Alyss obudziła się kolejnego dnia o bardzo wczesnej porze jak to miała w zwyczaju. Jej czarny kot Prymus jeszcze spał i najwyraźniej w śnie gdzieś biegł bo machał łapkami w powietrzu. Uśmiechnęła się na ten widok i wstała powoli z łóżka. Wzięła ze sobą czarną koszulę, spodnie i adidasy oraz krawat w barwach Slytherinu* i weszła pod prysznic. Następnie rzuciła na siebie zaklęcie suszące i ubrała się w wcześniej wybrane rzeczy. Wyszła z łazienki zawiązując dokładnie krawat i zabrała się za zabieranie potrzebnych rzeczy na praktyki, w tym ciepłego swetra bo w Lochach wiadomo, było zimno. Przygotowała również ubrania, które nie spalą się od eliksirów. Pomyślała o nich i wcześniej kupiła je na Pokątnej w aptece. Wzięła również kilka przydatnych książek i tak spakowaną torbę odłożyła przy łóżku. Była sobota i nie było zajęć. Rozczesała włosy i udała się do Pokoju Wspólnego. Kiedy się wyrobiła była godzina siódma Ksawery jeszcze spał więc nie myśląc więcej
zrzuciła wszystkie jego mizerne zaklęcia obronne i weszła do środka. Tak jak myślała Ksawery spał.
Uśmiechnęła się szatańsko i wyczarowała kubeł z zimną wodą. Następnie oddaliła się i zaklęciem przechyliła go uciekając za drzwi i śmiejąc się.
-Alyyyyssssss! -Wrzasnął i wymacał szybko różdżkę aby wysuszyć zimną wodę. Machnął myśląc o zaklęciu i po chwili zimna woda zniknęła z niego.
-Wstawaj śpiochu! Siódma! -Zawołała, wychodząc związała włosy w kitkę i ruszyła jeszcze na chwilę do biblioteki. Wybrała jedną książkę i zaczęła czytać.
Trzydzieści po siódmej spotkała Ksawerego na korytarzu.
-Przysięgam, że kiedyś osobiście wstanę o trzeciej i zrobię to samo. -Mruknął a ta zaśmiała się.
-Przygotuj się na zaklęcia odpychające. -Powiedziała odchodząc. Ruszyła przez korytarze sprawdzając jeszcze, czy nikt się z nikim nie wdał w bójkę. Po drodze wpadła na grupkę osób, które ciskały w siebie zaklęciami a prefekt z Ravenclawu próbował ich oddzielić.
-Depulso. -Mruknęła a ci odlecieli na ściany. Następnie złapała w powietrzu różdżki, które wypuścili po niespodziewanym ataku - Wynocha stąd i nie bić się więcej. Ty tam idź do Skrzydła Szpitalnego bo wda ci się zakażenie i będzie gorzej. -Powiedziała rzucając im różdżki i czekając aż od siebie odejdą. Przyglądał im się profesor Snape, wreszcie wyszedł z cienia.
-Gratuluję zapanowania nad sytuacją, panno Blackeagle.
-Dziękuje, profesorze. -Odpowiedziała i ruszyła do Wielkiej Sali.
Pchnęła drzwi i jako jedna z pierwszych usiadła przy stole Slytherinu. Zaraz za nią wszedł profesor Snape w towarzystwie McGonnagall a za nimi kilku innych Ślizgonów w tym Ksawery. Ten usiadł obok niej jak zwykle.
-Coś się działo, gdy nie patrolowałem? -Zapytał.
-A nic tam, banda kretynów z Gryffindoru się biła z Ravenclawem. -Odparła znudzona czym zarobiła na mordercze spojrzenie Minerwy McGonnagall, która przechodziła obok i rozbawione spojrzenie Snape'a. Uśmiechnęła się drwiąco do Opiekunki Domu Lwa czym zarobiła firmowe spojrzenie starej gryfonki. Usiadła wygodniej rozmawiając z Ksawerym i czekając na Cezara. W drzwiach Wielkiej Sali pojawiła się również Dewi.
-Hej, Dewa dosiądziesz się? -Zapytała.
-Jasne, Hej Ksawer.
-Siemasz. -Odezwał się robiąc miejsce dla niej. Ta usiadła obok i w drzwiach pojawił się Cezar.
-Cezar!
-O, hej ludziska. - Powiedział siadając obok Alyss.
-Cześć, Cezary. -Odparła uśmiechając się.
-Jakieś plany na wieczór, Al?
-Ta, mam praktyki ze Snape'em.
-Hej? Jak? Przecież nie przyjmuje! -Wypalił Cezar.
-Zrobił wyjątek jak powiedział. -Wzruszyła ramionami.
-No, no. Nie spodziewałem się po nim, że w ogóle kogokolwiek przyjmie przez następne dziesięć lat. -Powiedział Ksawery patrząc się na nią.
-Ha! I tu cię mam. Sam chciałeś chodzić na praktyki! - Uniosła trochę wyżej ręce w triumfie.
-Wystarczy mi wiadro zimnej wody, Al. -Mruknął.
-Chcesz? -Powiedziała uśmiechając się szatańsko i wyczarowując wiadro z zimną wodą nad jego głową.
-Aly-- Uśmiechnęła się szerzej i przechyliła wiadro, tak, że cała zawartość znalazła się znowu na jego głowie. Akurat chwilę po tym pojawiło się jedzenie na stołach. Wzięła szybko kilka tostów i wybiegła z Wielkiej Sali uciekając przed wściekłym Ksawerym, chwilę potem zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i uciekła do swojego pokoju.
zrzuciła wszystkie jego mizerne zaklęcia obronne i weszła do środka. Tak jak myślała Ksawery spał.
Uśmiechnęła się szatańsko i wyczarowała kubeł z zimną wodą. Następnie oddaliła się i zaklęciem przechyliła go uciekając za drzwi i śmiejąc się.
-Alyyyyssssss! -Wrzasnął i wymacał szybko różdżkę aby wysuszyć zimną wodę. Machnął myśląc o zaklęciu i po chwili zimna woda zniknęła z niego.
-Wstawaj śpiochu! Siódma! -Zawołała, wychodząc związała włosy w kitkę i ruszyła jeszcze na chwilę do biblioteki. Wybrała jedną książkę i zaczęła czytać.
Trzydzieści po siódmej spotkała Ksawerego na korytarzu.
-Przysięgam, że kiedyś osobiście wstanę o trzeciej i zrobię to samo. -Mruknął a ta zaśmiała się.
-Przygotuj się na zaklęcia odpychające. -Powiedziała odchodząc. Ruszyła przez korytarze sprawdzając jeszcze, czy nikt się z nikim nie wdał w bójkę. Po drodze wpadła na grupkę osób, które ciskały w siebie zaklęciami a prefekt z Ravenclawu próbował ich oddzielić.
-Depulso. -Mruknęła a ci odlecieli na ściany. Następnie złapała w powietrzu różdżki, które wypuścili po niespodziewanym ataku - Wynocha stąd i nie bić się więcej. Ty tam idź do Skrzydła Szpitalnego bo wda ci się zakażenie i będzie gorzej. -Powiedziała rzucając im różdżki i czekając aż od siebie odejdą. Przyglądał im się profesor Snape, wreszcie wyszedł z cienia.
-Gratuluję zapanowania nad sytuacją, panno Blackeagle.
-Dziękuje, profesorze. -Odpowiedziała i ruszyła do Wielkiej Sali.
Pchnęła drzwi i jako jedna z pierwszych usiadła przy stole Slytherinu. Zaraz za nią wszedł profesor Snape w towarzystwie McGonnagall a za nimi kilku innych Ślizgonów w tym Ksawery. Ten usiadł obok niej jak zwykle.
-Coś się działo, gdy nie patrolowałem? -Zapytał.
-A nic tam, banda kretynów z Gryffindoru się biła z Ravenclawem. -Odparła znudzona czym zarobiła na mordercze spojrzenie Minerwy McGonnagall, która przechodziła obok i rozbawione spojrzenie Snape'a. Uśmiechnęła się drwiąco do Opiekunki Domu Lwa czym zarobiła firmowe spojrzenie starej gryfonki. Usiadła wygodniej rozmawiając z Ksawerym i czekając na Cezara. W drzwiach Wielkiej Sali pojawiła się również Dewi.
-Hej, Dewa dosiądziesz się? -Zapytała.
-Jasne, Hej Ksawer.
-Siemasz. -Odezwał się robiąc miejsce dla niej. Ta usiadła obok i w drzwiach pojawił się Cezar.
-Cezar!
-O, hej ludziska. - Powiedział siadając obok Alyss.
-Cześć, Cezary. -Odparła uśmiechając się.
-Jakieś plany na wieczór, Al?
-Ta, mam praktyki ze Snape'em.
-Hej? Jak? Przecież nie przyjmuje! -Wypalił Cezar.
-Zrobił wyjątek jak powiedział. -Wzruszyła ramionami.
-No, no. Nie spodziewałem się po nim, że w ogóle kogokolwiek przyjmie przez następne dziesięć lat. -Powiedział Ksawery patrząc się na nią.
-Ha! I tu cię mam. Sam chciałeś chodzić na praktyki! - Uniosła trochę wyżej ręce w triumfie.
-Wystarczy mi wiadro zimnej wody, Al. -Mruknął.
-Chcesz? -Powiedziała uśmiechając się szatańsko i wyczarowując wiadro z zimną wodą nad jego głową.
-Aly-- Uśmiechnęła się szerzej i przechyliła wiadro, tak, że cała zawartość znalazła się znowu na jego głowie. Akurat chwilę po tym pojawiło się jedzenie na stołach. Wzięła szybko kilka tostów i wybiegła z Wielkiej Sali uciekając przed wściekłym Ksawerym, chwilę potem zatrzasnęła mu drzwi przed nosem i uciekła do swojego pokoju.
♦•♦•♦•♦
-Nazwała Gryfonów bandą kretynów! -Zawołała McGonnagall siadając na miejscu.
-A jest inaczej? -Udał zdziwienie i uśmiechnął się jadowicie.
-Jest. Nie są bandą kretynów to może po pierwsze. -Odparła obrażona.
-Nie wiedziałem!
-Severusie! Bo będę zmuszona odjąć jej za to punkty i przydzielić szlaban!
-To osobiście zwolnię ją z tego szlabanu z powodu praktyk i odejmę kolejne punkty Gryffindorowi. -Odparł zadowolony z miny McGonnagall, która wyglądała jakby ktoś ją dźgnął w oko.
-Czekaj. Czy ja się nie przesłyszałam? Przyjąłeś ją na praktyki?
-Odkryłaś Amerykę, Minerwo. Brawo za spostrzegawczość. -Powiedział jadowicie i już miał się odezwać kiedy jego uwagę przykuła sama Alyss. Wyczarowała kubeł z zimną wodą i Ksawery protestował. Przechyliła go i uciekła z tostami w ręce. Minerwa wcześniej podążyła za jego spojrzeniem i teraz zwijała się ze śmiechu, kiedy Ksawery zaczął ją gonić. Była niesamowicie szybka i zwinna, uniknęła kilku zaklęć naraz - od galaretowatych nóg po łaskoczące i wybiegła z Wielkiej Sali eleganckim ruchem zamykając mu drzwi przed nosem. Zaraz po tym jak Ksawery wpadł na drzwi Severus parsknął. Ta dziewczyna ma ruchy.
-A jest inaczej? -Udał zdziwienie i uśmiechnął się jadowicie.
-Jest. Nie są bandą kretynów to może po pierwsze. -Odparła obrażona.
-Nie wiedziałem!
-Severusie! Bo będę zmuszona odjąć jej za to punkty i przydzielić szlaban!
-To osobiście zwolnię ją z tego szlabanu z powodu praktyk i odejmę kolejne punkty Gryffindorowi. -Odparł zadowolony z miny McGonnagall, która wyglądała jakby ktoś ją dźgnął w oko.
-Czekaj. Czy ja się nie przesłyszałam? Przyjąłeś ją na praktyki?
-Odkryłaś Amerykę, Minerwo. Brawo za spostrzegawczość. -Powiedział jadowicie i już miał się odezwać kiedy jego uwagę przykuła sama Alyss. Wyczarowała kubeł z zimną wodą i Ksawery protestował. Przechyliła go i uciekła z tostami w ręce. Minerwa wcześniej podążyła za jego spojrzeniem i teraz zwijała się ze śmiechu, kiedy Ksawery zaczął ją gonić. Była niesamowicie szybka i zwinna, uniknęła kilku zaklęć naraz - od galaretowatych nóg po łaskoczące i wybiegła z Wielkiej Sali eleganckim ruchem zamykając mu drzwi przed nosem. Zaraz po tym jak Ksawery wpadł na drzwi Severus parsknął. Ta dziewczyna ma ruchy.
♦•♦•♦•♦
-Ha! Nie wejdziesz tu! -Zawołała zza drzwi gdy ten próbował wejść do środka.
-Wygrałaś, chodź wrócimy na śniadanie, nie ma co.
-Jasne, tylko nie próbuj mi oddać. -Odparła wychylając się lekko zza drzwi, jak się spodziewała.
-Aquimenti! -Strumień zimnej wody oblał ją.
-Ksawer! -Prychnęła ze złością i machnięciem różdżki wysuszyła się następnie chłopak otrzymał kopniaka w łydkę.
-Okej, możemy wracać?
-Ta, chodź. -Powiedziała i ruszyli razem do Wielkiej Sali rozmawiając.
-Słuchaj, Ksawer. Snape prosił, żebyście się trochę wzięli do roboty. Jeżeli będę musiała będę was pilnować.
-No spoko, mnie nie musisz przekonywać. Z Cezarem będzie trudniej.
-Spodziewam się. -Westchnęła i weszli do Wielkiej Sali. Usiedli na zwykłym miejscu i zaczęli rozmawiać z resztą.
-Cezar, słuchaj.
-Słucham, mała. -Odpowiedział.
-Weź się za siebie co? Ksawery może ci pomóc. Wiesz, Snape i te sprawy.
-Aham, rozumiem. -Tu spojrzał na nią znad tosta, którego smarował - I jak wasz bój?
-2:1. -Odparł Ksawer uśmiechając się i czochrając Alyss po włosach. Ta uśmiechnęła się i zaatakowała żebro wyższego od niej chłopaka. Następnie ruchem ręki przygładziła włosy i poprawiła fryzurę.
-Od kiedy masz kolczyk w brwi i tatuaże oraz te trzy kolczyki w jednym uchu? -Zapytała Dewi.
-Na szesnaste urodziny rodzice dali mi pieniądze. Nie miałam co ze sobą zrobić. -Wzruszyła ramionami.
Jeszcze przed końcem śniadania, Alyss pożegnała się z resztą i poszła do swojego pokoju. Wzięła książki z zajęć i poszła do biblioteki aby zająć się pracą domową. Pani Pince jak zawsze powitała ją uśmiechając się na jej widok.
-Szukasz czegoś, Alyss?
-Jestem tutaj aby zrobić prace domowe, dziękuję, pani Pince. -Odpowiedziała i zajęła zwykły stolik, gdzie najczęściej odrabiała prace i czytała książki albo po prostu siedziała rozmawiając przy dobrej lekturze. Teraz główkowała nad esejem z eliksirów i transmutacji. Esej z eliksirów był banalny, gdyż był o Afrodyzjakach. Ich zastosowanie i dlaczego Amortencja działa jak działa i jaki ma dla ciebie zapach. Pierwsze dwa napisała bez problemu, ale żeby się dowiedzieć jak odpowiedzieć na trzeci potrzebowała Amortencję. No nic, Pokój Życzeń.
Napisała jeszcze esej z transmutacji i odrobiła resztę i podziękowała Pani Pince i ruszyła do Pokoju Życzeń. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Myślała przechodząc i pojawiły się srebrne drzwi. Pchnęła je i zajęła miejsce w małej pracowni. Wlała wodę do kociołka i zabrała się za Amortencję. Po dwóch godzinach pracy udało jej się uwarzyć ją.
-Jesienne powietrze, takie po deszczu,... Róże,... Mięta i Kakao. Haha. Ciekawie. -Mruknęła pod nosem i zapisała to na pergaminie. Następnie wyszła z Pokoju Życzeń. Pora obiadowa? Już? Zdziwiła się i ruszyła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce pomiędzy chłopakami i wdała się w rozmowę.
-I jak? Udało wam się uzyskać odpowiedź do trzeciego w eseju z eliksirów? -Zapytał Cezar.
-Ta.
-To może zacznę. Ja czuję drewno, jakieś nie wiem, świeża trawa i chyba lawenda.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, mięta i kakao. -Odparła.
-Ja nie wiem. -Powiedział Ksawer.
-Okej, a ty Dewi?
-Bez, cynamon i kawa.
Porozmawiali jeszcze chwilę i kiedy się najedli znowu się rozdzielili. Siedemnasta powoli mijała i Alyss postanowiła coś porysować. Weszła do Pokoju Wspólnego i następnie do jej własnego. Zrobiła delikatny szkic i poprawiła go czarnym flamastrem nadając kształt cienkopisem. Praca powoli zaczęła nabierać kształtu. Dodała kilka kolorów i odczekała chwilę. Następnie znowu poprawiła kilka rzeczy cienkopisem i flamastrem dodała trochę linii. Kiedy skończyła jej praca była dopracowana w każdym szczególe, biały królik odznaczał się na zielonej trawie, którą wesoło wcinał. Odeszła kawałek aby popatrzeć na efekt. Spojrzała na zegarek. Siódma. W pół do ósmej. Westchnęła i wzięła spakowaną wcześniej torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do Lochów. Z wieży Prefektów Naczelnych był to kawał drogi, ale doszła równo o ósmej. Następnie zapukała w drzwi.
-Wejdź. -Usłyszała i weszła do środka zamykając drzwi za sobą.
-Dobry wieczór, profesorze. -Ten skinął głową.
-Zanim zaczniemy, potrzebny będzie twój podpis. Już zająłem się rejestracją na uczelni, zaraz po siedmiu latach praktyk zdajesz tam test końcowy.
-Dziękuje, profesorze.
-Nie ma za co dziękować, a teraz podpisz tu. -Powiedział wskazując dół pergaminu. Przywołała swoje pióro i złożyła krótki podpis. Zmięła je w palcach a te zniknęło. Następnie oddaliła się i usiadła na krześle przed biurkiem Snape'a. Ten po chwili milczenia zaczął:
-Spędzimy razem kolejne siedem lat, więc proponuję, aby przestać z formułkami grzecznościowymi i po prostu mówić sobie po imieniu, oczywiście, wtedy kiedy jesteś w tym gabinecie na praktykach. A najlepiej abyś nie układała wszystkiego w głowie i mówiła prosto z mostu.
-Akurat to nie będzie trudne. -Odparła.
-Wracając do praktyk, pierwszym eliksirem będzie Szkiele-Wzro.
-Inspiracja zanikiem kości u Pottera? -Zapytała rozbawiona i zabrała się do pracy wcześniej zakładając sweter w białe i szare pasy.
-Wygrałaś, chodź wrócimy na śniadanie, nie ma co.
-Jasne, tylko nie próbuj mi oddać. -Odparła wychylając się lekko zza drzwi, jak się spodziewała.
-Aquimenti! -Strumień zimnej wody oblał ją.
-Ksawer! -Prychnęła ze złością i machnięciem różdżki wysuszyła się następnie chłopak otrzymał kopniaka w łydkę.
-Okej, możemy wracać?
-Ta, chodź. -Powiedziała i ruszyli razem do Wielkiej Sali rozmawiając.
-Słuchaj, Ksawer. Snape prosił, żebyście się trochę wzięli do roboty. Jeżeli będę musiała będę was pilnować.
-No spoko, mnie nie musisz przekonywać. Z Cezarem będzie trudniej.
-Spodziewam się. -Westchnęła i weszli do Wielkiej Sali. Usiedli na zwykłym miejscu i zaczęli rozmawiać z resztą.
-Cezar, słuchaj.
-Słucham, mała. -Odpowiedział.
-Weź się za siebie co? Ksawery może ci pomóc. Wiesz, Snape i te sprawy.
-Aham, rozumiem. -Tu spojrzał na nią znad tosta, którego smarował - I jak wasz bój?
-2:1. -Odparł Ksawer uśmiechając się i czochrając Alyss po włosach. Ta uśmiechnęła się i zaatakowała żebro wyższego od niej chłopaka. Następnie ruchem ręki przygładziła włosy i poprawiła fryzurę.
-Od kiedy masz kolczyk w brwi i tatuaże oraz te trzy kolczyki w jednym uchu? -Zapytała Dewi.
-Na szesnaste urodziny rodzice dali mi pieniądze. Nie miałam co ze sobą zrobić. -Wzruszyła ramionami.
Jeszcze przed końcem śniadania, Alyss pożegnała się z resztą i poszła do swojego pokoju. Wzięła książki z zajęć i poszła do biblioteki aby zająć się pracą domową. Pani Pince jak zawsze powitała ją uśmiechając się na jej widok.
-Szukasz czegoś, Alyss?
-Jestem tutaj aby zrobić prace domowe, dziękuję, pani Pince. -Odpowiedziała i zajęła zwykły stolik, gdzie najczęściej odrabiała prace i czytała książki albo po prostu siedziała rozmawiając przy dobrej lekturze. Teraz główkowała nad esejem z eliksirów i transmutacji. Esej z eliksirów był banalny, gdyż był o Afrodyzjakach. Ich zastosowanie i dlaczego Amortencja działa jak działa i jaki ma dla ciebie zapach. Pierwsze dwa napisała bez problemu, ale żeby się dowiedzieć jak odpowiedzieć na trzeci potrzebowała Amortencję. No nic, Pokój Życzeń.
Napisała jeszcze esej z transmutacji i odrobiła resztę i podziękowała Pani Pince i ruszyła do Pokoju Życzeń. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Chcę laboratorium do eliksirów. Myślała przechodząc i pojawiły się srebrne drzwi. Pchnęła je i zajęła miejsce w małej pracowni. Wlała wodę do kociołka i zabrała się za Amortencję. Po dwóch godzinach pracy udało jej się uwarzyć ją.
-Jesienne powietrze, takie po deszczu,... Róże,... Mięta i Kakao. Haha. Ciekawie. -Mruknęła pod nosem i zapisała to na pergaminie. Następnie wyszła z Pokoju Życzeń. Pora obiadowa? Już? Zdziwiła się i ruszyła do Wielkiej Sali. Zajęła miejsce pomiędzy chłopakami i wdała się w rozmowę.
-I jak? Udało wam się uzyskać odpowiedź do trzeciego w eseju z eliksirów? -Zapytał Cezar.
-Ta.
-To może zacznę. Ja czuję drewno, jakieś nie wiem, świeża trawa i chyba lawenda.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, mięta i kakao. -Odparła.
-Ja nie wiem. -Powiedział Ksawer.
-Okej, a ty Dewi?
-Bez, cynamon i kawa.
Porozmawiali jeszcze chwilę i kiedy się najedli znowu się rozdzielili. Siedemnasta powoli mijała i Alyss postanowiła coś porysować. Weszła do Pokoju Wspólnego i następnie do jej własnego. Zrobiła delikatny szkic i poprawiła go czarnym flamastrem nadając kształt cienkopisem. Praca powoli zaczęła nabierać kształtu. Dodała kilka kolorów i odczekała chwilę. Następnie znowu poprawiła kilka rzeczy cienkopisem i flamastrem dodała trochę linii. Kiedy skończyła jej praca była dopracowana w każdym szczególe, biały królik odznaczał się na zielonej trawie, którą wesoło wcinał. Odeszła kawałek aby popatrzeć na efekt. Spojrzała na zegarek. Siódma. W pół do ósmej. Westchnęła i wzięła spakowaną wcześniej torbę. Zarzuciła ją na ramię i ruszyła do Lochów. Z wieży Prefektów Naczelnych był to kawał drogi, ale doszła równo o ósmej. Następnie zapukała w drzwi.
-Wejdź. -Usłyszała i weszła do środka zamykając drzwi za sobą.
-Dobry wieczór, profesorze. -Ten skinął głową.
-Zanim zaczniemy, potrzebny będzie twój podpis. Już zająłem się rejestracją na uczelni, zaraz po siedmiu latach praktyk zdajesz tam test końcowy.
-Dziękuje, profesorze.
-Nie ma za co dziękować, a teraz podpisz tu. -Powiedział wskazując dół pergaminu. Przywołała swoje pióro i złożyła krótki podpis. Zmięła je w palcach a te zniknęło. Następnie oddaliła się i usiadła na krześle przed biurkiem Snape'a. Ten po chwili milczenia zaczął:
-Spędzimy razem kolejne siedem lat, więc proponuję, aby przestać z formułkami grzecznościowymi i po prostu mówić sobie po imieniu, oczywiście, wtedy kiedy jesteś w tym gabinecie na praktykach. A najlepiej abyś nie układała wszystkiego w głowie i mówiła prosto z mostu.
-Akurat to nie będzie trudne. -Odparła.
-Wracając do praktyk, pierwszym eliksirem będzie Szkiele-Wzro.
-Inspiracja zanikiem kości u Pottera? -Zapytała rozbawiona i zabrała się do pracy wcześniej zakładając sweter w białe i szare pasy.
♦•♦•♦•♦
Ze zdziwieniem Severus stwierdził, że ma ruchy godne Mistrza Eliksirów czego jej, oczywiście nie powiedział. Kiedy dodała przedostatni składnik miała chwilę dla siebie, gdyż ten musiał postać na ogniu jakieś piętnaście minut. Wiedziała, że Snape'a nie jest łatwo wdać w rozmowę więc po prostu obserwowała kociołek.
Severus mimo, że robił co innego obserwował ją kątem oka. Nudziła się i bawiła piórem, które znikąd wyczarowała bez użycia różdżki. Zauważył, że od ostatniego roku przebiła sobie brew kolczykiem, tak samo jak i w jednym uchu miała trzy. Zrobiła sobie tatuaże, które były z czaszkami i różami, tylko jeden przykuł jego uwagę - czarna róża na jej szyi po lewej stronie. Odwrócił jednak wzrok i wybrał kilka potrzebnych składników. Pracował nad Eliksirem na Jad Nagini. Była to ważna misja, gdyż już za dwa lata miała się odbyć wojna pomiędzy stronami. Voldemort karał coraz częściej jako kolacja lub obiad jego węża.
Przeszedł do swojego biurka, na którym stał kociołek z podstawą do tego eliksiru. Jedyne co udało mu się odnaleźć, co by mu nie wybuchało w twarz albo gorzej to właśnie podstawa. Zauważył ciekawskie spojrzenie Alyss i przygotował się na pytanie.
-Co ważysz? -Zapytała.
-Nie mogę cię dopuścić do tego.
-Rozumiem, a mogę chociaż wiedzieć po co to jest? -Tu Snape spojrzał na nią znad kociołka.
-Nie.
-Szkoda. -Uśmiechnęła się i wróciła do pracy nad eliksirem. Zauważył, że dodawała składniki, które pozwalają żeby eliksir był bardziej użyteczny i żeby szybciej działał. Używała również takich, które przyśpieszają proces tworzenia. A sam fakt, że się do niego uśmiechnęła to było już coś. Otrząsnął się z tych myśli i zajął się na powrót eliksirem. Po jakichś piętnastu minutach Alyss oznajmiła, że skończyła. Ten patrzył się przez chwilę przed siebie a potem się otrząsnął i powiedział:
-No to wystarczy ci jeszcze czasu na przyśpieszoną Amortencję. -Odparł uśmiechając się drwiąco. Skinęła głową i bez słowa udała się do magazynu skąd wzięła potrzebne składniki. Przelała Szkiele-Wzro do fiolek, które wyczarowała i położyła je na biurku. Następnie wyczyściła kociołek jednym ruchem różdżki i wlała do niego wodę. Kolejno siekała i przygotowywała składniki zanim woda nabrała odpowiedniej temperatury. Robiła to wszystko dokładnie i już po chwili zabrała się za wywar.
-Skończyłam. -Odparła po chwili, która w rzeczywistości była dwoma godzinami. Snape westchnął i wstał podchodząc aby sprawdzić jej wywar. Ku jego zdziwieniu był zrobiony doskonale.
-Co czujesz? -Zapytał kiedy odchylił się znad kociołka i odszedł kawałek.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, miętę i kakao, a ty?
-Jakiś rodzaj perfum. Sam nie wiem jakich. -Tu spojrzał na zegar - Czas już się skończył. Przelej Amortencję do fiolek i poczekaj. Odprowadzę cię do wieży, mała ilość osób wie, że masz praktyki a jest ostro po ciszy nocnej. -Odparł.
♦•♦•♦•♦
-Dziękuję. -Powiedziała i wyczarowała kolejne fiolki. Następnie sprawnymi ruchami przelała eliksir do nich i odłożyła na biurko profesora. Poczekała chwilę na Snape'a i ruszyła razem z nim do Wieży Prefektów Naczelnych. Po przejściu odległości dzielącej Lochy z wieżą Alyss zapytała się:
-Kiedy kolejne praktyki, profesorze?
-Jutro o tej samej porze, panno Blackeagle. Jak wiem, nie macie treningów w wolne weekendy.
-Tak, nie mamy. Raz jeszcze, dziękuję, profesorze za przyjęcie na te praktyki. Dobranoc. -Powiedziała wchodząc do Pokoju Wspólnego Prefektów. Zastała tam Ksawerego, który ku jej zdziwieniu czytał jakąś książkę.
