piątek, 19 lutego 2016

Verfrasso i jego podróż do nieśmiertelności cz.1 [P04]

   Wszedłem do domu i nawet nie witając się z lokajem ani z gośćmi popędziłem do biblioteki po drodze zmieniając kolor płaszcza na biały i zrzucając maskę oraz ubranie śmierciożercy. Płaszcz powiewał za mną i wbiegłem do biblioteki szukając jednego tomu. Pamiętałem, że dostałem go od ojca, który według wszystkich nie żył. Zacząłem szperać w półkach wyrzucając na podłogę inne tomy, aż wreszcie dostrzegłem białą książkę z dziwną bladoniebieską aurą i złotymi ozdobieniami. To musi być to. Sięgnąłem po nią i zamykając oczy położyłem dłoń na okładce. Po chwili otworzyłem je i poczułem jak dziwna moc wymyka się z książki. Wyczuła prawdziwego właściciela. To była ta książka, na którą skarżył się lokaj. Nie mógł jej nawet dotknąć i zakopał ją w bibliotece innymi tomiskami. Otworzyłem na stronie tytułowej i złotymi literami zostało napisane:

,,Dla Verfrasso, prawdziwego Anioła Śmierci. Od ojca Tyraela, Anioła Sprawiedliwości i matki Leneavi, Anioła Miłości" 

Pogładziłem złote litery i nagle przypomniałem sobie jedną rzecz. Przecież ja mieszkałem w Srebrnym Gmachu Sprawiedliwości Aniołów...

Nagle blady niebieski kolor zaciemnił mi wzrok i zmienił się w pierwsze wspomnienie. 
Ja sam w wieku około dziesięciu lat siedzący z księgą na kolanach. Po chwili podlatuje do mnie jakiś Anioł i rozmawia ze mną. Po chwili ten Anioł niespodziewanie mnie atakuje i knebluje po czym zabiera gdzieś ze sobą. Przemieściłem się w wspomnieniu i zobaczyłem go jak stoi na Anielskim Klifie, którym zwykle Anioły powracały do Srebrnego Gmachu Sprawiedliwości. Trzyma mnie za szyje jedną ręką a drugą szarpie za skrzydło. Moja twarz skrzywiła się z bólu, ale nie wydałem żadnego odgłosu. Po chwili dwójka Aniołów wlatuje na Klif i jeden z nich siłuje się z Aniołem. Ten obrywa dość boleśnie moje ostatnie skrzydło, co ugasza fioletowy blask w moich oczach i niweluje blask krzyży. Nadal unikając ataków Anioła wyrzuca mnie na ziemię przez Klif. Spadam, Spadam, Spadam... Powoli mój wygląd się zmienia i ląduję na ziemi w kraterze w podobnym kształcie co krzyż. Dookoła mnie jest krew Aniołów z moich własnych ran. Zauważam, że zemdlałem. Szczątki mojej broni leżą dookoła na ziemi. Po chwili przychodzi Albus Dumbledore. Wygląda na bardzo zdziwionego, ale zabiera mnie ze sobą po czym oddaje do sierocińca. Mówi coś do jednej z kobiet...

Poczułem ukłucie w sercu... Dlaczego mi o tym nie powiedział? I kim był ten zdrajca Aniołów? Przerzuciłem stronę i zobaczyłem pustą kartkę. Po długim namyśle biorę pióro i zapisuje.

Jestem Verfrasso. Udało mi się przeżyć. 

Złote litery nagle pojawiają się:
Verfrasso? 

Tak, to ja. Mogę znać, z kim piszę?

A więc jednak domyśliłeś się. Jestem Tyrael. Przeczytałeś pewnie napis na stronie tytułowej?

Ojcze?... Nie rozumiem jednej rzeczy.

Śmiało, Verfrasso.

Kim był ten Anioł?... Z mojego wspomnienia?

Nie szukaj zemsty, błagam cię Verfrasso. Lepiej zostań tam, gdzie jesteś. To niebezpieczne czasy dla Niebios.

Nie rozumiem... Co się stało? 

Opowiem ci, ale obiecaj mi, że tutaj nie przybędziesz. Nie chcę stracić mego syna....

Nie mogę nic obiecać, Ojcze. Ale obiecuję, że nie dam się zabić.

Dobrze, mam chociaż nadzieję, że nie stanie się nic, co by cię zabiło, ani zniszczyło. U nas w Srebrnej Iglicy i na Złotej Sprawiedliwości odegrały się starcia pomiędzy Aniołami. Ten zdrajca, który jest teraz Aniołem Śmierci, którym z natury oczywiście jesteś ty, Verfrasso. Kieruje całymi Niebiosami po przegranej bitwie. Wygrał i stał się Naczelnym Aniołem przez co ma kontrole na całej Igilicy jak i Gmachu. Złota Sprawiedliwość to ruch oporu przeciwko jego rządom. Chcemy obalić go i każdy ostrzy swoje bronie, aby zabić tego zdrajce... Nie możemy się poddać i niestety, tutaj potrzebny jesteś ty, Verfrasso. Potrzebujemy nowego władcy, który jest prawowitym Aniołem Śmierci. Potrzebujemy nowej motywacji, gdyż ta stara uciekła wraz z twoim odejściem... 

Potrzebuję pomocy, nie mam zielonego pojęcia jak się do was dostać. Jak pamiętam ten parszywiec wyrwał mi skrzydła... A to ciekawe, że ci tutaj usprawiedliwili to jako upadek z drzewa! Śmieszne, do prawdy... 

Wyślemy do ciebie jednego z mojego wojska. Zabierze cię portalem do Świata Świętości.

Nie mogę się doczekać, Ojcze. Wierzę, że wiecie, gdzie mnie znaleźć? 

Ależ oczywiście, Synu. Jesteś w Monako przy kamiennej plaży w dużej willi. 

A kiedy mogę się go spodziewać?

Jutro w nocy. Ufam, że dasz sobie radę, ale pamiętaj, że to jest wojna...

U nas też jest wojna, Ojcze. Na śmierć i życie. Chociaż Lord Voldemort już odszedł z tego świata, wiem, że powróci. On nigdy nie był na tyle słaby a ja byłem na tyle głupi, aby mu uwierzyć. Nigdy nie popełnię tego samego błędu. Nigdy.

Wierzę ci. Przekaże Leanivii, twojej matce.

Dziękuję, Ojcze. 

Do zobaczenia, Synu.

Do zobaczenia. Ufam, żeście w dobrej kondycji i zdrowiu.

Westchnąłem i przetarłem oczy. Męczące rozdziały zostały otwarte i jak najszybciej muszę się dowiedzieć więcej o Aniołach i o tym jak przywrócić Anielską Moc.
-To będzie długa noc. -Mruknąłem.

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz