u niego
   została do tego czasu. Mam nadzieję, że zrozumiecie mnie, po ostatnich
   wydarzeniach nie chcę wracać do rodzinnego domu. Zgodnie z Wieczystą
   Przysięgą, nigdzie się nie wybieram. 

-Chociaż chciałabym, aby było inaczej. -Pomyślała i westchnęła ciężko.

  Obiecuję również, że będę po waszej stronie i, że nie ucieknę ani nie będę
  próbować. Liczę na to, że mnie zrozumiecie.
                                                                              Wasza córka,
                                                                                                Alyss.
  
   PS: Żebyście nie myśleli, że pobyt u profesora zmyśliłam proszę oto jego podpis: 

     Akurat w tym momencie kiedy skończyła pisać wszedł Snape. Popatrzył w jej stronę i zapytał:
-Skończyłaś?
-Tak. -Odpowiedziała i podała mu list aby mógł przeczytać. Po jakimś czasie skinął głową.
-W porządku. -Powiedział i znikąd w jego ręce pojawiło się krucze pióro. Złożył podpis i oddał jej list. Ta machnęła krótko różdżką wyczarowując kopertę. Napisała na niej to co było wymagane i poszła do swojego pokoju. Był to dość mały pokój, ale nie narzekała, był o wiele bardziej przytulny niż jej pokój i nie miał żelaznych drzwi, mogła wychodzić kiedy chciała, ale nie mogła chodzić po Hogwarcie z wiadomych przyczyn. W wersji oficjalnej mocno zachorowała i zabrali ją do szpitala Świętego Munga. Podała list Pierogowi i poczekała aż ten wyleci. Następnie aportowała się na Pokątną aby przejść do Nokturnu.

  Mogła wychodzić na Pokątną i w ostateczności na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu, w końcu niedługo to miało być jej miejsce, gdzie nikt nie będzie na nią patrzył jak na dziwaka. Wiedziała, że Zewnętrzny jak i Wewnętrzny Krąg wie o tym, że niedługo ma zostać śmierciożercą. Jej rodzice byli bardzo wysoko w szeregach Czarnego Pana i robili wszystko aby o niej było słychać.Właśnie przechadzała się Ulicą Śmiertelnego Nokturnu rozglądając się po sklepach. Po drodze spotkała Bellatricks, od której odchodzili szybko ci, którzy bali się o swoje życie. Pierwsze co zrobiła to szarpnęła ją i zabrała do alejki pomiędzy uliczkami, przycisnęła do ściany i do podbródka przyłożyła różdżkę. Alyss zachowała kamienną twarz i wpatrywała się w nią.
-Więc to ty jesteś córką Tobiasza i Julie Blackeagle. -Powiedziała głosem szaleńca i uśmiechnęła się.
-Piękne powitanie. -Odpowiedziała patrząc się na różdżkę, którą ta zabrała - Tak, to ja. Alyss.
-Czyli przyjmujesz Znak jak Draco uczestniczy w Ceremonii Wtajemniczenia. A kiedy jest twoja? Przyjdę i popatrzę. -Odparła już normalnym głosem i popatrzyła się na nią.
-Jest dwa tygodnie wcześniej dwunastego lipca.
-Świetnie, mów mi Bella. -Powiedziała z normalnym uśmiechem.
-Al, Bello. -Odparła uśmiechając się lekko.
-No dobra, muszę już iść, do zobaczenia... Al.
-Do zobaczenia, Bello. -Odparła i kiedy ta odeszła aportowała się do swojego pokoju. I rozejrzała się po nim. Był to mały pokój z dużym, czarnym łożem, czarną szafą, dwoma obitymi czarną skórą fotelami stojącymi przy białym, małym stoliku. Naprzeciw foteli był kamienny kominek i obok niego jeden obraz, który ona sama namalowała. Podłoga była z czarnego drewna a ściany w białym kolorze. Obok łóżka stała mała komoda w czarnym kolorze, na niej stała klatka Pieroga i lampka nocna.
   Zdążyła się już rozgościć i w szafie były już jej ubrania a przed łóżkiem stał jej kufer z rzeczami. Zmęczona opadła na łóżko myśląc o dzisiejszym dniu.

♦•♦•♦•♦

  Severus Snape pracował w swoim laboratorium nad niestabilnym eliksirem na jad Nagini. Nadal nie zdołał znaleźć kolejnych składników i wszystkie, które próbował dodać albo wybuchały, albo eliksir zamieniał się w wodę - był bezużyteczny. Właśnie dodał sproszkowany róg jednorożca aby spróbować według innej receptury. Jak się spodziewał eliksir zamienił się w wodę.
   Westchnął zirytowany i opadł na krzesło. Może na prawdę ona powinna mu pomóc? Jak słyszał od niej zapisała się na studia i dąży do bycia Mistrzynią Eliksirów. Co prawda wycofał jej praktyki, ale znalazła innego Mistrza i od niego się w wolnym czasie uczyła. Tylko co ma jej powiedzieć? 'Dobry Wieczór, Alyss. Chciałem cię zapytać czy nie pomogła byś w moim super-mega-tajnym eliksirze, nad którym pracuję ponad pieprzony rok?' Nie. Na pewno nie. A w ogóle co z nią? Westchnął i wstał. Następnie udał się do jej pokoju, który jak zawsze kiedy przychodził, był pusty. Westchnął ciężko po raz kolejny i poszedł do swojej biblioteki, wybrał kilka książek i usiadł na kanapie w salonie. Następnie zagłębił się w lekturze i nawet nie zobaczył jak dziewczyna wychodzi z pokoju i przez chwilę ciekawie mu się przygląda. Wreszcie odwraca wzrok i przechodzi do kuchni by chwilę potem wrócić z kubkiem herbaty. Stanęła w miejscu pociągając łyk i uśmiechnęła się lekko, podeszła od tyłu kanapy i zapytała:
-Co czytasz? -Zaśmiała się na jego reakcję, która była błyskawiczna. Odskoczył aż książka spadła na podłogę i wyciągnął szybko różdżkę by po chwili uświadomić sobie, że to tylko ona i, że się z niego nabija. Westchnął zirytowany i schował ją, następnie zmiażdżył ją spojrzeniem i usiadł z powrotem podnosząc książkę z ziemi.
-Kiedy wróciłaś?
-Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie. -Powiedziała rozbawiona, ale dodała po chwili - Przed chwilą, ale nadal nie odpowiedziałeś. Myślałam, że znasz te książki na pamięć.
Zawahał się przez chwilę, ale zrezygnował: - Znam, ale... Ostatnio pracuję nad jednym eliksirem. Jest cholernie niestabilny i cały czas albo zamienia się w wodę, albo wybucha, albo nie wiem co jeszcze.
-I potrzebujesz pomocy, ale nigdy się do tego nie przyznasz, ani nie było tematu. -Dokończyła za niego uśmiechając się.
-Tak i nie. Był temat i tak, potrzebuje pomocy, bo tego w życiu nie skończę.
-To ten super-tajny eliksir, nad którym od zawsze pracujesz? -Zapytała rozbawiona.
-Tak. -Odpowiedział lakonicznie.
-A mogę wiedzieć po co ci on?
-Zadajesz za dużo pytań. - Westchnięcie - Widzisz, Czarny Pan, coraz częściej kara swoim wężem, Nagini. Staram się opracować Antidotum na jej truciznę i Eliksir na skutki uboczne Cruciatusa, który po za tym ci też, za pewne, niedługo się przyda.
-Rozumiem, że w pierwszym jest problem, a ten drugi dajesz radę.
-Nie do końca. drugi wymaga dwóch osób i nikogo nie mogłem przekonać, ale pomimo to daję radę. I tak, w pierwszym jest cholerny problem, że nie potrafię zrobić nic więcej stabilnego jak podstawę.
-Zgoda, pomogę ci. -Odparła po chwili namysłu - Teraz, czy później?
-Najlepiej teraz. Nigdy nie wiem, kiedy będzie chciał zwołać zebranie...
-Okej. Nie tłumacz się. Wezmę tylko się przebiorę. -Powiedziała i poszła do swojego pokoju by po chwili wrócić z niego w ubraniu odpornym na eliksiru wszelakiego rodzaju. Spięła włosy w kitkę i Snape stwierdził, że wygląda bardzo... Kurwa mać. Nie! Ty jesteś jej nauczycielem o 16* lat starszym! Dopiero co wrócił Voldemort a ty już szukasz kogoś?! Uspokoił się i skinął do niej aby udać się do laboratorium.
-No to, od czego mam zacząć?
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*16 - Czwarty rok Harry'ego w Hogwarcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz