wtorek, 8 marca 2016

Hogwart - Szkoła Magii i Czarodziejstwa. [P00]

Czasy Powojenne.

Zdziwiłem się otrzymując wiadomość o śmierci mojego kuzyna i Postrachu Hogwartu - Severusa Snape'a. Siedziałem na czarnym fotelu w oświetlonym jedną świeczką pokoju. W ręku trzymałem butelkę bursztynowego płynu, kojącego i pozwalającego zostać w błogiej nieświadomości.
-Dziwne. Severus nigdy nie dałby się zabić. - To mówiąc westchnąłem ciężko i wstałem z fotela kierując się do mojej pracowni. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że Filius Flitwick i Albus Dumbledore również - Muszę się wreszcie wynieś stąd. - Wyjrzałem za okno widząc wesołe uliczki w Hiszpanii. Właśnie tam spędzałem swój czas wolny i miałem wykupione mieszkanie, co prawda w mugolskiej części, ale na szczęście nikt nie interweniował - Minerwa dyrektorem. Dodatkowo prosi mnie o zastąpienie mojego kuzyna, który poległ na bitwie. Zdumiewające. - Mruknąłem rozglądając się po wesoło skaczących dzieciach i po szczęśliwych rodzicach o czymś rozmawiających. Madryt był na prawdę pięknym miastem, a dodatkowo stolicą Hiszpanii - Gdybym kiedyś otrzymał taki list, pomyślałbym, że Minerwa upadła na głowę i się jej ostro poprzestawiało. Roześmiałem się ponuro do tych myśli i usiadłem na parapecie opierając głowę o framugę okna. Raz jeszcze przeczytałem list, napisany zgrabnym, pochyłym pismem:

Panie Greevile,
piszę do Pana z prośbą. Mianowicie, pod czas Bitwy o Hogwart
nasz jedyny Mistrz Eliksirów i jeżeli dobrze kojarzę Pański kuzyn
został zabity. Zwracam się do Pana z prośbą o przyjęcie stanowiska
Nauczyciela Eliksirów, wiem również, że ukończył Pan dwudziestoletni
staż u Starożytnego Alchemika, co również by bardzo pomogło. 
Po wojnie wiele osób umarło, w tym Filius Flitwick oraz 
Albus Dumbledore. Jeżeli zna Pan osobę, która nadawałaby się na
Nauczyciela Zaklęć i Uroków, proszę o poinformowanie mnie. 
                        
                               Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie,
                                                                                   Minerwa McGonnagall.

Nie mogłem w to uwierzyć, że wygrali Bitwę, pomimo wielu strat i zniszczeń. No tak, jak to się mówi? W końcu wszystko ma swój ,,Happy End". Parsknąłem i pociągnąłem spory łyk z butelki z trunkiem. Właśnie, że nie wszystko. Na samym przykładzie mojego kuzyna, mogę temu zaprzeczyć.
Podszedłem do jednego z kociołków. Zastanawiałem się jaki eliksir zrobić, aby choć na chwilę zapomnieć o przykrym zdarzeniu. Po chwili namysłu zacząłem robić silniejszą wersję Eliksiru Zapomnienia. Przywołałem niezbędne składniki w tym samym czasie wyczarowując wodę w kociołku. Wszystko to robiłem magią bezróżdżkową, przywołałem nóż i mieszając w kociołku pierwsze składniki zacząłem przygotowywać kolejne miażdżąc, tnąc i rozcierając. Nie przerywa się mi w pracy, gdyż zwykle jeden najdrobniejszy błąd wystarczył, aby cały eliksir się zniszczył i nie był zdatny do użytku. Nie byłem również rozmowną osobą, co zostawiło po sobie papranie się w Starożytnej Alchemii. Podczas stażu nie mogłem odezwać się nawet słowem, gdyż nawet to, przeszkadzało w tworzeniu ich. Dodając ostatni składnik zamieszałem cztery razy w lewo za każdym razem poprzedzając to ruchem w prawo. Eliksir uzyskał fioletową barwę i jego powierzchnia lśniła.
Zadowolony z efektu przeciągnąłem się spoglądając na zegar. Była 16:26. Westchnąłem i zabrałem się za pisanie listu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz