piątek, 11 marca 2016

Czerń. Tylko czemu? [P00] Prolog!

Kilka słów przed prologiem:
Nie będzie to żadne Sevmione, Dramione ani inne. Będzie to moje własne wyobrażenie odbiegające od książki. Główne postacie będą moimi tworami wyobraźni, oczywiście pojawią się postacie z książek, ale nie będzie to w ich towarzystwie. Raczej przeciwko nim i w innym miejscu. Pod sumując moje wyobrażenie serii o Harrym Potterze, ale z innej strony. Zapraszam!
PS: Przeniesione z mojego zupełnie innego bloga. 
♦•♦•♦•♦
Punktualnie o wyznaczonej godzinie zapukała w drzwi gabinetu mistrza eliksirów. Jej czarne włosy z płomiennymi pasemkami odbijały się na bladej cerze. Czarne oczy jak zawsze chłodne i opanowane.
-Wejść. -Usłyszała warknięcie i popchnęła drzwi zamykając je cicho za sobą. Snape wskazał jej miejsce przed sobą. Zajęła je czekając aż się odezwie. Po chwili milczenia zaczął:
-Wie pani, co jest celem tej wizyty. Jako Opiekun mam za zadanie pani pomóc. A więc. Kim pani chciałaby zostać w dalszym życiu, panno Blackeagle?
-Może to zabrzmieć głupio, Profesorze, ale myślałam nad Eliksirami. Fascynuje mnie ich tworzenie i ich właściwości, więc chciałabym zostać Mistrzynią Eliksirów. -Odezwała się patrząc spokojnie w jego czarne oczy bez cienia strachu. Nastała chwila milczenia a profesor myślał nad jej słowami:
-Jak pani, za pewne wie, panno Blackeagle, nie przyjmuję na praktyki.
-Tak, sir. Wiem, o tym.
-Jednak dla pani mógłbym zrobić wyjątek. Widzę, że pani oceny są wybitne w tej dziedzinie i chętnie pani pomogę brnąć dalej. Jednak musi być pani przygotowana na dużą ilość pracy.
-Jestem na to przygotowana, sir, jednak czy nie będzie mi to przeszkadzało w treningach Quidditcha?
-Postaram się, aby nie przeszkadzało i aby pani mogła uczęszczać na oby dwie rzeczy.
-Dziękuję, Profesorze.
-Oczekuje pani w sobotę o ósmej wieczorem w moim gabinecie. -Zakończył.
-Dziękuję, raz jeszcze Profesorze i do widzenia. -Powiedziała wstając. Już miała wychodzić kiedy profesor odezwał się.
-Panno Blackeagle? -Odwróciła się.
-Tak, Profesorze? -Zapytała.
-Proszę aby pani spróbowała namówić do nauki Daniela i Ksawerego.
-Zrobię wszystko, co będę w stanie, Profesorze.
-Dziękuje, możesz wyjść. -Powiedział odwracając się do niej plecami. Zawahała się przez moment i wyszła. Severus stał jeszcze przez chwilę nieruchomo. Właśnie przyjął kogoś na praktyki, na które nie przyjmował od ponad dziesięciu lat. Widział w niej talent, ale nie od niego zależy jak go wykorzysta. Była ostatnia na jego liście, westchnął i opadł na fotel bezmyślnie patrząc się w płomienie przypominające jej włosy. Zaraz, czy on się zakochuje? Nie. Niemożliwe. A jednak ona ma już osiemaście lat... Nie. Ty jesteś jej nauczycielem. Koniec. Kropka.
♦•♦•♦•♦
Alyss właśnie wróciła z rozmowy z Opiekunem. Westchnęła ciężko z myślą, że niedługo ma pójść do Daniela i Ksawerego żeby zmusić ich do nauki. Usiadła w jednym z foteli w Pokoju Prefektów Naczelnych. Ksawery już spał o czym znaczyły zabezpieczenia na drzwiach od jego pokoju. W pokoju panowały barwy Slytherinu, panował również półmrok rozświetlany przez ogień w kamiennym kominku. Stały przy nim dwa, czarne fotele i kanapa tego samego koloru. Na ścianach wisiały gobeliny i wstęgi. Ściany były czarne, przy nich stały regały zapełnione książkami.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta trzecia a jednak nie czuła potrzeby, aby zasnąć. Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła parę żółtych oczu.
-Prymus! Nie strasz mnie więcej. -Powiedziała do czarnego kota z miłym wyrazem pyszczka. Ten wskoczył na fotel, na którym siedziała i zwinął się w kłębek wpatrując się w nią przepraszająco. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła głaskać pomrukującego kota zastanawiając się nad praktykami. Po paru minutach poczuła się senna i z kotem ruszyła do jej sypialni. Odstawiła go na jego koc a sama poszła do łazienki przebrać się i ogarnąć. Następnie złożyła ubrania i zostawiła na komodzie obok, zapadła w sen myśląc o wielu rzeczach naraz.

600 Wyświetleń~! Bonus~! #Miniaturka2

,,Kolory"
By Coyote Senpai.

Nic nie widzę.
Nic.
Zero.
Pustka.
Widzę tylko biały kolor dookoła mnie.
Nic więcej.
Zauważam, że wszystko dookoła jest białe - łącznie z drzewami i zwierzętami.
Widzę Białego Wilka.
Idzie w moją stronę.
Jako jedyny ma niebieskie oczy.
Patrzy na mnie przechylając łebek.
Co to za stworzenie?
Gdzie ja jestem?
Wilk wyje do księżyca i spogląda na mnie.
Rzuca się.
Upadam nieprzytomny.
Ciemność...
Ciemność...
Ciemność...
I znów Biel.
Nieskazitelna.
Jednak po chwili zza rogu wyskakuje wilk.
Ten sam.
Biały.
Nieskazitelny.
Siada na środku i czeka niecierpliwie.
Czeka aż podejdę?
Niepewnie idę za nim.
Prowadzi mnie i chwilę potem czuję się dziwnie.
Widzę, że patrzy na mnie.
Czeka.
Czeka, aż będę w stanie iść dalej.
Kładzie się i pomiędzy przednimi łapami kładzie głowę.
Czeka.
Krzywię się z bólu, ale wstaję.
Wilk idzie dalej, a ja już ostrożniej idę za nim.
Chwilę potem wprowadza mnie do dziwnego miejsca.
Zamyka łbem drzwi i pcha mnie na fotel.
Chwilę potem odzywa się.
Normalnie.
Ludzkim głosem.
Ale trochę innym.
Echo odbija się milionem głosów.
-Witaj Elfiasie. Czekaliśmy na Ciebie.
-O co tu chodzi?... Co się ze mną stało... Tam...  Na ścieżce?
-Ludzie... -Wzdycha - Nie myśl, że coś Ci jest. Nie. Zostałeś wybrany.
-Ja?! Do czego?! -Wołam i nie dowierzam.
-Będziesz moim następcą. Białym Wilkiem.
-Ja nie mogę. -Mówię a czarne włosy spadają mi na twarz. - Nie ma takiej możliwości.
-Ależ jest. I tak zrobię. - Mówi spokojnie - Elfiasie Whitepaw. Moja śmierć jest blisko.
-Zgadzam się. - Mówię niepewnie.
Wilk kiwa głową i skacze na mnie.
Patrzy się w moje oczy.
Po chwili wyczuwam dziwną zmianę.
Podchodzę chwiejnym krokiem do lustra.
Niebieskie, wręcz błękitne oczy.
Białe, krótkie włosy.
I ten głos...
To...
Jestem...
Ja.
Elfias Whitepaw.

czwartek, 10 marca 2016

Mały poradnik - Jak dodać muzykę na bloga???

Cześć!
Wiem, że może większość osób o tym wie, ale piszę to ze względów raczej wiadomych.

Jak się dodaje muzykę do bloga?

To jest bardzo proste. Wystarczy do Wujka Google wpisać: ,,Scm Music Player" i kliknąć pierwszy link. Wybieramy wygląd naszego odtwarzacza i na dole po prawej klikamy ,,Next". Następnie nazywamy naszą piosenkę na ,,Song Title" np. ,, Twilight Meadow - The World We Discovered" i wchodzimy na youtuba i wyszukujemy muzykę. Kopiujemy link do piosenki i wklejamy do ,,Song Url". Jeżeli mamy wszystkie muzyki klikamy ,,Next", następnie w zależności co chcemy zaznaczamy np. ,,Auto Play" czyli włącza się gdy tylko blog zostanie wczytany. Można wziąć ,,Repeat mode" i ,,Repeat playlist" co będzie powtarzać naszą muzykę w kółko. Oczywiście, ten, który jej słucha może ją zatrzymać. Wybieramy ,,Apperance" i bierzemy ,,Placement of Player Bar" najlepiej na ,,Top" czyli na górze strony. Następnie klikamy ,,Done" i kopiujemy wszystko, co nam wyświetli aż do
,,<!-- SCM Music Player script end -->''. Następnie wchodzimy na naszego bloga, klikamy układ i ,,Dodaj Gadżet" następnie wyszukujemy HTML Java script i klikamy. Nazywamy nasz Gadżet i wklejamy wszystko, co skopiowaliśmy. Następnie klikamy zatwierdź i gotowe! Masz na blogu muzykę, która zaczyna irytować tych, którzy to czytają! ;D

Pozdrawia,
Coyote Senpai.

środa, 9 marca 2016

Informacyjnie.

Uwaga, uwaga!
Zmieniam ,,Hogwart. Magię Słów"!
Mam lepszy pomysł i ta seria nadal będzie kontynuowana, ale pod inną wersją.
Biały wilczurek i Czarny Kotełek.
Wszystko co mogę wam powiedzieć. :P

Pozdrawia,
Coyote.

PS: Mam nadzieję, że w ogóle ktoś to czyta, pomimo braku komentarzy nie zniechęcam się i staram się jakoś wybrnąć z tego bagna. Aha. I usuwam inne blogi. Jak już zaczynam jeden to go będę ciągnąć.

500 wyświetleń~! Bonus~! #Miniaturka.

Miniaturka by Coyote Senpai.
,,Dwa Słowa".

Stoję pośrodku ciemnego pokoju.
Jest oświetlony jedynie mizerną świecą, która i tak powoli wygasa.
Przełykam ślinę i rzucam na drzwi zaklęcia, aby je zamknąć i uniemożliwić próby zatrzymania mnie.
Teraz nie ma odwrotu.
Przykładam różdżkę do skroni i zaciskam zęby tak mocno, że aż czuję smak krwi.
Dwa słowa.
Dwa słowa i byłbym nareszcie wolny.
Dwa słowa.
Dwa słowa i odkupiłbym swoje winy.
Dwa słowa...
Dwa słowa i zobaczyłbym wreszcie wszystkich.
Poprosił o wybaczenie...
Ale czy ze skutkiem?
Dwa słowa.
Dwa słowa i uwolniłbym się od tego piekła.
Słyszę kroki i po chwili ktoś dobija się do drzwi.
-Otwórz to! Tobias! Otwórz te drzwi!!! - Słyszę jej wrzaski pełne łez.
Wie co chcę zrobić.
Widziała list.
Dwa słowa...
Ale... Czy mam dość odwagi?...
Czy ja tego chcę?...
-Tobias!... Błagam przestań! Nie rób tego! - Krzyczy.
Ale... Dlaczego?
Przecież to ja byłem potworem.
To ja cię torturowałem.
Ja cię o mało nie zabiłem.
Nie! Przestań! Posłuchaj dziewczyny!
Dlaczego? Przecież mogę teraz się uwolnić!
Ona dobrze mówi! I nie mów, że jest ci obojętna!
Ucisk w gardle.
Nie wytrzymuję i upadam na ziemię odrzucając różdżkę.
Łapię się za głowę i krew z warg wycieka na podłogę.
-Tobias!!! - Słyszę wrzask.
No odpowiedz jej!
ODPOWIEDZ!
ODPOWIEDZ!!!
Słyszę jak szepcze zaklęcia i zamki powoli puszczają.
Niechciane łzy nabierają mi się do oczu.
Dlaczego?!
Ona NIE DA rady CI POMÓC!
Jesteś potworem!
Nienawidzi cię!
-NIE! - Szamoczę się na podłodze - MAM DOŚĆ TEGO SZALEŃSTWA!!! - Wrzeszczę i ostatkiem sił podchodzę i łapię drewienko w rękę.
Zablokowałem drzwi i jednym zaklęciem odrzuciłem ją.
-TOBIAS!!! NIE!!!
Dwa słowa.
Dwa słowa...
Dwa słowa...
Dwa słowa?...
Uspakajam się i przykładam różdżkę do skroni.
-Avada...
-NIEEEEEEEEEEEEEEEE!!!
-...Kedavra...
Zielony błysk wypełnia pokój i wszystkie zaklęcia nałożone na drzwi puszczają.
Do pokoju wbiega zdyszana Rita i klęka przy mnie.
Potrząsa mną.
Zależy jej na mnie...
Słyszę jak płacze...
Adrenalina jednak zaczyna pokazywać wszystkie moje wspomnienia.
Całe życie.
Od początku...
...Do końca.

Siedzę na ławce i przecieram zmęczone oczy...
Podchodzi do mnie dziewczyna...
Rozmawiamy...

Błysk!

Hogwart.
Zostaje przydzielona do innego Domu...
Patrzę zamyślony przed siebie...

Błysk!

Ratuje ją przed bandą śmierciożerców...
Ukrywam ją...
Daję jej szansę...

Błysk!

Dwa lata później na ślubie uśmiecha się do mnie...

Błysk!

Zaczynam widzieć sens życia...

Błysk!

Spotkanie z Czarnym Panem...
Torturowanie Rity na oczach wszystkich...
Okazanie obojętności na jej krzyki...

Błysk!

-Obiecałeś mnie chronić! - Mówi głosem grubym od łez.
-Rita... Posłuchaj! - Krzyczę za nią, ale ściąga obrączkę i rzuca ją za siebie...

Błysk!

Wczoraj...
Siedzę na łóżku w depresji...
Torturowałeś ją!...
Jak mogłeś!...

Błysk!

Ustawiam się, ale na mojej twarzy widoczne jest przerażenie...
Przykładam różdżkę do skroni...
Słyszę jej krzyki...
Upadam, ale podnoszę się...
-Avada... Kedavra... 
Moje bezwładne ciało upada...

Łza spada po moim policzku.
-R-Rita... P- Prze- prasz -am... -Udaje mi się wyjąkać i spoglądam na nią...
Po raz ostatni się uśmiecham...
I chwilę potem moje oczy stają się puste...
-NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! TOBIAS!... -Krzyczy i przyciska mnie do siebie płacząc...
Chwilę potem czuję jak coś się we mnie budzi.
Ciemność...
Ciemność...
Nagle otwieram oczy...
Widzę czarne ścianki trumny?!...
Otwieram szerzej oczy z przerażenia.
-Nie! Stop! Stop! STOP! - Wołam wstając i zeskakując z trumny.
-Tobias?... -Pyta Rita. Kiwam głową i bez słowa zaciągam ją daleko stąd. Nadal w pogrzebowych szatach.
Aportuje nas do lasu blisko naszego domu.
-Po pierwsze. Mówiłem, że nawet jeżeli pogrzeb to bez róż! - Wołam, ale po chwili śmiejąc się zaciągam ją do domu.
Ta bez słowa rzuca mi się na szyję, opieram się na jej głowie i uśmiecham się.
Jakim ja jestem kretynem, aby nie docenić takiego życia...

•*•*•*•*KONIEC.*•*•*•*•

I jak? :D 

wtorek, 8 marca 2016

Hogwart - Szkoła Magii i Czarodziejstwa. [P00]

Czasy Powojenne.

Zdziwiłem się otrzymując wiadomość o śmierci mojego kuzyna i Postrachu Hogwartu - Severusa Snape'a. Siedziałem na czarnym fotelu w oświetlonym jedną świeczką pokoju. W ręku trzymałem butelkę bursztynowego płynu, kojącego i pozwalającego zostać w błogiej nieświadomości.
-Dziwne. Severus nigdy nie dałby się zabić. - To mówiąc westchnąłem ciężko i wstałem z fotela kierując się do mojej pracowni. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że Filius Flitwick i Albus Dumbledore również - Muszę się wreszcie wynieś stąd. - Wyjrzałem za okno widząc wesołe uliczki w Hiszpanii. Właśnie tam spędzałem swój czas wolny i miałem wykupione mieszkanie, co prawda w mugolskiej części, ale na szczęście nikt nie interweniował - Minerwa dyrektorem. Dodatkowo prosi mnie o zastąpienie mojego kuzyna, który poległ na bitwie. Zdumiewające. - Mruknąłem rozglądając się po wesoło skaczących dzieciach i po szczęśliwych rodzicach o czymś rozmawiających. Madryt był na prawdę pięknym miastem, a dodatkowo stolicą Hiszpanii - Gdybym kiedyś otrzymał taki list, pomyślałbym, że Minerwa upadła na głowę i się jej ostro poprzestawiało. Roześmiałem się ponuro do tych myśli i usiadłem na parapecie opierając głowę o framugę okna. Raz jeszcze przeczytałem list, napisany zgrabnym, pochyłym pismem:

Panie Greevile,
piszę do Pana z prośbą. Mianowicie, pod czas Bitwy o Hogwart
nasz jedyny Mistrz Eliksirów i jeżeli dobrze kojarzę Pański kuzyn
został zabity. Zwracam się do Pana z prośbą o przyjęcie stanowiska
Nauczyciela Eliksirów, wiem również, że ukończył Pan dwudziestoletni
staż u Starożytnego Alchemika, co również by bardzo pomogło. 
Po wojnie wiele osób umarło, w tym Filius Flitwick oraz 
Albus Dumbledore. Jeżeli zna Pan osobę, która nadawałaby się na
Nauczyciela Zaklęć i Uroków, proszę o poinformowanie mnie. 
                        
                               Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie,
                                                                                   Minerwa McGonnagall.

Nie mogłem w to uwierzyć, że wygrali Bitwę, pomimo wielu strat i zniszczeń. No tak, jak to się mówi? W końcu wszystko ma swój ,,Happy End". Parsknąłem i pociągnąłem spory łyk z butelki z trunkiem. Właśnie, że nie wszystko. Na samym przykładzie mojego kuzyna, mogę temu zaprzeczyć.
Podszedłem do jednego z kociołków. Zastanawiałem się jaki eliksir zrobić, aby choć na chwilę zapomnieć o przykrym zdarzeniu. Po chwili namysłu zacząłem robić silniejszą wersję Eliksiru Zapomnienia. Przywołałem niezbędne składniki w tym samym czasie wyczarowując wodę w kociołku. Wszystko to robiłem magią bezróżdżkową, przywołałem nóż i mieszając w kociołku pierwsze składniki zacząłem przygotowywać kolejne miażdżąc, tnąc i rozcierając. Nie przerywa się mi w pracy, gdyż zwykle jeden najdrobniejszy błąd wystarczył, aby cały eliksir się zniszczył i nie był zdatny do użytku. Nie byłem również rozmowną osobą, co zostawiło po sobie papranie się w Starożytnej Alchemii. Podczas stażu nie mogłem odezwać się nawet słowem, gdyż nawet to, przeszkadzało w tworzeniu ich. Dodając ostatni składnik zamieszałem cztery razy w lewo za każdym razem poprzedzając to ruchem w prawo. Eliksir uzyskał fioletową barwę i jego powierzchnia lśniła.
Zadowolony z efektu przeciągnąłem się spoglądając na zegar. Była 16:26. Westchnąłem i zabrałem się za pisanie listu.

Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee

Nie. :-( Ja się nie nadaje do zawieszania i mam dla was informacje, że jestem. Będę i już nie odejdę. :-D Dość zawieszeń i usuwania.