Severus był pod wrażeniem zdeterminowania tej dziewczyny. Pytanie wisiało w powietrzu. Uznała, że nie usłyszał i powtórzyła czym wyrwała go z zamyślenia.
-Przygotuj składniki i jak będziesz chciała coś zmienić albo dodać to mi od razu mów. - Skinęła głową i zajrzała do jego notatek marszcząc czoło.
-A czy, tutaj - Powiedziała wskazując na przepis, Snape podszedł i czekał na to, aż kontynuuje - zamiast skórki Boomslanga można dodać mięty, co ustabilizuje cały eliskir. -Spojrzała się na niego pytająco i musiał przyznać, dość niechętnie, że ma rację.
-Tutaj masz rację. Tylko pamiętaj aby pokroić ją pod kątem 40 stopni.
Skinęła głową i wzięła potrzebne składniki. Mistrz Eliksirów zaczął już przygotowywać podstawę do eliksiru. Po chwili Alyss wróciła i zaczęła przygotowywać pierwszy składnik. Rzuciła zaklęcie odmierzające kąty i zaczęła ciąć miętę.
Tak wyglądała ich praca, pracowali w milczeniu od czasu do czasu wymieniając się uwagami lub spostrzeżeniami. Po paru godzinach Alyss zaczęła przysypiać i zaproponowała koniec na dziś. Ten niechętnie się zgodził.
-Czy moglibyśmy już skończyć na dziś? Zaczynam zasypiać na stojąco. -Powiedziała patrząc na niego pytająco. Odwrócił wzrok z kociołka na nią i odpowiedział krótko:
-W porządku.
-Dziękuję. -Odparła wzdychając z ulgą. Odłożyła składniki i zabezpieczyła eliksiry i odeszła.
Snape usiadł w fotelu i przetarł oczy. Ona na prawdę ma zamiar zostać Mistrzynią Eliksirów i to było widać. Jej ruchy... Płynność i elegancja.... Co? Nie. Wróć! Uspokój się, chyba nie masz zamiaru zakochać się po uszy jak pierwszoroczny szczeniak?! Tak lepiej. Westchnął i poszedł do kuchni. Zobaczył tam Alyss robiącą sobie herbatę. Odwróciła się słysząc kroki.
-Tobie też zrobić herbatę?
-Lepiej kawę. Czekają mnie jeszcze sprawdziany pierwszych klas. - Powiedział i skrzywił się na samo wspomnienie. Ta uśmiechnęła się i wróciła do robienia napojów.
-Rozumiem, aż tak źle?
-Nawet gorzej niż idzie pomyśleć. - Westchnął - Możesz mi zanieść kawę do gabinetu? -Powiedział stając jeszcze w drzwiach.
-W porządku i powodzenia życzę. -Powiedziała rozbawiona. Ten tylko rzucił jej mordercze spojrzenie i wyszedł do swojego gabinetu po drodze ubierając pelerynę, z którą każdy go kojarzył jako przerośniętego nietoperza z Lochów. Westchnął i zabrał się za pierwszą pracę. Gryffindor. Jak pięknie, będzie miał okazję się wyżyć.
♦•♦•♦•♦
Chwilę potem Alyss uporała się z napojami i wzięła kubek z kawą i skierowała się do gabinetu Mistrza Eliksirów. Pchnęła lekko drzwi i zobaczyła go - siedział tam kreśląc coś i mrucząc pod nosem. Na sobie miał swoją nieśmiertelną pelerynę. Uśmiechnęła się na ten widok i machnięciem odesłała kawę na jego biurko, ostatnio prawie wszystkie zaklęcia wychodziły jej bez użycia różdżki. Następnie zamknęła drzwi i poszła do swojego pokoju. Wzięła czarno - zieloną, prostą piżamę i ruszyła do łazienki. Wzięła, krótki, zimny prysznic i wysuszyła się zaklęciem. Rozpuściła włosy i założyła gumkę na rękę, następnie piżamę i czarne kapcie. Wzięła swoje ubrania i poszła do swojego pokoju. Prostym zaklęciem złożyła je w kostkę i ułożyła w kufrze. Już miała kłaść się spać, kiedy z błyskiem pojawiło się pióro feniksa i kartka obok. Westchnęła i wstała z łóżka. Następnie schyliła się po to by zobaczyć pochylone pismo Dumbledore.
Jutro z rana macie otwarte Połączenie Umysłów z Ksawerym.
Uśmiechnęła się, odwróciła kartkę i z tyłu napisała krótkie 'Dziękuję'. Zaraz potem szepnęła zaklęcie przenoszące i kartka znalazła się w gabinecie dyrektora. Zadowolona weszła na łóżko i położyła się gasząc machnięciem lampkę nocną. Zamknęła powieki i chwilę później głównym dźwiękiem w pokoju był jej równy oddech.
♦•♦•♦•♦
Nie wiedzieć czemu bolało go trochę, że Alyss nie przyszła sama aby postawić ten kubek na jego biurku. Nie wiedział jak tę myśl usprawiedliwić aż wreszcie poddał się i wrócił do kreślenia na esejach i sprawdzianach. Dawno zniósł wszystkie zaklęcia, żeby Ślizgoni, jakby chcieli, mogli z nim porozmawiać. Wcale się więc nie zdziwił jak chwilę potem do jego gabinetu wpadła Minerwa - w końcu nie było zaklęć zabezpieczających. Mruknął pod nosem przekleństwo i przeniósł na nią pytający wzrok zachowując kamienną twarz. Ta uśmiechnęła się tylko.
-Też się cieszę, że cię widzę, Severusie, ale to nie pora na fochy. Dzisiaj wieczorem znaleziono mocno pokaleczonego Cezara Sherman. Poppy mówi, że został pogryziony przez wilkołaka.
-Chcesz o tym powiedzieć Alyss?
-Ona tutaj?
-Tak, tak. Niby jest baaaardzo chora i nie może uczestniczyć w lekcjach. Nie, to tylko pogłoska. Jest tutaj w moich komnatach i ukrywa się przed jej rodzicami, którzy chcą aby została śmierciożercą. -Przewrócił teatralnie oczami i wrócił do sprawdzania bardzo źle zrobionego eseju - Oczywiście, zrobię zaraz Eliksiry, które mogą pomóc Cezarowi. Nie wiem, czemu Ksawery go nie przypilnował. -Westchnął.
-Sama tego nie wiem, ale już dobrze, idę do Alyss, który to pokój?
-Od salonu na lewo. -Mruknął i przekreślił kolejne zdanie.
♦•♦•♦•♦
-Co ja zrobiłem?! Co ja najlepszego zrobiłem?! -Myślał chodząc niecierpliwie po korytarzu naprzeciw Skrzydła Szpitalnego. Wspomnienia napływały i doprowadzały go do szału. Przecież ZAWSZE mówił mu, żeby za nim za nic w świecie nie szedł! To nie miało tak wyglądać! Merlinie, co ja najlepszego zrobiłem?! Właśnie o mało nie zabiłem swojego przyjaciela!
Myśli toczyły walkę w jego głowie. Wreszcie zrezygnowany usiadł na ławce i przeczesał nerwowo włosy. Pozwolił myślą wrócić do tamtej chwili.
Jak zawsze szedł wraz z Promfey do Zakazanego Lasu. Nie zorientował się jednak, że Cezar idzie w cieniu za nimi zainteresowany gdzie znika podczas pełni. Wchodzi za nimi do lasu i idzie powoli za nimi ukrywając się za drzewami. Skinął Poppy, ta odeszła i zostawiła go sama z Cezarem pomiędzy drzewami. Stał na polanie głęboko w Zakazanym Lesie niedaleko miejsca Akromantul, z którymi dawno się zapoznał i nie atakowały go. Miał na sobie stare ubrania w czarnym kolorze jak większość jego ubrań. Przeczesał nerwowo czarne włosy i złote oczy błysnęły w kontakcie z światłem księżyca. Potrafił kontrolować wilkołactwo, ale nie mógł nie wyczuć strachu kogoś. Czyjś strach to przynęta na wilkołaki i nie mógł się wtedy kontrolować. Wyczuł czyjś strach, ale już było za późno. Zaczął się przemieniać. Jego ręce i nogi wydłużyły się i zmieniły w łapy. Przemiana zamieniła jego twarz w pysk i wyrósł mu ogon, chwilę potem na czterech nogach stanął rudy wilkołak. Przekrzywił głowę szukając wzrokiem źródła tego zapachu jakim był strach. Wyczuł człowieka i zaczął się wycofywać, ale było za późno. Jego wilkołacza forma wzięła górę i jego oczy rozszerzyły się i zaświeciły. Następnie rzucił się biegiem na swojego przyjaciela. Ten widział co się dzieje, ale nie mógł się ruszyć - strach przyczepił go do podłoża. Wilkołak skoczył na niego i drapał wściekle pazurami po jego torsie. Nagle ten zawył z bólu i upadł na bok. Przez chwilę jego oczy błyszczały a reszta ciała na zmianę próbowała się przemienić. Wreszcie udało mu się i obok niego leżał zasapany Ksawery we wcześniejszych ubraniach już w pełni zdrowia.
-Exepcto Patronum! - Zawołał i z końca różdżki wybiegł wilk. Myślami przekazał mu wiadomość do Promfey i podszedł do Cezara, który był jeszcze przytomny. Uklęknął przy nim i zachowując zimną krew zaczął rzucać na niego zaklęcia uleczające. Wszystko się zagoiło oprócz blizn od pazurów na jego piersi. Westchnął i skierował wzrok na twarz przyjaciela.
-Ile razy mam ci powtarzać, abyś zrozumiał? -Zapytał cicho drapiąc się po dwu dniowym zaroście.
-Nie... Nie wiem. -Wychrypiał.
-Nic lepiej nie mów. Zaraz zjawi się Promfey i zdiagnozuje cię. Obyś nie został wilkołakiem... To jest męka...
Ten tylko uśmiechnął się i zemdlał. Ksawery westchnął i wziął go na plecy.
Usłyszał kroki i obrócił się w tamtą stronę, po chwili zobaczył profesora Snape'a w swoich nieśmiertelnych szatach. Popatrzył się na niego i powiedział:
-Jak bardzo jest poraniony?
-Udało mi się wyleczyć większość obrażeń, ale Promfey mówi, że na jego torsie już do końca życia będą blizny po... - Tu rozglądnął się szukając winowajcy hałasu, znów odwrócił wzrok na Opiekuna - Wiesz-Czym.
-Czemu nie kontynuowałeś od razu? -Zapytał patrząc się lekko podejrzliwie.
-Raz - dlatego, że mnie męczy ten temat. Dwa - ktoś tu był przed chwilą...
-Jak widzę instynkty zostają.
-Tak. -Westchnął - Ale mimo wszystko to jest okropna męka. -Przetarł zmęczone oczy.
-Ile już tu jesteś, Ksawery?
-Dobre dwie - trzy godziny. I nie, profesorze, nie mam zamiaru iść. To mój przyjaciel...
Przerwał kiedy usłyszał kroki. Po chwili wbiegła Alyss już w zwykłym ubraniu i rozpuszczonych, nie jak zwykle, włosach.
-Co się stało? Była u mnie profesor McGonnagall. -Zwróciła się do Ksawerego.
-Znasz fakt, że jestem wilkołakiem, no nie?
-Wspominałeś. -Powiedziała krzywiąc się na samo wspomnienie.
-To o mało nie zaatakowałem i przemieniłem Cezarego, który za mną polazł. -Westchnął i schował twarz w dłoniach.
-No, to faktycznie niezbyt ciekawa rzecz.
♦•♦•♦•♦
Po paru godzinach wybudził się, leżał pół przytomny na łóżku w Skrzydle Szpitalnym.