-Hej, Ksawer. Coś się stało? To nie codzienny widok widzieć cię z nosem w książce.
-Cześć, jak tam na pierwszych praktykach? -Zapytał odkładając książkę.
-Dwa proste eliksiry, a właśnie. -Zaczęła grzebać w torbie i wyciągnęła fiolkę Amortencji - Możesz teraz zrobić zadanie na eliksiry. -Powiedziała.
-Dzięki! Jesteś wspaniała!
-Bez podlizywania się mi tu! -Zawołała i podała mu fiolkę. Ten od razu otworzył ją i powąchał - Co czujesz?
-Trawa, lilie, piwo, szampan i szampon do włosów? Haha. -Powiedział i zapisał to od razu na eseju z eliksirów, zaraz potem zwrócił się do niej: - Jutro też masz praktyki?
-Tak, o tej samej porze i za pewne znowu do północy. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. Branoc.
-Ta, branoc. -Odparł nadal zawzięcie coś czytając.
Ta udała się do swojego pokoju a gdy była już w środku, na wszelki wypadek założyła zaklęcia obronne, o wiele silniejsze od tych, które rzucał Ksawery w tym odpychające i tym podobne. Udała się do łazienki ogarnąć się i przygotowała strój na jutro - turkusowy tank top, czarną, skórzaną kamizelkę, czarne długie spodnie i czarne trampki oraz wiadomo, krawat w barwach Slytherinu. Następnie rzuciła zaklęcie zmieniające kolor na pasemka, te zmieniły się na trzy odcienie niebieskiego. Zadowolona z efektu weszła pod kołdrę i chwilę potem zasnęła.
Obudziła się kolejnego dnia, za oknem była dość ładna pogoda, nie padało był lekki wietrzyk i świeciło słońce przysłonięte kilkoma chmurami - idealna pogoda na wycieczkę do Hogsemade. Wstała w dość dobrym humorze i poszła pod prysznic. Kiedy już się ogarnęła założyła na siebie ubrania i pognała do sypialni Ksawerego, jak zawsze obłożoną mizernymi zaklęciami. Zrzuciła je i weszła do środka budząc go już mniej brutalnie niż ostatnio.
-Ksawer, wstawaj! Piękny dzień a ty leżysz! -Mówiła potrząsając nim. Po chwili wreszcie otworzył oczy i półprzytomny zapytał:
-Alyss?
-Hm?
-Co ty do cholery robisz? Jest ledwo szósta!
-Spójrz za okno. -Powiedziała głową wskazując okno nad jego komodą. Ten spojrzał tam - I? Wychodzisz?
-No, dobra. -Ziewnięcie - Już. A tak nawiasem mówiąc.
-Ha?
-Pójdziesz ze mną do Hogsmeade? Wziąłbym jeszcze Virgo.
-Chodzi ci o kota? Tego tam?
-Ta. -Chwilę przeniósł spojrzenie na kociaka i znów na nią - To idziesz?
-Jasne, wezmę Prymusa, niech sobie połazi.
-Też kot?
-Nie udawaj, że nie wiesz. Nie wychodzi ci to, Ksawer, przecież mam go od pierwszego roku!
-No dobra, dobra. Wyjdź jak możesz.
-Okej. -Powiedziała wychodząc. Zapowiadał się na prawdę cudowny dzień.
♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦
*- W moim opowiadaniu są tylko krawaty i szaliki na zmianę pogody. Uznałam, że mundurki będą zbędne.
Przeszedł do swojego biurka, na którym stał kociołek z podstawą do tego eliksiru. Jedyne co udało mu się odnaleźć, co by mu nie wybuchało w twarz albo gorzej to właśnie podstawa. Zauważył ciekawskie spojrzenie Alyss i przygotował się na pytanie.
-Co ważysz? -Zapytała.
-Nie mogę cię dopuścić do tego.
-Rozumiem, a mogę chociaż wiedzieć po co to jest? -Tu Snape spojrzał na nią znad kociołka.
-Nie.
-Szkoda. -Uśmiechnęła się i wróciła do pracy nad eliksirem. Zauważył, że dodawała składniki, które pozwalają żeby eliksir był bardziej użyteczny i żeby szybciej działał. Używała również takich, które przyśpieszają proces tworzenia. A sam fakt, że się do niego uśmiechnęła to było już coś. Otrząsnął się z tych myśli i zajął się na powrót eliksirem. Po jakichś piętnastu minutach Alyss oznajmiła, że skończyła. Ten patrzył się przez chwilę przed siebie a potem się otrząsnął i powiedział:
-No to wystarczy ci jeszcze czasu na przyśpieszoną Amortencję. -Odparł uśmiechając się drwiąco. Skinęła głową i bez słowa udała się do magazynu skąd wzięła potrzebne składniki. Przelała Szkiele-Wzro do fiolek, które wyczarowała i położyła je na biurku. Następnie wyczyściła kociołek jednym ruchem różdżki i wlała do niego wodę. Kolejno siekała i przygotowywała składniki zanim woda nabrała odpowiedniej temperatury. Robiła to wszystko dokładnie i już po chwili zabrała się za wywar.
-Skończyłam. -Odparła po chwili, która w rzeczywistości była dwoma godzinami. Snape westchnął i wstał podchodząc aby sprawdzić jej wywar. Ku jego zdziwieniu był zrobiony doskonale.
-Co czujesz? -Zapytał kiedy odchylił się znad kociołka i odszedł kawałek.
-Jesienne powietrze po deszczu, róże, miętę i kakao, a ty?
-Jakiś rodzaj perfum. Sam nie wiem jakich. -Tu spojrzał na zegar - Czas już się skończył. Przelej Amortencję do fiolek i poczekaj. Odprowadzę cię do wieży, mała ilość osób wie, że masz praktyki a jest ostro po ciszy nocnej. -Odparł.
♦•♦•♦•♦
-Dziękuję. -Powiedziała i wyczarowała kolejne fiolki. Następnie sprawnymi ruchami przelała eliksir do nich i odłożyła na biurko profesora. Poczekała chwilę na Snape'a i ruszyła razem z nim do Wieży Prefektów Naczelnych. Po przejściu odległości dzielącej Lochy z wieżą Alyss zapytała się:
-Kiedy kolejne praktyki, profesorze?
-Jutro o tej samej porze, panno Blackeagle. Jak wiem, nie macie treningów w wolne weekendy.
-Tak, nie mamy. Raz jeszcze, dziękuję, profesorze za przyjęcie na te praktyki. Dobranoc. -Powiedziała wchodząc do Pokoju Wspólnego Prefektów. Zastała tam Ksawerego, który ku jej zdziwieniu czytał jakąś książkę.
-Hej, Ksawer. Coś się stało? To nie codzienny widok widzieć cię z nosem w książce.
-Cześć, jak tam na pierwszych praktykach? -Zapytał odkładając książkę.
-Dwa proste eliksiry, a właśnie. -Zaczęła grzebać w torbie i wyciągnęła fiolkę Amortencji - Możesz teraz zrobić zadanie na eliksiry. -Powiedziała.
-Dzięki! Jesteś wspaniała!
-Bez podlizywania się mi tu! -Zawołała i podała mu fiolkę. Ten od razu otworzył ją i powąchał - Co czujesz?
-Trawa, lilie, piwo, szampan i szampon do włosów? Haha. -Powiedział i zapisał to od razu na eseju z eliksirów, zaraz potem zwrócił się do niej: - Jutro też masz praktyki?
-Tak, o tej samej porze i za pewne znowu do północy. Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. Branoc.
-Ta, branoc. -Odparł nadal zawzięcie coś czytając.
Ta udała się do swojego pokoju a gdy była już w środku, na wszelki wypadek założyła zaklęcia obronne, o wiele silniejsze od tych, które rzucał Ksawery w tym odpychające i tym podobne. Udała się do łazienki ogarnąć się i przygotowała strój na jutro - turkusowy tank top, czarną, skórzaną kamizelkę, czarne długie spodnie i czarne trampki oraz wiadomo, krawat w barwach Slytherinu. Następnie rzuciła zaklęcie zmieniające kolor na pasemka, te zmieniły się na trzy odcienie niebieskiego. Zadowolona z efektu weszła pod kołdrę i chwilę potem zasnęła.
Obudziła się kolejnego dnia, za oknem była dość ładna pogoda, nie padało był lekki wietrzyk i świeciło słońce przysłonięte kilkoma chmurami - idealna pogoda na wycieczkę do Hogsemade. Wstała w dość dobrym humorze i poszła pod prysznic. Kiedy już się ogarnęła założyła na siebie ubrania i pognała do sypialni Ksawerego, jak zawsze obłożoną mizernymi zaklęciami. Zrzuciła je i weszła do środka budząc go już mniej brutalnie niż ostatnio.
-Ksawer, wstawaj! Piękny dzień a ty leżysz! -Mówiła potrząsając nim. Po chwili wreszcie otworzył oczy i półprzytomny zapytał:
-Alyss?
-Hm?
-Co ty do cholery robisz? Jest ledwo szósta!
-Spójrz za okno. -Powiedziała głową wskazując okno nad jego komodą. Ten spojrzał tam - I? Wychodzisz?
-No, dobra. -Ziewnięcie - Już. A tak nawiasem mówiąc.
-Ha?
-Pójdziesz ze mną do Hogsmeade? Wziąłbym jeszcze Virgo.
-Chodzi ci o kota? Tego tam?
-Ta. -Chwilę przeniósł spojrzenie na kociaka i znów na nią - To idziesz?
-Jasne, wezmę Prymusa, niech sobie połazi.
-Też kot?
-Nie udawaj, że nie wiesz. Nie wychodzi ci to, Ksawer, przecież mam go od pierwszego roku!
-No dobra, dobra. Wyjdź jak możesz.
-Okej. -Powiedziała wychodząc. Zapowiadał się na prawdę cudowny dzień.
♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦•♦•♦•♦♦
*- W moim opowiadaniu są tylko krawaty i szaliki na zmianę pogody. Uznałam, że mundurki będą zbędne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz