Kilka słów przed prologiem:
Nie będzie to żadne Sevmione, Dramione ani inne. Będzie to moje własne wyobrażenie odbiegające od książki. Główne postacie będą moimi tworami wyobraźni, oczywiście pojawią się postacie z książek, ale nie będzie to w ich towarzystwie. Raczej przeciwko nim i w innym miejscu. Pod sumując moje wyobrażenie serii o Harrym Potterze, ale z innej strony. Zapraszam!
PS: Przeniesione z mojego zupełnie innego bloga.
Nie będzie to żadne Sevmione, Dramione ani inne. Będzie to moje własne wyobrażenie odbiegające od książki. Główne postacie będą moimi tworami wyobraźni, oczywiście pojawią się postacie z książek, ale nie będzie to w ich towarzystwie. Raczej przeciwko nim i w innym miejscu. Pod sumując moje wyobrażenie serii o Harrym Potterze, ale z innej strony. Zapraszam!
PS: Przeniesione z mojego zupełnie innego bloga.
♦•♦•♦•♦
Punktualnie o wyznaczonej godzinie zapukała w drzwi gabinetu mistrza eliksirów. Jej czarne włosy z płomiennymi pasemkami odbijały się na bladej cerze. Czarne oczy jak zawsze chłodne i opanowane.
-Wejść. -Usłyszała warknięcie i popchnęła drzwi zamykając je cicho za sobą. Snape wskazał jej miejsce przed sobą. Zajęła je czekając aż się odezwie. Po chwili milczenia zaczął:
-Wie pani, co jest celem tej wizyty. Jako Opiekun mam za zadanie pani pomóc. A więc. Kim pani chciałaby zostać w dalszym życiu, panno Blackeagle?
-Może to zabrzmieć głupio, Profesorze, ale myślałam nad Eliksirami. Fascynuje mnie ich tworzenie i ich właściwości, więc chciałabym zostać Mistrzynią Eliksirów. -Odezwała się patrząc spokojnie w jego czarne oczy bez cienia strachu. Nastała chwila milczenia a profesor myślał nad jej słowami:
-Jak pani, za pewne wie, panno Blackeagle, nie przyjmuję na praktyki.
-Tak, sir. Wiem, o tym.
-Jednak dla pani mógłbym zrobić wyjątek. Widzę, że pani oceny są wybitne w tej dziedzinie i chętnie pani pomogę brnąć dalej. Jednak musi być pani przygotowana na dużą ilość pracy.
-Jestem na to przygotowana, sir, jednak czy nie będzie mi to przeszkadzało w treningach Quidditcha?
-Postaram się, aby nie przeszkadzało i aby pani mogła uczęszczać na oby dwie rzeczy.
-Dziękuję, Profesorze.
-Oczekuje pani w sobotę o ósmej wieczorem w moim gabinecie. -Zakończył.
-Dziękuję, raz jeszcze Profesorze i do widzenia. -Powiedziała wstając. Już miała wychodzić kiedy profesor odezwał się.
-Panno Blackeagle? -Odwróciła się.
-Tak, Profesorze? -Zapytała.
-Proszę aby pani spróbowała namówić do nauki Daniela i Ksawerego.
-Zrobię wszystko, co będę w stanie, Profesorze.
-Dziękuje, możesz wyjść. -Powiedział odwracając się do niej plecami. Zawahała się przez moment i wyszła. Severus stał jeszcze przez chwilę nieruchomo. Właśnie przyjął kogoś na praktyki, na które nie przyjmował od ponad dziesięciu lat. Widział w niej talent, ale nie od niego zależy jak go wykorzysta. Była ostatnia na jego liście, westchnął i opadł na fotel bezmyślnie patrząc się w płomienie przypominające jej włosy. Zaraz, czy on się zakochuje? Nie. Niemożliwe. A jednak ona ma już osiemaście lat... Nie. Ty jesteś jej nauczycielem. Koniec. Kropka.
-Wejść. -Usłyszała warknięcie i popchnęła drzwi zamykając je cicho za sobą. Snape wskazał jej miejsce przed sobą. Zajęła je czekając aż się odezwie. Po chwili milczenia zaczął:
-Wie pani, co jest celem tej wizyty. Jako Opiekun mam za zadanie pani pomóc. A więc. Kim pani chciałaby zostać w dalszym życiu, panno Blackeagle?
-Może to zabrzmieć głupio, Profesorze, ale myślałam nad Eliksirami. Fascynuje mnie ich tworzenie i ich właściwości, więc chciałabym zostać Mistrzynią Eliksirów. -Odezwała się patrząc spokojnie w jego czarne oczy bez cienia strachu. Nastała chwila milczenia a profesor myślał nad jej słowami:
-Jak pani, za pewne wie, panno Blackeagle, nie przyjmuję na praktyki.
-Tak, sir. Wiem, o tym.
-Jednak dla pani mógłbym zrobić wyjątek. Widzę, że pani oceny są wybitne w tej dziedzinie i chętnie pani pomogę brnąć dalej. Jednak musi być pani przygotowana na dużą ilość pracy.
-Jestem na to przygotowana, sir, jednak czy nie będzie mi to przeszkadzało w treningach Quidditcha?
-Postaram się, aby nie przeszkadzało i aby pani mogła uczęszczać na oby dwie rzeczy.
-Dziękuję, Profesorze.
-Oczekuje pani w sobotę o ósmej wieczorem w moim gabinecie. -Zakończył.
-Dziękuję, raz jeszcze Profesorze i do widzenia. -Powiedziała wstając. Już miała wychodzić kiedy profesor odezwał się.
-Panno Blackeagle? -Odwróciła się.
-Tak, Profesorze? -Zapytała.
-Proszę aby pani spróbowała namówić do nauki Daniela i Ksawerego.
-Zrobię wszystko, co będę w stanie, Profesorze.
-Dziękuje, możesz wyjść. -Powiedział odwracając się do niej plecami. Zawahała się przez moment i wyszła. Severus stał jeszcze przez chwilę nieruchomo. Właśnie przyjął kogoś na praktyki, na które nie przyjmował od ponad dziesięciu lat. Widział w niej talent, ale nie od niego zależy jak go wykorzysta. Była ostatnia na jego liście, westchnął i opadł na fotel bezmyślnie patrząc się w płomienie przypominające jej włosy. Zaraz, czy on się zakochuje? Nie. Niemożliwe. A jednak ona ma już osiemaście lat... Nie. Ty jesteś jej nauczycielem. Koniec. Kropka.
♦•♦•♦•♦
Alyss właśnie wróciła z rozmowy z Opiekunem. Westchnęła ciężko z myślą, że niedługo ma pójść do Daniela i Ksawerego żeby zmusić ich do nauki. Usiadła w jednym z foteli w Pokoju Prefektów Naczelnych. Ksawery już spał o czym znaczyły zabezpieczenia na drzwiach od jego pokoju. W pokoju panowały barwy Slytherinu, panował również półmrok rozświetlany przez ogień w kamiennym kominku. Stały przy nim dwa, czarne fotele i kanapa tego samego koloru. Na ścianach wisiały gobeliny i wstęgi. Ściany były czarne, przy nich stały regały zapełnione książkami.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta trzecia a jednak nie czuła potrzeby, aby zasnąć. Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła parę żółtych oczu.
-Prymus! Nie strasz mnie więcej. -Powiedziała do czarnego kota z miłym wyrazem pyszczka. Ten wskoczył na fotel, na którym siedziała i zwinął się w kłębek wpatrując się w nią przepraszająco. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła głaskać pomrukującego kota zastanawiając się nad praktykami. Po paru minutach poczuła się senna i z kotem ruszyła do jej sypialni. Odstawiła go na jego koc a sama poszła do łazienki przebrać się i ogarnąć. Następnie złożyła ubrania i zostawiła na komodzie obok, zapadła w sen myśląc o wielu rzeczach naraz.
Spojrzała na zegarek. Dwudziesta trzecia a jednak nie czuła potrzeby, aby zasnąć. Rozejrzała się po pokoju i zobaczyła parę żółtych oczu.
-Prymus! Nie strasz mnie więcej. -Powiedziała do czarnego kota z miłym wyrazem pyszczka. Ten wskoczył na fotel, na którym siedziała i zwinął się w kłębek wpatrując się w nią przepraszająco. Dziewczyna uśmiechnęła się i zaczęła głaskać pomrukującego kota zastanawiając się nad praktykami. Po paru minutach poczuła się senna i z kotem ruszyła do jej sypialni. Odstawiła go na jego koc a sama poszła do łazienki przebrać się i ogarnąć. Następnie złożyła ubrania i zostawiła na komodzie obok, zapadła w sen myśląc o wielu rzeczach naraz.